Harry Angel (Angel Heart) – Horror w sztafażu noir

Kategoria: Recenzje
Harry Angel
Harry Angel
Harry Angel

UWAGA! Recenzja zdradza zakończenie filmu i niektóre ważne szczegóły fabuły.

Mgły unoszące się nad otworami studzienek kanalizacyjnych, cicha, opustoszała ulica w ponurej dzielnicy miasta, szarość i mrok. Zamiast odgłosów kroków słychać przemykające nocne zwierzęta. Z żelaznych schodów wokół budynku spogląda kot, chodnikiem przebiega wychudzony, kulawy pies. Wabi go zapach krwi – już za chwilę będzie zlizywał jej krople z twarzy porzuconego na ulicy trupa. Gdzieś w tle ściszona, złowróżbna muzyka, prawie niesłyszalna, ale jednak wsączająca podskórny niepokój. Oto intrygujący prolog wprowadzający w nastrój oryginalnego filmu łączącego klimat kina noir z pełnokrwistym horrorem.

Tytułowy Harry Angel to prywatny detektyw, który bardziej przypomina Jacka Gittesa niż Philipa Marlowe’a. Co prawda, potrafi się zdobyć na równie cięte riposty jak ten drugi, jednak w gruncie rzeczy jest nieudacznikiem jak ten pierwszy, stosuje równie bezczelne metody i nosi się podobnie niechlujnie, sprawia wrażenie niedomytego, niedogolonego i obszarpanego. Z Jackiem Gittesem łączy go jednak znacznie więcej – podobnie jak tamten stanie się ofiarą okoliczności, marionetką w rękach sił wyższych, które zabawią się jego upadkiem. Również w jego losy zostanie wpisany antyczny tragizm sytuacji bez wyjścia.

Dwa lata temu pisząc o „Chinatown” doszukiwałam się w owym filmie podobieństw do mitu o królu Edypie, która to opowieść stanowi pierwowzór „detective story” i bywa nazywana pierwszą w dziejach historią kryminalną. Tutaj te paralele okazują się jeszcze wyraźniejsze: Angel – zupełnie tak jak nieszczęsny władca – prowadzi mozolne śledztwo, aby w końcu odkryć, że tak naprawdę szuka przecież… samego siebie. Że to on jest mordercą i kazirodcą. Jego los jest podobnie przesądzony z góry, a on sam – podobnie bezsilny. I tak samo nie ponosi winy – ktoś się nim zabawił, kiedyś zadecydował za niego.

Ale nie jest do końca czysty – tak jak Edyp grzeszy pychą niedoceniając przeciwnika, wierząc w swój racjonalny umysł i ziemskie tu i teraz. Także w to, że nie ma nic poza tym, co widzialne i dotykalne. A Szatan potrafi płatać figle, nie zawsze jest taki, jakim go sobie wyobrażamy – w tym miejscu przypomina się inny film Romana Polańskiego, „Dziecko Rosemary”. Tam diabeł pojawiał się w samym centrum nowoczesnego Nowego Jorku, w otoczeniu gwarnych ulic, magazynu „Time”, salonu Vidala Sassoona i minispódniczek Mary Quant. W tę miłą, oswojoną przestrzeń, powoli, niepostrzeżenie, wąskimi szczelinami zaczęła przesączać się niesamowitość i groza. Kontrast pomiędzy tym, co zwyczajne, a tym, co niezwykłe wywoływał piorunujący efekt.

Harry Angel
Harry Angel
Harry Angel

Świat z „Harry Angela” nie jest przyjazny i swojski. Fotografowany w ciemnych barwach, nocą, w zagraconych, nieprzyjemnych wnętrzach od samego początku odpycha, wywołuje ponure skojarzenia. Niemniej jednak to w dalszym ciągu nasza dobrze znana rzeczywistość, może obskurna, ale nie ma w niej nic niezwykłego. Diabeł skontaktuje się z Harrym za pośrednictwem kancelarii prawniczej, będzie nosił garnitur i wyglądał jak typowy, nieco zblazowany francuski arystokrata. Może tylko jego paznokcie okażą się niepokojąco długie, a detektyw odczuje w jego obecności złowieszczy chłód.

Monsjeur Cyphre przypomina skrupulatnego księgowego – chce tylko „aby rachunki mu się zgadzały”. Bez obaw umawia się w Kościele – świat „Harry Angela” to przestrzeń bez Boga, bez żadnej nadziei, prawdziwa przestrzeń noir w sferze wartości. Nie ma mowy o żadnej walce Dobra ze Złem czy o jakiejkolwiek równowadze sił. Wszystko już dawno zostało zapisane, wszystko przesądzone. W wydrążonej Biblii spoczywają naboje. Tylko diabeł jest tu realny, anioł pozostaje ponurym, ironicznym żartem, pustym dźwiękiem z nazwiska nieszczęśnika przegranego na samym starcie.

Ten fatalistyczny pesymizm kształtuje mroczną i przygnębiającą atmosferę filmu. Zło coraz bardziej się przybliża, zagrożenie narasta, coraz szybciej wiruje diabelski młyn, który zmieli nowojorskiego detektywa w swoich piekielnych żarnach. Harry Angel ma wrażenie, jakby świat zwariował, jego drogę znaczą kolejne trupy, w makabrycznych okolicznościach giną następne osoby, z którym rozmawiał. Drepcze w kółko ścigając cień. Niemal słyszy z oddali chichot Johnny’ego „Szczęściarza”, który starał się okpić samego Księcia Ciemności. Dostał od niego wszystko, co mogło zadowolić jego ambicję – sławę, karierę, pieniądze. Zaspokoił potrzebę próżności, za którą zdecydował się sprzedać swą nieśmiertelną duszę. Potem zniknął zacierając za sobą ślady. Czy jednak przed Szatanem można się schować? Dawny upadły anioł bawi się dziś jego upadkiem, metodycznie, z zimną krwią spychając go na samą krawędź przepaści. Bawi się i jednocześnie daje nauczkę, karze za zuchwałą wiarę w siebie, w swój spryt i przebiegłość, które pozwoliły mu żywić nadzieję, iż umknie Szatanowi.

Jaką rolę odgrywa w tym wszystkim nieszczęsny detektyw? Zaplątany w ich sprawy zupełnie przypadkiem stał się igraszką w rękach wyższych potęg. To właśnie on zapłaci najwyższą cenę – utraci własną tożsamość. Okaże się, że to, co o sobie wiedział dotychczas, to tylko pozory. Prawda jest inna, przerażająca. Po zakończeniu filmu w głowie jeszcze długo rozbrzmiewa jego rozpaczliwa mantra z finału, za pomocą której bezskutecznie próbuje bronić się przed szaleństwem – Wiem, kim jestem! Wiem, kim jestem! Błogosławiona nieświadomość – lepiej było nie szukać, bezpieczniej nie zadawać pytań…

Harry Angel
Harry Angel
Harry Angel

Jego los dopełni się w Nowym Orleanie, amerykańskiej stolicy voodoo. Moc karaibskich kultów nie uchroni ich wyznawczyni, Epiphany Proudfoot, od okrutnej śmierci. Epiphany będzie prywatnym szatańsko szyderczym objawieniem Harry’ego, dopełni krąg jego grzechów. Dźwiękowym komentarzem do sugestywnej, makabrycznej sceny ich seksu będzie rozbrzmiewająca z radia stara piosenka LaVerne Baker z ironicznie brzmiącymi w tym kontekście słowami: now you set my soul on fire and I really had my fun.

To, co zaczęło się jak rasowy film noir, szybko zamieni się w horror. Zaczną mnożyć się „przesunięcia niecodzienności w codzienność”, najpierw bardziej subtelne, potem coraz wyraźniejsze, pojawią się kolejne Znaki, atmosfera zgęstnieje. W Nowym Orleanie Angel trafi już na istny karnawał szaleństwa. Tajemnicze obrzędy, które podpatrzy nocą, kurza łapka zostawiona gadatliwemu bluesmanowi jako ostrzeżenie (co ciekawe, w tej roli wystąpił Brownie McGhee, autentyczny muzyk, grający zazwyczaj w duecie z Sonnym Terrym), ołtarzyki poświęcone loa, niepokojące sny-wizje, krew, kolejne ofiary, narastający odgłos bijącego serca. Może to serce zaszczutego Angela, a może to, które ktoś wyrwał z piersi „białej wiedźmy” Margaret Krusemark, znanej niegdyś na Coney Island pod pseudonimem Madame Zora. A może serce niczego niepodejrzewającego młodego żolnierza, który podczas hucznego nowojorskiego sylwestra anno domini 1943 spojrzał w oczy swemu przeznaczeniu na zatłoczonym Times Square…

Pesymistyczny, fatalistyczny film z nastrojowym jazzem w ścieżce dźwiękowej. Szatańsko perwersyjny Robert De Niro pożerający na śniadanie „ludzkie dusze”, (w niektórych kulturach jajko jest symbolem duszy), które uprzednio obiera ze skorupki swymi długimi paznokciami, niedogolony, sponiewierany przez życie Mickey Rourke z udręczonym spojrzeniem, tajemnicza, czarnowłosa, młodzieńcza, zjawiskowo piękna Lisa Bonet. Nowy Jork i Nowy Orlean. Horror i kino noir. Pytania, których lepiej nie zadawać i odpowiedzi, których lepiej nie poznać. Pakt z diabłem i upadły anioł z niekłamaną przyjemnością strącający w otchłań innych, bezradność człowieka wobec wszechwładzy Zła, tragizm bolesnej samowiedzy, zaszczucie i matnia, klimat, klimat i jeszcze raz klimat. To i jeszcze więcej – „Harry Angel”.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Harry Angel
Oryginalny tytuł: Angel Heart
Kraj: USA
Kanada
Wielka Brytania
Rok:
Czas trwania: 113 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:
Obsada:
Harry Angel
Epiphany Proudfoot
Margaret Krusemark
Louis Cyphre
Ethan Krusemark
Toots Sweet
Dr Albert Fowler
Connie
Det. Sterne
Spider Simpson
Ocena:  9/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!