Battle Royale II: Requiem (Batoru rowaiaru II: Chinkonka) – Virtual Reality?

Kategoria: Recenzje
Battle Royale II: Requiem
Battle Royale II: Requiem
Battle Royale II: Requiem

Chyba każdy kinoman raz na jakiś czas spotyka się z filmem, który pomimo tego, że podejmuje opatrzony już temat, oferuje coś, na co zupełnie nie jesteśmy przygotowani siadając przed ekranem. W efekcie zupełnie inaczej postrzegamy jego końcową ocenę. Do tego typu produkcji niewątpliwie należał „Battle Royale”, który co prawda składał się z różnych filmowo-literackich klisz, ale przy tym zapewniał nam ponad 100 minut wyśmienitej zabawy. Wiekowy już reżyser Kinji Fukasaku zachęcony sukcesem filmu postanowił wykorzystać koniunkturę i nakręcić sequel. Niestety w trakcie tworzenia filmu zszedł z tego świata i miejsce na krzesełku reżysera musiał zająć jego syn.Akcja ma miejsce trzy lata po wydarzeniach z pierwszej części. Znany nam już Shuya Nanahara przewodzi obecnie grupie terrorystycznej składającej się z młodych ludzi, sprzeciwiających się okrutnemu prawu wymyślonego przez dorosłych. Ich nie mniej spektakularne od wydarzeń z jedenastego września akcje nie pozostają bez odzewu ze strony rządu. Politycy odpowiadają młodocianym buntownikom powołaniem nowej ustawy: „Battle Royale 2”. Zasady znane z poprzedniej gry „BR” zostają nieco zmodyfikowane. Tym razem do udziału w makabrycznej rozgrywce zostaje wybrana nieprzypadkowa klasa – składa się z uczniów pochodzących z marginesu społecznego, a tym samym mających niewielką szansę na zostanie w przyszłości przykładnymi obywatelami.

Zadanie graczy to już nie wzajemne wymordowanie się w przeciągu 3 dni, lecz wytropienie i zabicie Nanahary. Dodatkowym uatrakcyjnieniem „zabawy” jest utworzenie dwuosobowych zespołów połączonych ze sobą nadajnikami, które w przypadku oddalenia od siebie na odległość większą niż 50 metrów, bądź śmierci jednego z nosicieli wybuchają, zabijając w efekcie jego partnera. Uczniowie zostają wysłani specjalnymi łodziami na tajemniczą wyspę i zaczyna się dwugodzinna jatka.

Niestety, już po pierwszym kwadransie wiadomo, że nie powstał film, który chociaż próbowałby dorównać swojemu poprzednikowi. Pierwszy zawód pojawia się na samym początku. Oczywiście, zasiadając przed ekranem liczyłem się z tym, że wiele rzeczy będzie kalką pierwowzoru, a uczucie deja vu nie będzie mnie opuszczać podczas seansu – miałem jednak nadzieję, że zaserwowany zostanie nam przynajmniej kotlet, którego przed odgrzaniem trochę przyprawiono…

Battle Royale II: Requiem
Battle Royale II: Requiem
Battle Royale II: Requiem

Cóż, próbowano nawet to zrobić, ale przesadzono przy tym z doborem dodatków, które w efekcie finalnym zepsuły jego smak. Widać to już we wprowadzeniu do gry – nie ma tu ani grama z tej fantazji i pomysłowości, jaka cechowała film Fukasaku. Wszystko zostało dziwacznie wynaturzone i przerysowane, czego efektem jest żałosny twór. To, co w pierwszej części bawiło, bądź fascynowało, teraz wydaje się groteskowe i toporne. Zabiegi mające uatrakcyjnić zasady znane nam już z poprzedniej części, szybko okazują się nieporadnymi pomysłami,o których zresztą sam reżyser zdaje się zapominać w trakcie filmu. Przybycie uczestników rozgrywki na wyspę to jeden wielki chaos zdradzający, co prawda, inspirację „Szeregowcem Ryanem”, reżyserowi sporo jednak zabrakło do klasy Spielberga, żeby równie genialnie oddać klimat wojennej rzezi.

Bohaterowie miotają się na lewo i prawo, wokoło nich nieustannie coś wybucha, pociski tną powietrze, jak komary w upalne wieczory nad jeziorem, a widz z coraz większym znużeniem i zażenowaniem zaczyna nerwowo spoglądać na zegarek. Zgrzytem jest już sam dobór bohaterów filmu. Przypuszczam, że w zamierzeniu twórców mieli oni być oryginalni, zaś ich wygląd podkreślać miał zbuntowaną naturę. Niefortunnie dla klimatu filmu młodzi Azjaci z czuprynami inspirowanymi Mufasą z „Króla Lwa” wywołują – co najwyżej – uśmiech politowania na twarzy widza. Większość postaci jest zwyczajnie drażniąca, a największą atrakcję podczas seansu sprawia oczekiwanie na moment ich śmierci. Pomimo całej tej złudnej kolorystyki, „piórek w tyłku” i wyluzowanego wyglądu są oni paradoksalnie zupełnie bez wyrazu i charyzmy. Do tego zostali źle zarysowani pod względem psychologicznym, bije od nich fałsz, więc ich losy są nam całkowicie obojętne.

Najgorsze jednak zaczyna się, gdy między prowadzeniem ostrzału z karabinów, a puszczeniem serii z granatnika zaczynają filozofować. W tym momencie całkiem poważnie zacząłem zastanawiać się nad popełnieniem rytualnego seppuku. Zresztą, kto wie, co było bezpośrednią przyczyną zgonu pierwszego reżysera tego filmu. Być może nawet on sam nie był w stanie wytrzymać stężenia kretynizmu zawartego w tej historii…

Battle Royale II: Requiem
Battle Royale II: Requiem

Co ciekawe, w drugiej połowie film ku mojemu zdziwieniu zaczął mi się podobać i nawet zaczynałem odczuwać perwersyjną przyjemność z uczestnictwa w tym seansie. Nie wiem czy wpływ na to miało oswojenie się z „klimatem”, czy też doszło do uśmiercenia ostatniej szarej komórki w moich zwojach mózgowych. Jakkolwiek to było, niewątpliwym faktem jest, iż seppuku odłożyłem na przyszłoroczną premierę „Dlaczego nie!”.

No dobra, zanim ktoś, o zgrozo, pomyśli, że poziom filmu w drugiej jego połowie wyszedł na prostą, muszę czym prędzej wyjaśnić, że tak dobrze to niestety nie było… Nie zdarzył się jednak żaden cud, Maciej Zakościelny nie zagrał w nowym filmie Davida Lyncha, Prawo i Sprawiedliwość nie weszła w koalicję z SLD, a twórcy „Battle Royale 2” nie przypomnieli sobie nagle, jak powinno się robić porządne kino akcji. To jedynie mój umęczony bzdurnością, nielogicznością i nudą dotychczasowych wydarzeń umysł znalazł drogę ucieczki od tych „artystycznych” męk.

Otóż patrząc ze znudzeniem na biegających po zagraconej budowli bohaterów, strzelających do wyskakujących jak spod ziemi przeciwników, po pewnym czasie zacząłem wyobrażać sobie, że jestem uczestnikiem gry typu FPP i to ja dzierżę karabin maszynowy, którym wybijam głupawych przeciwników. Tak jest – gdy człowiek się nudzi, potrafi znaleźć sobie najprzedziwniejsze zajęcia…

Jedynie oderwanie myślami od tego, co dzieje się na ekranie i nie podejmowanie prób odnalezienia w fabule tego filmu jakiegokolwiek sensu, może nam pomóc w dotrwaniu do zakończenia tej jakże fascynującej, a przy tym niezwykle frapującej historii. Przed rokiem w mojej recenzji pierwszej części „Battle Royale” wspominałem o tym, że seans przypominał obcowanie z jakąś ultra brutalną grą, której największym minusem było to, że nie możemy wziąć udziału w rozgrywce i jesteśmy skazani na perspektywę obserwatora. W drugiej części doszło do pewnego przełomu w tej materii. Gra okazała się być jeszcze brutalniejsza, scenarzysta wziął wolne i zabrał się za granie w „Dooma 3”, zaś oglądający przestał być graczem skazanym na rolę widza i poszedł na własną rękę o krok dalej, samemu kreując rozgrywkę. Na to nie wpadli nawet panowie z id Software i tylko za to należy się twórcom tak wysoka ocena końcowa.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Battle Royale II: Requiem
Oryginalny tytuł: Batoru rowaiaru II: Chinkonka
Kraj: Japonia
Rok:
Czas trwania: 134 minut
Reżyseria:

Scenariusz:

Zdjęcia:
Muzyka:
Obsada:
Shuya Nanahara
Shiori Kitano
Takuma Aoi
Nao Asakura
Haruka Kuze
Mitsugu Sakai
Riki Takeuchi (nauczyciel)
Jun Nanami
Makio Mimura
Kitano
Ocena:  3/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!