Groźna norma

Anna Kiedrzynek - Eliana

33 sceny z życia


Szumowska zrealizowała swój najlepszy film z wydatną pomocą życia i przy znikomym wsparciu metafor. Bezczelna, bezwzględna szczerość autorki zaowocowała czymś w rodzaju zemsty na rzeczywistości. Potraktowanie podjętego w filmie tematu z powagą byłoby wielką przegraną sztuki jako obszaru „odwrotnego” względem tego, co realne; obszaru poddanego całkowicie władzy artysty. Szumowskiej udało się znokautować rzeczywistość za pomocą indywidualnej, odartej z sentymentalizmu wizji.

Absurd i groza śmierci rodziców głównej bohaterki wywołują lawinę reakcji, przerywającą tamy wyobraźni i – jak twierdzą niektórzy – przyzwoitości. Lecz czy na pewno reakcje te są aż tak dziwaczne i ostentacyjnie niepoprawne, jak chcieliby tego podekscytowani recenzenci? I czy można w ogóle używać pojęcia „niepoprawne” w kontekście nie religijnym lub kulturowym, lecz psychologicznym? Podobnie nieadekwatne wydaje mi się określenie „krzywego zwierciadła”, będące jakoby kluczem do odczytania treści „Scen…”. Nie widzę powodu, dla którego film Szumowskiej miałby być odbierany w ramach ściśle określonej kategorii estetycznej. W tym przypadku trudno bowiem odróżnić formalną groteskę od uchwyconego autentyzmu zachowań z natury groteskowych.

Za przykład bezcelowości takich rozróżnień może posłużyć to, z jaką odwagą Szumowska pokazuje dramatyczne zmiany w relacjach osób zdrowych z ich cierpiącymi bliskimi. Główna bohaterka, Julia, jest ukochanym dzieckiem swoich rodziców. Ich geny i wsparcie ukształtowały ją jako człowieka i artystkę. Gdy matka Julii, Barbara, zachoruje na raka, pierwszy przypływ emocji przyniesie strach i czułość. Potem będzie już tylko gorzej. Cierpienie zniekształci charakter chorej, zamieni ją w obolały strzęp, cień kobiety, której już nie ma, mimo że jej organizm jeszcze się broni. Julia nie jest gotowa na agonię matki (czy ktokolwiek byłby na to gotowy?), jej majaczenia, krzyki i ogoloną głowę; wolałaby widzieć ją taką, jaka była przed chorobą oraz w początkowym jej stadium – inteligentną, wyrazistą, walczącą. Stąd złośliwości, alkohol, puszczanie hamulców. Matka Julii umiera w oczach córki na długo przed swoją rzeczywistą śmiercią. A gdy ta nadejdzie i Julia zobaczy na twarzy Basi dawny spokój, powie: „Mamusiu, kocham cię”. Groteska? Krzywe zwierciadło? A może żywa prawda? To wiedzą tylko ci, którzy doświadczyli bezradnej złości i irytacji faktem, że choroba pokonała umysł ich bliskich na długo przed śmiercią..

Z kolei potrzeba odreagowania traumy poprzez rytuały jest zjawiskiem, które Szumowska zilustrowała nie tylko odważnie, ale momentami także z humorem. Przewracająca się co chwilę choinka w scenie Bożego Narodzenia budzi uśmiech, ale nie bezkarny; zaraz potem pojawia się refleksja w starym(?), egzystencjalnym stylu, odkurzana co jakiś czas i nieodmiennie budząca przerażenie. Wygodnie jest znajdować sobie w życiu kolejne problemy, robić awantury o drobiazgi, wykłócać się o detale. Zasadniczym problemem i tak pozostaje śmierć. Każda kłótnia, każde kolejne Boże Narodzenie, prowadzą nas do rozwiązania tego problemu. Prędzej czy później przestanie być zabawnie. Ale z drugiej strony szkoda byłoby nie skorzystać z danej na krótko możliwości wyśmiania wystającego nochala wychudzonej matki. Równie trudno byłoby sobie odmówić alkoholu, seksu czy młodego, przystojnego eks-księdza, który załatwi spokój sumień szybko i dowcipnie. Bo patos pociągnąłby na dno. A w takiej sytuacji lepiej nie sprawdzać, ile den się jeszcze pod nami znajduje.

Życie Julii zacięło się, ale bardzo szybko ruszyło dalej, ciągnąc ją za sobą. Jak je dogonić? Na początku i tak zwycięża upór oraz chęć pozostania w miejscu, zastygnięcia w kryjówce. Julia próbuje znieruchomieć w rozkręconym na siłę wirze poszukiwań nowej jakości. Szuka jej w swoim życiu prywatnym (romans ze współpracownikiem) i zawodowym (zdjęcia komórek rakowych matki wysyła na wystawę w Wenecji). Wszystko to kończy się fiaskiem. Ojciec Julii, będący uosobieniem dawnych, jeszcze nie do końca zdewastowanych wartości, umiera. Potrzeba odreagowania cierpienia zrównuje się z potrzebą jego przeżywania. Trzeba ruszyć dalej. Dorosnąć. Julia pyta swojego kochanka, czy tak już będzie zawsze. Poważne pytanie. Odpowiedzi można się przestraszyć. Jednak Julia już ją zna, nie obawia się. Następne pytanie brzmi: odwieziesz mnie jutro na lotnisko? Te słowa dyktuje strach, mimo że znaczą tak niewiele w obliczu uświadomionej nagle grozy egzystencji. Strasznie malutka się robi ta groza już w momencie odpowiedzi kochanka. Czyli kilka sekund później. Tyle dzieli wyższą świadomość od zwyczajnego przeżywania. Absolutna norma. Trochę groteskowa. Jak w życiu.





Autor : Anna Kiedrzynek - Eliana

Skomentuj recenzję :

33 sceny z życia


Kraj : Polska
Niemcy
Rok produkcji : 2008
Czas trwania : 100 minut

Reżyseria : Małgorzata Szumowska
Scenariusz : Małgorzata Szumowska
Muzyka : Paweł Mykietyn
Zdjęcia : Michał Englert

Obsada :

Julia Jentsch Julia
Peter Gantzler Adrian, przyjaciel rodziny Julii
Maciej Stuhr Piotr, mąż Julii
Małgorzata Hajewska-Krzysztofik Barbara, matka Julii
Roman Gancarczyk Krzysiek, brat Julii
Izabela Kuna Kaśka, siostra Julii
Rafał Maćkowiak Tomek, kolega Kaśki
Andrzej Hudziak Jurek, ojciec Julii