![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Historia romansu Mrocznego Rycerza ze światem filmu przypomina życiorysy wielu przebrzmiałych sław ekranu. Początkowy wielki sukces zarówno artystyczny, jak i finansowy, zostaje roztrwoniony przez ludzką chciwość i brak wyobraźni. Właśnie w ten sposób zachwycającą klimatem i nastrojem serię zniszczono w momencie zmiany reżysera. Kierunek, w jakim zmierzała Burtonowska wizja, niepokoił grube ryby z Warnera. Dwuznaczności w dialogach, mroczny nastrój, różne obrzydliwości obecne w drugiej części, mogły przy kolejnych odsłonach(jeśli reżyser dalej podążałby w tym kierunku) spowodować utratę najmłodszej widowni. Kierownictwo wytwórni spragnione jak najwyższych zysków postanowiło dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Postawiono na kiczowatą, przerysowaną i infantylną komiksowość w najgorszym tego słowa znaczeniu. Nowy reżyser, Joel Schumacher, w dwóch kolejnych odsłonach opowieści o człowieku-nietoperzu konsekwentnie zmierzał do osiągnięcia jak najwyższego poziomu ekranowej tandety, czego ukoronowaniem był tragiczny „Batman i Robin”. Okazał się on „złotym strzałem” dla serii o Batmanie. Trzeba było aż ośmiu lat, zanim pomyślano nad zrobieniem kolejnego filmu z nietoperzem w tytule.
Producenci najwyraźniej pojęli bolesną lekcję i postanowili powrócić do punktu wyjścia. Ponownie postawiono na jakość i klimat. Oczywiście takie deklaracje nie są dla widzów niczym nowym, tym razem jednak zdawało się, że zostaną one poparte czynem. Nadzieje, że wzbudzał przede wszystkim reżyser. Darren Aronofsky i jego dotychczasowa twórczość wydawały się wystarczającym powodem, żeby z niecierpliwością wyczekiwać premiery. Zadowolenie miłośników komiksów potęgował fakt, że fabuła opierać się miała na albumie „Batman: Year One” Franka Millera, czyli cenionego scenarzysty komiksowego, którego kinomaniacy powinni kojarzyć przede wszystkim za sprawą „Sin City” i „300”. Reżyser zapowiadał jak największy realizm, a przy pisaniu scenariusza zamierzał ściśle współpracować z Millerem. Te niewątpliwie piękne plany niestety ostatecznie nie doszły do skutku. Odświeżenie kinowego wizerunku pochmurnego postrachu złoczyńców zdecydowano się jednak powierzyć innemu twórcy. Pojawiła się groźba, że skończy się na rozbudzonych nadziejach, a nowy Batman pozostanie kolejną niespełnioną obietnicą. Na szczęście okazało się, że miejsce Aronofsky’ego zajmie twórca równie niebanalny i z podobną starannością wystrzegający się schematów. Tym reżyserem był Christopher Nolan.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Do spółki ze scenarzystą (Davidem S. Goyerem) zadecydował on, że fabuła będzie jedynie nawiązywała do „Batman: Year One”. Uzupełnić ją miały inne historie o Mrocznym Rycerzu z ostatnich 30 lat, takie jak chociażby świetne „Batman: The Long Haloween”. Panowie poszli jednak o krok dalej i postanowili zapełnić czarne dziury w życiorysie Bruce Wayne’a, tworząc kompleksową historię powstania postaci, która przywdziała później kostium z peleryną. Tym samym widzowie nie mający kontaktu z komiksami po raz pierwszy mogli dowiedzieć się, co spowodowało, że Wayne został Batmanem (w filmie Burtona było to zaledwie zarysowane) i dlaczego przyjął akurat symbol nietoperza. W końcu otrzymali też odpowiedź na intrygujące pytanie zadane przez Jokera piętnaście lat wcześniej: „skąd on bierze te wspaniałe zabawki?” Tym samym najważniejsze tajemnice zostały rozwiązane. Niektórzy widzowie mogą narzekać, że postać traci przez to swą aurę tajemniczości, komiksiarze jednak co najwyżej wzruszą ramionami, ponieważ o większości z tych rzeczy i tak już od dawna wiedzieli z historii obrazkowych.
Nolanowi udało się zebrać iście gwiazdorską obsadę, ale to jest już swoistą tradycją serii. Jednak, jak udowodnił przykład Joela Schumachera, nie wystarczy mieć auto ekstraklasy, żeby osiągać zadowalające wyniki – trzeba do tego jeszcze umieć je poprowadzić. Kontynuując tę metaforę, Nolan jest niewątpliwie znacznie lepszym kierowcą od Schumachera, ale do umiejętności Burtona nieco mu jeszcze brakuje.
Zacznijmy jednak od pozytywów. O tym, że Christian Bale jest idealnym kandydatem do roli Batmana, wiedziałem od chwili zobaczenia go w „Equilibrium”. Ta zimna, pozbawiona emocji rola dawała niejako przedsmak jego możliwości jako Mrocznego Rycerza. Wbrew pozorom Batman Bale’a okazał się pełen życia, a aktorska kreacja nie ograniczyła się jedynie do posępnej, groźnej miny. Kiedy trzeba, zamaskowany Christian modeluje swój głos na tyle przekonująco, że jesteśmy w stanie uwierzyć, iż wywołuje w przestępcach paniczny lęk. Jednak jako Bruce Wayne pozwala sobie na znacznie większy dystans, sypiąc dowcipami wywołującymi uśmiech na twarzy. Oprócz tego posiada elegancję, urok i charakterystyczny luz. Oczywiście wszystko to jest jedynie maską, pozwalającą mu ukryć swoją prawdziwą twarz – mściciela działającego w imię sprawiedliwości i owładniętego obsesją zwalczania zła. Trzeba przyznać, że ze wszystkich dotychczasowych aktorów obsadzonych w tej roli, Bale sprawdził się zdecydowanie najlepiej. Nie tylko przekonująco wygląda w kostiumie, ale i w „cywilu” prezentuje się znakomicie.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jako że jest to film, który po raz pierwszy kładzie największy nacisk na zaprezentowanie osoby Bruce’a Wayne’a, Bale okazał się najważniejszym elementem obsady. Niemniej w przypadku tak zacnego grona aktorskiego grzechem byłoby zbyć milczeniem jego kolegów z planu. W dotychczasowych Batmanach reżyserzy najbardziej skupiali się na barwnych postaciach czarnych charakterów, kradnących najczęściej całe show. Nolan zmienił tę tendencję, tym razem scena należała do Batmana-Bruce’a Wayne’a i sposób prezentacji jego antagonistów był temu podporządkowany. Najboleśniej odczuł to doktor Jonathan Crane alias Scarecrow, o którym nie dowiadujemy się prawie nic. Obsadzony w tej roli Cillian Murphy jest niewątpliwie ciekawym wyborem. Jego nieco eteryczny sposób bycia w połączeniu z osobowością Crane’a zaowocował dosyć interesującym efektem finalnym.
Murphy posiada niewątpliwy magnetyzm, również talentu nie można mu odmówić, ale w porównaniu z tym, co zaprezentował rok później w „Śniadaniu na Plutonie”, rola w „Batman – Początek” pozostawia sporo do życzenia. Aktor najwyraźniej za bardzo starał wczuć się w komiksową konwencję, przez co jego postać była chwilami karykaturalna, a kreacja sprawiała wrażenie powielenia najprostszego schematu komiksowego superłotra. Scarecrow bez wątpienia byłby znacznie ciekawszy, gdyby poświęcono mu nieco więcej uwagi. Psychopata zafascynowany składnikami strachu oraz procesami psychologicznymi, jakie mu towarzyszą, zależnościami, które przy tym zachodzą i samą ideą straszenia, jest materiałem na naprawdę barwny czarny charakter. Nie wszystko jednak stracone – Nolan, w odróżnieniu od swoich poprzedników, nie uśmierca lekkomyślnie superłotrów. Jest więc nadzieja, że profesor Crane jeszcze kiedyś powróci i dowiemy się o nim znacznie więcej.
Wróćmy jednak do obsady filmu – pierwsze skrzypce w roli mistrza zła gra tu zdecydowanie Ra’s Al Ghul (Liam Neeson). Niestety, również kreację tego irlandzkiego aktora trudno uznać za w pełni udaną. Gdy jego rola ogranicza się do funkcji surowego mentora, nie można mieć większych zastrzeżeń. W takich zadaniach Neeson czuje się dobrze, co udowadnia również i tym razem. Zgrzyty zaczynają się w chwili, gdy jego postać urasta do źródła największego zła w filmie. W roli superzłoczyńcy aktor w ogóle się nie sprawdza. W oczach widza wciąż pozostaje surowym mentorem, którego nijak nie można podejrzewać o chęć wybicia populacji wielkiej metropolii. Neeson nie zdołał zrzucić maski poczciwego starszego pana, dzięki czemu jego finałowe starcie z Batmanem w kolejce metra jest niespecjalnie przekonujące, a co gorsza, nieco wyprane z emocji.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
O wiele lepiej wygląda sprawa z aktorami wcielającymi się w role pozytywnych bohaterów. Po pierwsze: Gary Oldman. Nie mogę ukryć, że gdy usłyszałem, kto ma zagrać detektywa Gordona, ogarnął mnie spory sceptycyzm. Zniknął on jednak momentalnie, zastąpiony zachwytem z chwilą zobaczenia pierwszych zdjęć. Gordon w wykonaniu Oldmana wygląda jak żywcem wyrwany z kart komiksu. Wielka w tym zasługa charakteryzacji, ale należy również docenić aktora za świetne wyczucie postaci oddające specyfikę komiksowego pierwowzoru. Oldman do spółki z Balem pokazuje, jak powinien wyglądać idealny casting, łączący podobieństwo fizyczne z prawdziwym talentem aktorskim. Tego drugiego nie można, rzecz jasna, odmówić również Michaelowi Caine’owi (Alfred) i Morganowi Freemanowi (Lucius Fox). O Alfredzie nie potrzeba się zbytnio rozpisywać – wiadomo, że Caine wykonał kawał solidnego rzemiosła. Nie jest to jednak rola, która może przyprawić o przesadny zachwyt – ot, porządny drugi plan.
Warto natomiast wspomnieć o Morganie Freemanie, który, co prawda, sprawia wrażenie wciśniętego nieco na siłę, żeby dodać jedno więcej gwiazdorskie nazwisko do listy płac. Świetnie napisane dialogi sprawiają jednak, że razem z Balem tworzy on iskrzący duet, który dzięki pierwszorzędnym „one-linerom” i krótkim pojedynkom słownym przy każdej wspólnej scenie wywołuje na twarzy uśmiech.
Dla fanów Burtona kontrowersyjnym tematem może być scenografia. Rozmiłowany w mrocznym klimacie reżyser zaprezentował w swoich Batmanach pamiętną gotycką wizję miasta. Było to bez wątpienia miejsce, w którym harcerzyki takie jak Superman nie czułyby się komfortowo. Nolan zdecydowanie uciekł od tego projektu, przedstawiając nam nowoczesną archetypiczną amerykańską metropolię ze wszystkimi zaletami i wadami (wyolbrzymiając oczywiście te drugie). To miasto owładnięte przestępczością i – jak przystało na komiksową konwencję – jest to przestępczość podniesiona do kwadratu. Zbrodniarze czują się bezkarni opłacając policjantów i system prawny. Tylko nieliczni uczciwi ludzie próbują jeszcze w tym wrogim otoczeniu podtrzymywać ideały praworządności. Nie jest to wizja ani gorsza ani lepsza od Burtonowskiej. Nolan, zabierając się za realizację filmu, postawił na realizm i właśnie jemu podporządkował wizerunek Gotham City.
Skoro już tyle miejsca poświęciłem stronie technicznej filmu, nie mogę nie wspomnieć jeszcze o zaprezentowanym w filmie batmobilu, którego pierwsze zdjęcia zamieszczone w sieci niejedną osobę przyprawiły o opad szczęki, a równie wielu nastroiły sceptycznie do projektu zaproponowanego przez Nolana. Najnowsza odsłona batmobilu to raczej czołg na kółkach niż szybki, zgrabny pojazd, którym można się łatwo dostać w każdą alejkę miasta. Podobnie jednak, jak to było z Oldmanem w roli Gordona, nie doceniłem talentu reżysera i jego współpracowników. Pojazd Batmana nie musi tym razem szukać wygodnych dróg, czy też dostosowywać się do terenu – ten batmobil po prostu toruje sobie drogę. To prawdziwy miejski samochód bojowy uzupełniony elementami charakterystycznymi dla Batmana. Brak tutaj finezji i klasy poprzednich projektów, teraz postawiono na masę i potęgę silników. I ja to kupuję pomimo przedpremierowych wątpliwości.
Nolanowi należy się od fanów komiksowego Batmana butelka porządnej whisky. Odbudował jego dobry wizerunek w oczach kinomanów. Udowodnił, że film na podstawie komiksu o superbohaterze nie musi oznaczać infantylizmu i tandety, a do tego rozpoczął nowy rozdział w romansie tej postaci z Hollywood, który, mam nadzieję, potrwa jak najdłużej i oprze się powieleniu feralnego scenariusza z lat dziewięćdziesiątych. Już niedługo druga odsłona „nowego” Mrocznego Rycerza – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeszcze lepsza od poprzedniej. Dopóki za ekranizacjami komiksów o Batmanie będą stali twórcy tacy jak Nolan, jestem spokojny o ich przyszłość.





















9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!
Chociaż Batmany Burtona bardziej mi się podobały niż Batmany Nolana to i tak Batmany Nolana mi się podobają choć Nolan chciał zrobić Batmana realistyczny i Ra’s Al Ghula zwykłym śmiertelnikiem ale jak widać po BB i TDK olał realizm i poszedł w stronę komiksu i Sci-Fi.
Szkoda że WB i DC nie robią ekranizacji komiksów w formie uniwersum jak Marvel bo chętnie bym zobaczył kiedyś obok filmowego Brucea Wayna Olivera Quena / Green Arrowa jego dziewczynę Black Canary, Teda Korda / Blue Beetle czy Vica Sage / Questiona ale może spróbują.
W książce Mroczny Rycerz Ra’s i Two-Face giną w filmie nie wiem zwłaszcza że WB trzyma kasę i prawa do Batmana a nie Nolan a WB planuje jeszcze z pięć filmów w których pewnie chciał by mieć możliwość powrotu Two-Face i Ra’sa. Mr. ??Cytuj