![]() |
![]() |
![]() |
Jej smutna twarz wypełnia cały ekran. Na policzku widać ślady łez. Kilkakrotnie powtarza do słuchawki: Je t’aime, Je t’aime – zupełnie tak, jakby chciała zahipnotyzować rozmówcę zarówno rozmarzonym brzmieniem swego aksamitnego głosu, jak i treścią namiętnie wypowiadanych słów.
Kocham cię, musimy to zrobić…
Tavernier powoli otwiera szufladę, zakłada rękawiczki i wyjmuje pistolet. To broń Simona Carala, cynicznego potentata w handlu bronią, właściciela potężnego Consortium. Z tej właśnie broni za niecałe pół godziny zostanie zastrzelony, a jego zabójca przypadkowo i banalnie utknie w windzie, która zatrzyma się między piętrami po wyłączeniu prądu w budynku…
Jeanne Moreau – kobieta fatalna, klasą dorównująca swoim poprzedniczkom zza oceanu. Kino noir to wszak wynalazek amerykański, który Louis Malle błyskotliwie przetransponował na grunt francuski. Udało mu się dokonać rzeczy bardzo trudnej – połączył tradycję z nowoczesnością, gdyż jego film nawiązując do klasyków kina jest jednocześnie prekursorem „nowej fali”.
Naturalne plenery zalanych deszczem ulic Paryża, wykorzystanie miejscami zwykłego oświetlenia, bunt przeciwko zasadom społecznym w imię miłości, elementy krytyki antymieszczańskiej (cyniczny Carala – burżuazyjny handlarz bronią) – te i inne formalne i treściowe elementy sygnalizują nowy, odżywczy prąd, zmianę warty w kinie francuskim. Tutaj jednak nie epatują, nie żyją własnym życiem pozostając w służbie opowiadanej obrazem i dźwiękiem „czarnej” historii. To intryga jest tu najważniejsza: misterna, zagmatwana, będąca wypadkową ludzkich złych intencji i nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, które jednak – zgodnie z układankową precyzją scenariusza – idealnie zbiegną się w zaskakującym, fatalistycznym finale. Nie ma w tym filmie ani jednej niepotrzebnej sceny, ani jednego zbędnego dialogu. Wszystko jest podporządkowane minimalistycznej kompozycji, której ważnym elementem jest ścieżka dźwiękowa – jak głosi legenda, nagrana podczas jednej improwizacji…
Kobieta, noc, deszcz i miasto. Florence Carala szaleje z niepokoju, na pozór nieprzenikniona zachowując kamienną twarz błądzi ulicami Paryża. Towarzyszą jej smętne, przeszywające, melancholijne dźwięki trąbki Milesa Davisa przydające całej opowieści ton uszlachetniającego smutku. Historia romansu w samym tylko opisie wygląda bowiem trywialnie – starszy mąż, młoda żona i ten trzeci. Malle (i Davis) nadają jej jednak niepowtarzalną, nostalgiczną aurę amour fou, miłości jedynej, wielkiej i szalonej. Również Florence Carala w interpretacji Jeanne Moreau nie jest typową, zimną i wyrachowaną femme fatale, doprowadzającą zakochanego w niej mężczyznę prosto do zbrodni, a potem otwarcie śmiejącą mu się w twarz. To przede wszystkim ofiara uczucia, dumna i wyniosła męczennica, za starannie wystudiowanym opanowaniem skrywająca niepokój, gorycz i ból zranionego serca. Jest w swoim uczuciu szczera i prawdziwa, niczego nie udaje.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zarówno ona, jak i jej kochanek, były komandos Tavernier wzbudzają sympatię widza, chcemy, by im się udało, żeby ich plan się powiódł i wreszcie mogli być razem. Na opoce zbrodni nie można jednak budować podstaw trwałego szczęścia – zdaje się mówić Malle i dlatego ta opowieść w klimacie kina noir jest także klasycznym moralitetem, odwołującym się do sprawiedliwości losu i konieczności zdania rachunku z własnych uczynków. Kryminalna akcja łączy się w „Windą na szafot” z dramatem psychologicznym. Nawet drugoplanowe postacie są pełnokrwiste, z pogłębioną motywacja zachowań – jak druga para „tragicznych kochanków”, w których życiu starannie kreowany patos zamienia się w pretensjonalny banał.
Kilkunastoletnia Veronique i jej chłopak Louis odgrywają niezwykle ważną rolę w wątku kryminalnym – pewien ich lekkomyślny postępek bardzo skomplikuje losy Florence i jej ukochanego dokładając kolejne elementy do perfekcyjnej scenariuszowej układanki. Dziewczyna jest egzaltowaną paryską florystką, tęskniącą za mężczyzną idealnym, facetem z klasą i w luksusowym aucie, ot, całkiem takim, jak Tavernier, którego codziennie obserwuje z okien swej kwiaciarni, mieszczącej się dokładnie naprzeciw Consortium Carala. Tavernier nie zawraca sobie jednak głowy takimi, jak ona – mówi Louis, młody anarchizujący chuligan – buntownik w pozerskiej, skórzanej kurtce, która nie podoba się jego sympatii… Oboje są typowymi przedstawicielami paryskich lat pięćdziesiątych, wnoszą do filmu nieuchwytnego ducha owych czasów, utrwalonego i zamkniętego w ich dialogach, ubiorach, pozerskim i młodzieńczo głupim zachowaniu. Pierwsza para kochanków może więc w tym kontekście symbolicznie uosabiać filmową tradycję, druga „nową falę”.
Klasyczne prostota, ascetyzm formy – dość powiedzieć, że ważna część akcji rozgrywa się w maleńkim pomieszczeniu windy – i niesłabnące przez cały seans napięcie, które nieodmiennie towarzyszy obserwacji zmagań kruchego lecz upartego człowieka ze ślepym losem, tutaj uosobionym przez przypadek (który jednak wcale nie musi być przypadkiem, jak to w moralitecie). Poemat miłości, niepokoju i zbrodni na ulicach skąpanego w deszczu nocnego Paryża – wygasa ekran, pojawia się napis końcowy, a w głowie wciąż jeszcze rozbrzmiewają tony żałobnej, rozdzierająco smutnej trąbki Milesa Davisa…












8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!