Dla naszego klubu nadszedł wreszcie czas, kiedy to postanowiliśmy przeprowadzić plebiscyt, który miałby wyłonić najlepsze naszym zdaniem filmy w historii kina. Zasady głosowania były bardzo proste: każdy klubowicz miał za zadanie wyłonić listę 50 jego zdaniem najlepszych, bądź najbardziej ulubionych filmów, jakie powstały w ponad stuletniej historii kina. Filmom z wybranej pięćdziesiątki należało przyznać punkty od 50 do 1 (od pierwszego do ostatniego miejsca), które zostały zsumowane i w efekcie powstała nasza setka, którą możecie obejrzeć poniżej. W plebiscycie wzięli udział wszyscy członkowie Ofilmie, a więc: Koleś, Eorath, Stark, Tyler Durden, Alienka, Sir, Dżon, Luke, Stormbringer, Negrin, Niwa, Gumiś, Gilderoy, Corben i Solo, oraz dwoje naszych byłych już członków: Arrakin i Jahu. Głosowaliśmy w sumie na 438 różnych filmów, z których wybraliśmy 100, które zdobyły najwięcej punktów. Oto poniżej możecie zobaczyć, jakie filmy najbardziej kochamy, cenimy, jakimi się ekscytujemy, do których chcemy zawsze powracać i oglądać raz za razem.
Oto wyniki naszego plebiscytu:
1. Gwiezdne wojny Część V: Imperium kontratakuje
Star Wars Episode V: The Empire Strikes Back // reż. Irvin Kershner // 1980 r.
Solo :
Tak jest! Jestem szczerze zaskoczony i uradowany tym, że mój ukochany film wygrał nasz ofilmowy plebiscyt. „Imperium kontratakuje” to klasyka klasyki, najwspanialsze dzieło filmowe, jakie tylko można sobie wyobrazić oraz obejrzeć. Bo jest tu wszystko: miłość i nienawiść, sensacyjna akcja, batalistyka, mroczne klimaty, lojalność i zdrada, mistyka i technologia. To właśnie ten film dodał Gwiezdnej Sadze filozoficzno-emocjonalną podszewkę, dzięki której kolejne pokolenia kinomanów postrzegają cała serię nie jak kolejne, zwykłe filmy science-fiction wypełnione pustymi efektami wizualnymi, a pełne namiętności i mądrości epickie kino wszechczasów. Takie filmy jak „Imperium” każdy miłośnik kina spotyka w swoim życiu tylko raz i na zawsze pozostają one w głębi jego serca. To dzieło, które potrafi przemawiać do mnie na każdym poziomie przekazu, za każdym razem gdy je oglądam nic nie traci z siły swego oddziaływania. Prawdziwy Numer Jeden na szczycie ofilmowej listy wszech czasów.
Tyler Durden :
Zdaniem dużej części fanów jest to najlepszy epizod Gwiezdnej Sagi. No cóż, nie mogę się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Kershner idealnie rozwinął – rzecz jasna pod czujnym okiem Lucasa – wydarzenia z czwartego epizodu nadając im jednak nieporównywalnie więcej dramaturgii. Dramat syna, którego największy wróg okazał się być jednocześnie osobą, którą powinien kochać najbardziej na świecie, rodzące się uczucie pomiędzy Hanem i Leią, pierwsze pojawienie się ulubieńca fanów, czyli najemnika Boba Fetta oraz przewspaniały, monumentalny „Marsz imperialny”, którego nie sposób nie znać. A scena wyznania prawdy przez Darta Vadera jest kojarzona nawet przez nieliczne jednostki, które jeszcze tego filmu jakimś cudem nie widziały. Ten film jest najlepszym przykładem tego, co kino rozrywkowe ma nam do zaoferowania.
Negrin :
Choć wszyscy piszemy niniejsze komentarze niezależnie od siebie, nie wiedząc, co napisali inni, jestem niemal pewien, że moi koledzy powiedzieli na temat „Imperium” niemal wszystko. Ja zatem podejdę do tego dzieła – najlepszego ze wszystkich sześciu starwarsowych epizodów – nieco inaczej, cytując rozmowę bohaterów filmu „Sprzedawcy” Kevina Smitha: – Co wolisz, „Jedi” czy „Imperium kontratakuje”? – „Imperium”. Ma lepsze zakończenie. Luke traci rękę, dowiaduje się, że Vader jest jego ojcem, Han zamrożony i zabrany przez Bobę Fetta… Wszystko kończy się tak pesymistycznie. No i tym właśnie jest życie: serią pesymistycznych zakończeń. W „Jedi” było tylko stado muppetów.
2. Pulp Fiction
Pulp Fiction // reż. Quentin Tarantino // 1994 r.

Tyler Durden :
Najwyżej notowany film z mojego TOP 10. U mnie na drugim miejscu i na dokładnie takim samym miejscu został wytypowany po podliczeniu wszystkich głosów. Co tu dużo pisać, „Pulp Fiction” jaki jest, każdy doskonale wie. Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą, ale każdy widział. Ja ten film kocham, od wielu lat żyję w przekonaniu, że nie może on mi się znudzić i jak na razie nie musiałem zweryfikować swojego zdania. Obraz ten jest wielką zabawą kinem i materią filmu, Tarantino porozrzucał wydarzenia nie zachowując chronologii i pozostawiając widzowi zadanie poukładania sobie tego w całość. Musze przyznać, że jest to cholernie przyjemna czynność. Dodać do tego świetną muzykę, klimatyczne, zapadające w pamięci sceny i plejadę świetnych aktorów, niektórych wyciągniętych przez reżysera z aktorskiego niebytu. Jeżeli ktoś jeszcze jakimś cudem tego nie widział, najwyższa pora nadrobić zaległości.
Gumiś :
Złota Palma w Cannes, Oscar za scenariusz, ponad 120 milionów dolarów dochodu w USA i dozgonna wdzięczność kinomanów za dzieło, które w jakiś sposób odmieniło kino. Tarantino po raz kolejny sięgnął po zużyte schematy tworząc zupełnie nową jakość w gatunku filmu gangsterskiego. Tu kpina miesza się powagą, a „straszni” gangsterzy co chwila robią z siebie kretynów. Kto nie widział „Pulp Fiction”, ten nic nie widział.
Negrin :
Film o niczym, który zatrząsł światem. Do „Pulp Fiction”, podobnie jak do całej twórczości Tarantino, można podchodzić dwojako: z ogromnym uznaniem lub z obojętnością zmieszaną z niechęcią. Jednak czymkolwiek by jeszcze w przyszłości nie zabłysnął, nie nakręci już pewnie nic ważniejszego od „Pulp Fiction” właśnie – mieszanki wyjątkowego humoru, ciętych, lekko surrealistycznych dialogów, postmodernistycznej (tak, nie mogło przecież zabraknąć tego słowa!) zabawy montażem i chronologią oraz trudnej do określenia okołogangsterskiej atmosfery, która wraz z powyższymi cechami czyni z „PF” jednocześnie dzieło niepodrabialne i… najchętniej podrabiany film lat 90.
3. Gwiezdne wojny Część IV: Nowa nadzieja
Star Wars Episode IV: A New Hope // reż. George Lucas // 1977 r.

Solo :
Od tego filmu wszystko się zaczęło. Chciałbym napisać, że zaczęło się współczesne kino, ale tak, rzecz jasna, nie było. Dla mnie to jednak początek mojej filmowej pasji. Dziś „Nowa nadzieja” sprawia na tle następnych części „Gwiezdnych wojen” wrażenie ubogiego krewnego, jednak wciąż przesycona jest specyficzną magia filmową i potężną dawką uroku. To także niezmiernie istotny dla historii kina kamień milowy, który stworzył nowy sposób tworzenia filmów, ich narracji, konstrukcji bohaterów. „Gwiezdne wojny” to początek trwającej już ponad ćwierć wieku najsłynniejszej legendy popkultury, to film wiecznie młody, pełen radosnego wigoru, oszałamiającej przygody i niczym nie skrępowanej zabawy w kino. Wzruszające i piękne jest to, że członkowie „Ofilmie” potrafili docenić i przypomnieć sobie właśnie to dzieło Lucasa.
Tyler Durden :
Muszę przyznać, że od teraz już zawsze będę patrzył na ten film trochę krzywo wiedząc, że to on zepchnął „Fight Club” z podium. :) Ale trzeba mu oddać sprawiedliwość. Jest to początek wspaniałej kosmicznej epopei, jeden z ważniejszych momentów dla kina rozrywkowego, a przede wszystkim pierwszy etap rodzącej się ogólnoświatowej gwiezdno-wojennej manii. To, co kochamy w kosmicznej sadze, tutaj pojawiało się po raz pierwszy: pierwszy rozbłysk miecza świetlnego, Darth Vader po raz pierwszy zaczerpuje na ekranie swój astmatyczny oddech, Han Solo szaleje swoim statkiem, a Wookie porykuje. Do tego filmu jeszcze niewątpliwie wrócę wiele razy. Jednak wciąż nie zgadzam się że zasłużył na miejsce w pierwszej dziesiątce, nie wspominając już o podium. No ale w tym wypadku zadecydował glos większości a ja pokornie się do niego dostosowuję bijąc pokłon dla obrazu Lucasa. ;)
Negrin :
Od tego wszystko się zaczęło. Epizod czwarty, zarazem odcinek pierwszy przygód w kosmosie. Z całej Sagi film najprostszy, najbardziej beztroski i pełen akcji, ale jednocześnie być może najbogatszy w gwiezdnowojednną magię. Choć w „Nowej nadziei” nie brakuje drobnych wpadek, zaś głębia emocjonalna jest tu w zasadzie nieobecna, wszyscy postrzegamy ją chyba przez pryzmat „pierwszego razu”, gdy mieliśmy lat kilka – a potem nic już nie było takie same. Ja z dzieciństwa pamiętam masę piasku i złotego robota w samym jej środku. I do dziś C-3PO maszerujący przez pustynię na Tatooine jest pierwszym obrazem, jaki kojarzy mi się z „Epizodem IV”. Zaraz potem w myślach pojawia się jednak Gwiazda Śmierci i wizja legendy jest kompletna.
4. Podziemny krąg
Fight Club // reż. David Fincher // 1999 r.

Tyler Durden :
Mój bezwzględny numer jeden, tym bardziej cieszy mnie fakt, że tak wysoko zaszedł w naszym plebiscycie. Uległ jedynie świetnemu obrazowi Tarantino, najlepszej części gwiezdnej sagii i sentymentalizmowi niektórych Ofilmowców. ;) Już dawno przestałem nakręcać się na ideologie głoszone przez pana Pitta, widzę dziury i wypaczenia w jego rozumowaniu, ale nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie ten film wywarł na mnie w szkole średniej. Niewiele obrazów w tamtych czasach było skłonnych pobudzić moje szare komórki do takiej aktywności jak ten tytuł. Wstrząsający, wspaniały, kultowy, oryginalny, fenomenalny – mógłbym tę listę zachwytów ciągnąć bez końca. Po seansie wrażenie bywają skrajnie różne, jedni „Fight Club” kochają, a inni nienawidzą, nikogo jednak nie pozostawia obojętnym. Naprawdę warto się przekonać na własnej skórze, na czym polega fenomen tego dzieła.
Sir :
Co tu dużo mówić – film ten po prostu zmienił moje życie. Nic więc dziwnego, że umieściłem go w swoim rankingu na pierwszym miejscu. Może brzmi to trochę śmiesznie, ale naprawdę od czasu pierwszej projekcji inaczej patrzę na różne rzeczy. Przestałem widzieć gwiazdy, polityków itd. jako osoby potężne i zrozumiałem, że bez takiego szarego człowieczka jak ja i tak nie zrobiliby nic. To my stanowimy siłę każdego narodu i to właśnie z maluczkimi trzeba się liczyć. Od strony technicznej film prezentuje się świetnie. Kocham praktycznie każdy dialog, który słychać z ekranu. Wszyscy aktorzy świetnie spełnili swoje zadanie. Muzyka jest wybitna (chociaż słucham zupełnie innej) i idealnie pasuje do klimatu. Film zrobił na mnie takie wrażenie, że na maturze napisałem jego recenzję. :) I myślę, że jest to najlepszy hołd, jaki mogę mu złożyć.
Stormbringer :
Ostra jazda. Od pierwszych scen, po zaskakujący finał. Specyficzny to film – coś pomiędzy satyrą na społeczeństwo konsumpcyjne, a anarchistyczną, czarną komedią o brutalnych zabawach sfrustrowanych yuppies. Czymkolwiek jednak jest, nie ulega wątpliwości fakt, iż ogląda się to świetnie. Reżyser właściwie nie daje widzowi chwili wytchnienia, kreując swoją przewrotną wizję z tempem i świeżością. Dodatkowy plus za świetny duet Norton – Pitt.
5. Łowca androidów
Blade Runner // reż. Ridley Scott // 1982 r.
Solo :
W zasadzie trudno napisać cokolwiek o tym filmie, nie popadając w banał. Arcydzieło Ridley’a Scotta jest filmem po prostu ponadczasowym, wiecznym. Filozoficzne rozmyślania o tym, gdzie przebiega cienka granica między duszą człowieka, a splotem elektronowych impulsów maszyny, długo po obejrzeniu filmu nie dają spokoju i zmuszają do stawiania wciąż nowych pytań. Piękne w tym filmie jest to, ze do moralnych refleksji zmusza on jeszcze przez długie lata po seansie. Trudno dziś powiedzieć, czy Scott dotknął tak intelektualnie nośnego tematu przypadkiem, czy też świadomie, ale udało mu się stworzyć niebywały, choć niełatwy w odbiorze film, skąpany w trudnym do zaakceptowania dla współczesnego widza świecie rozkładu i upadku.
Arrakin :
To niesamowite dzieło, tak różne od książki, odsączone z jej humoru, żyjące niezależnie od niej. Wspaniała kreacja Hauera, który pana Forda zepchnął daleko na drugi plan. Zagrał z ogromną pasją i szaleństwem, jest w nim wiele z kreacji, jaką zaprezentował Brando w „Tramwaju zwanym pożądaniem”- zwierzęca natura. Jeden z najbardziej ludzkich i prawdziwych bohaterów w historii kina. Film polecam tylko i wyłącznie w wydaniu „reżyserskim”.
Negrin :
Poetyckie science-fiction o granicach człowieczeństwa i futurystyczny film noir – oto właśnie „Blade Runner”. Dwie podstawowe cechy przyczyniają się do wielkiej siły tego dzieła: niemal filozoficzna, refleksyjna zaduma oraz przejmujący klimat nocnego miasta, w którym zawsze pada deszcz. Przy czym bez tej drugiej ta pierwsza najpewniej nie robiłaby takiego wrażenia – i odwrotnie. Kiedyś, pozostając pod silnym wrażeniem powieści Dicka, nie byłem w stanie docenić dzieła Scotta, które wydawało mi się uproszczone w stosunku do literackiego pierwowzoru i odarte z szeregu niezwykle istotnych elementów. Jednakże z upływem lat coraz silniej przemawia do mnie ten film i coraz większym jestem jego fanem.
6. Czas apokalipsy
Apocalypse Now // rez. Francis Ford Coppola // 1979 r.

Stormbringer :
Niepokojąca, upiorna podróż w sam środek piekła na ziemi, w głąb terytorium władanego przez ludzkie szaleństwo. Z każdą sceną bohaterowie wnikają coraz głębiej we wszechobecny obłęd, w bezsens i absurdalność wojny. Sugestywne, mocne, rewelacyjnie zagrane kino. A klasycznej, brawurowej sceny ataku śmigłowców na wietnamską wioskę przy dźwiękach Wagnera, która stała się swoistym znakiem rozpoznawczym tego filmu, nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Zasłużone miejsce w czołówce.
Solo :
Największe filmowe dokonanie traktujące o wojnie i o miejscu człowieka w tym piekle na Ziemi. To przejmująca opowieść o podążaniu bohatera w kierunku „jądra ciemności”, które każdy może skrywać w swoim sercu i umyśle. To co początkowo przedstawione zostało jako kolejna opowieść o okrucieństwie wojennych zmagań, szybko przeradza się w filmie Coppoli w filozoficzny moralitet o podłości, szaleństwie i śmierci. Trudno napisać cokolwiek o tym filmie bez popadania w banał, więc lepiej napisać jedynie, że dla takich filmów warto i trzeba chodzić do kina. Miejsce takich dzieł znajduje się właśnie na szczycie takich list jak nasza.
Tyler Durden :
Przez wielu uważany za dzieło życia pana Coppoli. Wielki film mówiący o okrucieństwach wojny, o tym jak ludzka psychika broni się przed nimi i o tym jak niewiele trzeba, żeby walka ta okazała się być przegraną. Główny bohater płynąc na barce w głąb terytorium wroga, podąża tak naprawdę na samo dna piekła, ziemskiego piekła, ale zapewne nie mniej przerażającego od tego znanego nam z kart Biblii.
Stark :
Podróż w głąb tropikalnej dżungli i jednocześnie wyprawa w najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Ciężki, ciemny, czasem groteskowy klimat, znakomite aktorstwo, zwłaszcza w epizodach – Duvall, Brando i kilka porażających scen takich jak atak śmigłowców bojowych przy dźwiękach Wagnera, to elementy za które „Czas Apokalipsy” zostanie po wsze czasy zapamiętany.
7. Leon zawodowiec
Léon // reż. Luc Besson // 1994 r.

Stormbringer :
Ciekawie zabawił się Besson z widzem, nie tylko czyniąc głównym bohaterem płatnego zabójcę, ale na dodatek kreując go na postać pozytywną. Jednak nawet jeśli mamy do czynienia z manipulacją, to nie da się ukryć, że „Leon” jest filmem niezwykłym. Liryczno-brutalną, miejską baśnią o zepsutym świecie, przyjaźni i tym, że „dobrzy” nie zawsze są dobrzy, a „źli” nie zawsze źli.
Alienka :
Majstersztyk kina akcji połączony z nietypową historią przyjaźni. Niektórych raził fakt gloryfikacji mordercy na zlecenie, jednak jak to w życiu bywa, nie wszystko jest czarne bądź białe. Policjant który powinien reprezentować dobro, jest tutaj uosobieniem zła, natomiast płatny zabójca Leon, obdarzony oczyszczającą przyjaźnią małej dziewczynki, staje się ulubieńcem widzów. Trzynastoletnia Natalie Portman doskonale zadebiutowała w filmie Bessona. Swoimi późniejszymi, dorosłymi kreacjami w „Bliżej” i „Powrót do Garden State” udowodniła że nie jest jedynie dziecięcą gwiazdką kina. „Leon zawodowiec” to doskonale zagrany, mądry, nieszablonowy film – z pewnością zasługuję na miejsce w pierwszej dziesiątce ofilmowej listy wszechczasów.
Gumiś :
Luc Besson nie robi ostatnio nic poza pisaniem scenariuszy do kolejnych szybkich i głupich filmów akcji. Kto by pomyślał, że ten facet mógł nakręcić tak wspaniałe kino jak „Leon zawodowiec”? A jednak! Ta historia zawodowego zabójcy i jego małej przyjaciółki jest przede wszystkim wysmakowanym studium samotności w wielkomiejskiej dżungli. Gdyby nie krwawy i widowiskowy finał, gdzie do głosu dochodzi Besson-pirotechnik, można by film uznać za dramat egzystencjonalny. Chociaż śmierć musi nadejść w najmniej spodziewanym momencie, nadzieja pozostanie. Może brzmi to banalnie, ale dzieło Bessona uderza i pozostaje w widzu przez bardzo długi czas.
8. Między słowami
Lost in Translation // reż. Sofia Coppola // 2003 r.

Stormbringer :
Cudowny film “o niczym”, zbudowany głównie na tym, czego w zasadzie w nim nie ma. Oparty na niedopowiedzeniach, domysłach, spojrzeniach i gestach. Film, w którym od tysiąca słów ważniejszy jest moment milczenia. Subtelna, magiczna, pięknie zagrana historia o samotności i życiu, w którym tak często czegoś nam brakuje. Nie byłbym zmartwiony, gdyby „Między słowami” wylądowało na miejscu pierwszym.
Solo :
Nie jestem jakimś szczególnym zwolennikiem tego filmu, ale to kawał naprawdę udanego kina, bazującego w znacznej mierze na klimacie i subtelnych uczuciach, a nie na materii fabularnej. Intryguje w tym filmie to, że podatny jest on na różnorodność interpretacji. I każdy znajdzie jakąś dla siebie: jedni opowieść o niewinnej miłości, inni o samotności wśród tłumów, o potrzebie prawdziwej, niczym nie zmąconej bliskości. Cieszy mnie to, że nie tylko klasyka trafiła na sam szczyt naszej listy.
Tyler Durden :
Zdecydowanie mój faworyt jeżeli chodzi o najlepsze filmy roku 2004. Coppola bez zbędnych fajerwerków wizualnych opowiada swoją historię. Jest to opowieść w zasadzie prosta – o życiu i wyborach, jakich w nim dokonujemy, ale przedstawiona we wspaniały, klimatyczny i nastrojowy sposób. Bill Murray osiągnął w tym filmie szczyt swoich aktorskich umiejętności, jest przezabawny na swój cyniczno-ironiczny sposób. Wspaniałe kino do którego chce się wracać.
9. Siedem
Se7en // reż. David Fincher // 1995 r.

Stormbringer :
Kawał wzorcowego thrillera. Jest w nim wszystko, co w takim filmie powinno się znaleźć: odpowiednio mroczny klimat (podkreślany bezustannie padającym deszczem), wciągająca, trzymająca w napięciu fabuła, dobrze skonstruowane postaci – od głównych bohaterów po czarny charakter, wreszcie zaskoczenie – nie tylko finałowe. „Siedem” jest niepokojące i nie pozostawia nadziei, a jednocześnie jest w jego stylu i atmosferze coś mrocznie fascynującego.
Tyler Durden :
Mroczny, tajemniczy, wciągający, intrygujący – te wszystkie przymiotniki idealnie pasują do tego tytułu. „Se7en” jest jednym z najlepszych thrillerów, jakie widziałem w życiu. „Misja ewangeliczna” Johna Doe niezmiennie fascynuje i niewątpliwie jeszcze długo będzie fascynować kolejnych widzów. Gdyby później nie powstał jeszcze lepszy „Fight Club”, byłby to zdecydowanie najlepszy z nakręconych dotąd przez Davida Finchera filmów.
Arrakin :
Prosty film, który me uznanie zyskał ze względu na zakończenie. Zaskakująco konsekwentny, przez cały czas utrzymuje klimat na stałym poziomie. Świetni Spacey i Freeman, przeciętny Pitt, ale trzeba przyznać, że pasuje do tej roli. Film opowiada o ludziach anonimowych i przeciętnych, bez większego zagłębiania się w ich psychikę. Wpisują się oni w pojęcia zła i dobra, sami będąc przy tym bezosobowi. Niezwykle trafnie uchwycono przygnębiający nastrój i ludzi zamkniętych w wielkim, dusznym mieście.
10. Matrix
The Matrix // reż. Andy i Larry Wachowski // 1999 r.

Stormbringer :
Naczytali się bracia Wachowscy Baudrillarda i Dicka, naoglądali się anime i filmów kung-fu, a potem wzięli po kawałku, dorzucili jeszcze trochę popkulturowo-religijnych odniesień oraz nowatorskich efektów specjalnych i okazało się, że stworzyli film przełomowy. I choć jego fundamenty nie są oryginalne, to za połączenie tylu gotowych elementów w świeżą całość należy się twórcom szacunek. Nawet jeśli marnymi kontynuacjami skuteczne go roztrwonili.
Tyler Durden :
Oto film świetnie potwierdzający tezę, że niektóre dzieła lepiej pozostawić w spokoju. Bracia Wachowscy swoimi późniejszymi dokonaniami skutecznie zepsuli markę temu tytułowi. Udowadnili jednocześnie, że tak naprawdę niewiele maja do powiedzenia, a wszelkie odniesienia do filozofii są dla nich jedynie efektownym bajerem łączącym jedną scenę akcji z drugą. Abstrahując jednak od średnio udanych sequeli trzeba sprawiedliwie przyznać, że pierwsza część trylogii jest filmem bardzo dobrym, pod wieloma względami oryginalnym i wyznaczającym nowe trendy. Reżyserzy garściami czerpali inspirację z wielu źródeł w efekcie finalnym tworząc jedną spójną całość. Ten film, czy to się komuś podoba czy nie, już zapisał się trwale w historii kina.
Negrin :
Film, który najpierw odcisnął wielkie piętno na popkulturze lat 90., a następnie przegrał z własnym mitem, „przybity” dwoma daremnymi sequelami. I choć z perspektywy czasu wiemy już, że wszystkie filozoficzno-metafizyczne smaczki, jakich rzesze ludzi dopatrywały się w obrazie Wachowskich, okazały się niczym więcej jak wyszukanym (?) blefem, „Matrix” na stałe wpisał się w świadomość pokolenia, a poza tym… po prostu dobrze się go ogląda. To solidne, emocjonujące kino SF, wciąż najlepszy chyba fabularny reprezentant nurtu cyberpunk, z zasady niezbyt udanie przenoszonego na ekrany – a na dodatek ukłon w stronę kina kung-fu. I choć symbolizm kolorowych pigułek i króliczej nory okazał się płytki jak kałuża, nawet ta powierzchowna zabawa odniesieniami (skądinąd par excellence znak naszych czasów) wciąż mnie bawi.
11. Forrest Gump
Forrest Gump // reż. Robert Zemeckis // 1994 r.

Eorath :
„Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz … „. Tytułowy bohater w ciągu trzydziestu lat zmienia się z „idioty” (iloraz inteligencji 75) w gwiazdę amerykańskiego futbolu, odznaczonego przez prezydenta Nixona bohatera wojny w Wietnamie, wreszcie w milionera – króla krewetek. Prosta historia, zdawałoby się schematyczna, a jednak wzruszająca i piękna, historia człowieka, który kieruje się sercem i zdobywa wszystko, co najważniejsze.
![]()
12. Requiem dla snu
Requiem for a Dream // reż. Darren Aronofsky // 2000 r.
Stormbringer :
To zdecydowanie nie jest film dla ludzi o słabych nerwach, którzy na widok drastycznych scen opuszczają pomieszczenie, mdleją lub podnoszą pełen trwogi wrzask. Ta wstrząsająca historia o ludzkim upadku atakuje bowiem z siłą, na którą niektórzy widzowie mogą nie być przygotowani. Choć rzecz zaczyna się spokojnie, prędko wciąga na teledyskowo-narkotyczną karuzelę, która, wirując coraz szybciej, nie zatrzymuje się aż do ostatnich scen. Potwornie wyczerpujące psychicznie, ale znakomite kino.
![]()
13. Obcy – Decydujące starcie
Aliens // reż. James Cameron // 1986 r.
Solo :
„Obcy – decydujące starcie” to jeden z tych filmów, które w latach ’80 tworzyły klimat swoich czasów. James Cameron podarował nam pierwszą filmową heroinę, która w niczym nie ustępowała pola męskim bohaterom kina akcji. Zasługą reżysera i Sigourney Weaver było to, że siła i determinacja bohaterki nie potrafiły zaszkodzić jej kobiecości i wrażliwości, a widzowie nawet na moment nie mogli się nudzić. Zresztą jakże mogliby być znudzeni kinem science-fiction skąpanym w potokach rozszalałej akcji, napięcia i czystej adrenaliny? „Obcy” to jeden z najpiękniejszych przykładów kina czysto rozrywkowego, które wspięło się na wyżyny osiągnięć sztuki filmowej.
![]()
14. Memento
Memento // reż. Christoher Nolan // 2000 r.
Stormbringer :
Scenariusz tego filmu to prawdziwy majstersztyk. Nie lada sztuką jest opowiadanie historii jednocześnie od końca i od początku, dopiero w finale łącząc przeplatające się wątki. Nie lada sztuką jest także takie pokierowanie widzem, by się w tym zamieszaniu nie pogubił i na dodatek czerpał satysfakcję z odkrywania kolejnych elementów układanki. Nolanowi ten wyczyn się udał. „Memento” jest zawikłane, ale drobiazgowo dopracowane i genialnie precyzyjne. Znakomita robota.
![]()
15. Lot nad kukułczym gniazdem
One Flew Over the Cuckoo’s Nest // reż. Milos Forman // 1975 r.
Koleś :
Można mówić, że jest to kpina z amerykańskiej mody na psychoanalizę. Można mówić, że krytykuje i oczernia stosunek władzy do społeczeństwa. Można powiedzieć o tym filmie jeszcze wiele rzeczy, ale wystarczy obejrzeć chociażby scenę łowienia ryb, aby dojść do wniosku, że „Lot nad kukułczym gniazdem” to przepiękna apoteoza wolności, bez której człowiek nie może żyć. Randall MacMurphy to nie buntownik „bez powodu” jak James Dean, ale buntownik mający określony cel, spontaniczny, szczery, nieobliczalny i współczujący. Tylko Jack Nicholson mógł tak idealnie sportretować tak skomplikowaną postać. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów wszech czasów.
![]()
16. Gwiezdne wojny Część VI: Powrót Jedi
Star Wars Episode VI: Return of the Jedi // reż. Richard Marquand // 1983 r.
Solo :
Choć to chyba najsłabszy film z całej Klasycznej Trylogii, to wciąż są to jednak kochane przez fanów „Gwiezdne wojny”, na które nie sposób narzekać. Cudowna, porażająca rozmachem bitwa kosmiczna, fascynujący pojedynek na miecze świetlne i moralne racje, upadek Imperium, odkupienie Dartha Vadera i ta porażająca, zawsze kusząca widzów dawka finałowego optymizmu, jakie przynosi happy-end tej największej filmowej historii, nie mogą nie zachwycać, fascynować i bawić. „Powrót Jedi” to przepiękne zwieńczenie (chronologicznie) całej Sagi, choć skażone smutkiem widzów zdających sobie sprawę z tego, że nie pozostało już nic w świecie „Gwiezdnych wojen”, o co można by walczyć.
![]()
17. Indiana Jones i ostatnia krucjata
Indiana Jones and the Last Crusade // reż. Steven Spielberg // 1989 r.
Gumiś :
Godne dopełnienie trylogii o najsławniejszym archeologu kina. Co prawda Lucas ze Spielbergiem wykorzystali parę pomysłów ze wcześniejszych „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, ale i tak „Ostatnia krucjata” zachwyca doskonałym tempem, pierwszorzędnym humorem generowanym przeważnie dzięki konfliktowi międzypokoleniowemu (ach ten papa Connery!) i mistrzowskim finałem, który utwierdza widza w przekonaniu, że „są rzeczy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom”. Arcydzieło kina rozrywkowego.
![]()
18. American Beauty
American Beauty // reż. Sam Mendes // 1999 r.
Dżon :
Życie to teatr masek. Każdy ukrywa swoje prawdziwe emocje za fasadą fałszywych ambicji. Nawet Lester Buhrnam, kiedy przypala skręty z młodocianym dealerem, albo stara się uwieść koleżankę swojej córki. Czym w takim razie jest bunt? Chyba tylko młodzi to wiedzą.
![]()
![]()
19. Podejrzani
The Usual Suspects // reż. Bryan Singer // 1995 r.
Tyler Durden :
I oto kolejny film, którego siła leży przede wszystkim w genialnym zakończeniu. Zakończeniu, które wywraca do góry nogami całą opowiedzianą historię. Obecnie zabieg ten stał się tak nagminnie stosowany, że wręcz męczy, jednak na początku lat 90. widzowie pokochali ten film właśnie za genialną przewrotkę fabularną w finale. Nie wspominając już o naprawdę dobrym aktorstwie, ze świetnym jak zwykle Kevinem Spacey na czele.
![]()
20. Poszukiwacze zaginionej Arki
Raiders of the Lost Ark // reż. Steven Spielberg // 1981 r.
Solo :
Kiedy dziś słyszę termin „film przygodowy”, nie mogę pomyśleć o nikim innym tylko o Stevenie Spielbergu i Indiana Jonesie. „Poszukiwacze zaginionej arki” to obok filmów z Gwiezdnej Sagi najważniejszy dla mnie symbol dziecięcych czasów. To wciąż świeże i radosne kino, przypominające że kiedyś tworzono filmy proste i ekscytujące, pozbawione intelektualnych pretensji. Zabawa dla samej zabawy. Wykorzystanie konwencji i odświeżanie schematów. A wszystko to dla maksymalnie rozrywkowego efektu, który po latach stał się klasyką. „Poszukiwaczy” wciąż darzę największym sentymentem z całej trylogii, po prostu dlatego, że był pierwszy i najlepszy.
![]()
21. Braveheart – Waleczne serce
Braveheart // reż. Mel Gibson // 1995 r.
Tyler Durden :
Mel Gibson raz na jakiś czas udowadnia widzom, że dobrze sprawdza się i po drugiej stronie kamery. Zainteresował mnie „Człowiekiem bez twarzy”, wstrząsnął „Pasją”, ale tak naprawdę to „Waleczne serce” jest jego największym dokonaniem reżyserskim. Nie ma tu żerowania na uczuciach i szokowania brutalnością – a przynajmniej nie w takim stopniu jak w „Pasji”. Gibson przedstawia historię szkockiego bohatera tragiczną, ale jakże ciekawą i porywającą. Projekt ten był dla niego tym trudniejszy, że musiał wykazać się w podwójnej roli i to przy tak dużym przedsięwzięciu, kręconym z wielkim rozmachem. Na szczęście obyło się bez potknięć i otrzymaliśmy prawdziwie mistrzowski film wojenny.
![]()
22. Przed wschodem Słońca
Before Sunrise // reż. Richard Linklater // 1995 r.
Negrin :
Jeden z najszczerszych filmów z gatunku „chłopak poznaje dziewczynę”, jakie kiedykolwiek widziałem – a siłą rzeczy, jak każdy kinoman, widziałem ich już niemało. Ciepły, zabawny, romantyczny – w jak najlepszym znaczeniu tego słowa, wzruszający i niezwykle prawdziwy. Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, bo i ja przeżyłem kiedyś w życiu podobną przygodę – bo to w gruncie rzeczy dobre słowo na określenie tego, o czym opowiada „Przed wschodem słońca”. Piękna przygoda dwojga młodych ludzi, piękna noc w Wiedniu. I miłość. Czego chcieć więcej?
![]()
23. Dobry, zły i brzydki
Il buono, il brutto, il cattivo // reż. Sergio Leone // 1966 r.
Stormbringer :
Co tu dużo pisać. Kamień milowy w historii westernu, jeden z najsłynniejszych i najlepszych filmów w dziejach gatunku. Klasyk absolutny – od pierwszych do ostatnich scen (do oglądania finału najstosowniejsza jest pozycja klęcząca). No i jeszcze ta muzyka Morricone – motyw przewodni to chyba najczęściej cytowana westernowa melodia wszech czasów. Arcydzieło, bez dwóch zdań.
![]()
![]()
24. Terminator 2: Ostateczna rozgrywka
Terminator 2: Judgment Day // reż. James Cameron // 1991 r.
Solo :
Czasami powstają filmy, bez których nie sposób sobie wyobrazić współczesnego kina. James Cameron specjalizuje się właśnie w tego typu produkcjach. Rewelacyjny sequel klasycznego już „Elektronicznego mordercy” hipnotyzuje pulsującym rytmem brawurowych atrakcji serwowanych przez reżysera. Nowatorskie i z niezwykła pomysłowością wplecione w fabułę filmu efekty wizualne, wraz z odtwarzającym życiową rolę Arnoldem Schwarzeneggerem tworzą dzieło niemal wybitne i prawie skończenie doskonałe. Warto wracać do tego filmu, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że kiedyś potrafiono robić udane kino sensacyjne. I to najwyższej jakości.
![]()
25. Skazani na Shawshank
The Shawshank Redemption // reż. Frank Darabont // 1994 r.
Gilderoy :
W moim życiu nadzieja zawsze odgrywała dużą rolę, niezależnie od tego, kto był jej matką. Być może dlatego „Skazani na Shawshank”, traktat o nadziei, uporze i… cierpliwości, to jeden z moich ulubionych filmów. Ale dzieło to trafia do wszystkich bez wyjątku, głównie dzięki wspaniałej fabule na podstawie powieści Stephena Kinga, niesamowitej grze aktorskiej Tima Robbinsa oraz Morgana Freemana i kilku bardzo ciekawym rolom drugoplanowym. Z jednej strony poważny i mądry, z drugiej zabawny i rozrywkowy.
![]()
26. Monty Python i Święty Graal
Monty Python and the Holy Grail // reż. Terry Gilliam // 1975 r.
Stormbringer :
To bodaj najlepsze pełnometrażowe dokonanie Pythonów (choć entuzjaści „Żywotu Briana” zapewne uznają to stwierdzenie za dyskusyjne). Kapitalna, piętrowa kpina, tryskająca absurdalnym humorem i po brzegi wypełniona klasycznymi już dziś skeczami. Któż nie słyszał o Rycerzach, Którzy Mówią „Ni”, czy o Świętym Granacie Ręcznym? Takie filmy się nie starzeją.
![]()
![]()
27. Ghost in the Shell
Kôkaku kidôtai // reż. Mamoru Oshî // 1995 r.
Stormbringer :
Film ten jest koronnym dowodem na to, że „Matrix” nie wziął się znikąd. Dzieło Mamoru Oshii tak bowiem zainspirowało braci Wachowskich, że pożyczyli sobie z niego niektóre pomysły, czy wręcz sceny. A przy okazji jest „Ghost in the Shell” stylowym, cyberpunkowym thrillerem, zdolnym zachwycić – lub przynajmniej zaintrygować – nawet najwybredniejszego widza. Mroczna opowieść o granicach między człowiekiem, a maszyną, perfekcyjna strona wizualna oraz sugestywna muzyka tworzą razem wyjątkową i zdecydowanie wartą uwagi całość.
![]()
28. Władca pierścieni: Drużyna pierścienia
The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring // reż. Peter Jackson // 2001 r.
Tyler Durden :
Peter Jackson postawił sobie ambitny jak i ryzykowny cel realizacji filmowej adaptacji trylogii J.R.R.Tolkiena. Wielu powątpiewało w sukces tego przedsięwzięcia, jeszcze liczniejsi odsądzali reżysera od czci i wiary za to, że ważył się zabrać za ich ukochaną książkę. Tak naprawdę jednak wszyscy byli ciekawi, co z tego wyniknie. Swój marsz ku podbojowi kin Jackson rozpoczął dobrze, gdyż „Drużyna pierścienia” jest najlepiej zekranizowaną częścią trylogii. Ma najmniej drastycznych zmian względem oryginału, trafnie dobraną obsadę aktorską, a w prologu porywającą scenę bitewną. Wszystkie te elementy sprawiły, że na drugą część czekało już o wiele mniej sceptycznie nastawionych osób.
![]()
29. Gorączka
Heat // reż. Michael Mann // 1995 r.
Dżon :
100% Manna w Mannie. Perfekcyjnie opowiedziana historia, trzymająca w napięciu i doskonale zagrana. Heh, brzmi to trochę jak rekomendacja dystrybutora umieszczona na opakowaniu kasety video bądź płyty DVD, ale co ja zrobię, skoro film ten w pełni zasługuje na wymienione wyżej peany pochwalne.
![]()
![]()
![]()
30. Odyseja kosmiczna 2001
2001: A Space Odyssey // reż. Stanley Kubrick // 1968 r.
Tyler Durden :
Mistrzostwo w swoim gatunku – to hasło pojawia się przy okazji każdego Kubrikowskiego filmu. Zdecydowanie winno pojawić się również przy „Odyseji kosmicznej 2001”. Wprawdzie obecnie dostrzegamy pewne błędy w szczegółach technicznych np. w budowie statków, doskonale wiemy, że rok 2001 nie jest datą ziemskiej ekspedycji na Jowisza, a na Księżycu nie znaleziono najdrobniejszego śladu po monolicie, ale ten film wciąż zachwyca swoją otwartością na różne interpretacje oraz świetną muzyką. A scena przeskoku czasowego jest filmowym mistrzostwem świata i pamięta ją chyba każdy, kto miał kontakt z tym filmem.
![]()
31. Lśnienie
The Shining // reż. Stanley Kubrick // 1980 r.
Tyler Durden :
Tym filmem Kubrick po raz kolejny udowodnił, że za jakikolwiek gatunek by się nie wziął, efektem musi być dzieło oryginalne i ponadczasowe. Dzisiaj wielu to może dziwić, ponieważ nie ma w „Lśnieniu” typowych straszaków wizualnych i zwrotów fabularnych, nie mniej jednak jest to jedyny film, który tak mocno mnie przestraszył. Nie było to spowodowane zaskoczeniem, upiorną lokalizacją, czy przerażającymi wydarzeniami. Przeciwnie, przez większość filmu na ekranie dzieje się niewiele, a jednak atmosfera aż kipi od nastroju grozy, podskórnie czujemy, że wydarzy się coś złego, a do hotelu czujemy irracjonalny lęk. Ten film to mistrzostwo w swoim gatunku.
![]()
32. Moulin Rouge!
Moulin Rouge! // reż. Baz Luhrmann // 2001 r.
Solo :
Wszystko tu świeci, wiruje, tańczy, błyszczy, śpiewa i mieni się kolorową feerią uczuć i emocji, skąpane w przesłodzonej (ale słodycz to prawdziwie słodka, nie mdła), wyidealizowanej, romantycznej miłości, na jaką w realnym życiu nigdy nie ma szansy. Film Luhrmana to chyba jedyne dzieło w historii kina tak silnie oddziałujące wyłącznie na wzrok i na serce widza, szarpiące uczucia, nie pozwalające na obojętność. Perfekcyjne dobranie obsady i rewelacyjna ścieżka dźwiękowa dopełniają wizerunku działa totalnego i dotykającego geniuszu. Jeśli tak ma wyglądać w kinie postmodernizm, to ja chcę tego więcej i więcej.
![]()
33. Kill Bill Vol. 1
Kill Bill: Vol. 1 // reż. Quentin Tarantino // 2003 r.
Gumiś :
Dla niektórych to kicz stulecia, dla innych kleptomańska technika filmowa. Tarantino ściąga od kogo się da, ale robi to w tak fenomenalny sposób, że widz otwiera usta z zachwytu. Ta historia zemsty nie ma w sobie krztyny oryginalności, ale sposób, w jaki reżyser ją opowiada, to czysta poezja. Na kolana przed mistrzem.
![]()
![]()
![]()
34. Szósty zmysł
The Sixth Sense // reż. M. Night Shyamalan // 1999 r.
Solo :
Miałem tego straszliwego pecha, iż idąc do kina znałem zakończenie „Szóstego zmysłu”. Był to błąd, bo dzięki temu odebrałem sobie potężną porcję filmowej przyjemności, jaką jest finałowe zaskoczenie. Ale legendarny już suspens „Szóstego zmysłu” to nie jedyna jego wartość. Dość niebanalna historia o przenikaniu się świata żywych ze światem duchów niesie ze sobą refleksję i szczere wzruszenie, tym cenniejsze, że osiągnięte niemal wyłącznie dzięki wspaniałej grze trójki głównych aktorów. To kawał solidnego, pięknego, miejscami wręcz pełnego narracyjnej i aktorskiej wirtuozerii kina.
![]()
35. Wściekłe psy
Reservoir Dogs // reż. Quentin Tarantino // 1992 r.
Tyler Durden :
Przez wielu uważany za najlepszy film Tarantino, dla mnie jest jednak o krok za „Pulp Fiction”. Historia zaczyna się od mocnego strzału ze strony reżysera. Obserwujemy na pozór zwyczajną dyskusję pomiędzy grupką mężczyzn, nic się nie dzieje, nikt nie strzela, nie pada żaden trup, a jednak z napięcia nie możemy oderwać wzroku od ekranu, chłonąc dialogi jednym tchem. A to dopiero początek tej wspaniałej, brutalnej i niezwykle wciągającej historii o pewnym napadzie, skutkach tego wydarzenia i jego uczestnikach.
![]()
36. Chinatown
Chinatown // reż. Roman Polański // 1974 r.
Dżon :
Mój ulubiony film Polańskiego i moim zdaniem jego największe reżyserskie dokonanie. Absolutnie świetna rola Nicholsona i samego Polańskiego (te świdrujące oczka). Jedno z najlepszych nawiązań do kryminału noir.
![]()
![]()
![]()
37. Władca pierścieni: Dwie wieże
The Lord of the Rings: The Two Towers // reż. Peter Jackson // 2002 r.
Eorath :
Obfitująca w niezapomniane sceny opowieść fantasy traktująca o wielkich bohaterach, odwadze, sile lojalności, przyjaźni, poświęceniu. Niesamowite, spektakularne bitwy. Wspaniałe widowisko stworzone dzięki kreacjom aktorskim i efektom komputerowym – rewelacyjny Gollum – pozostaje w pamięci i tworzy legendę kina.
![]()
![]()
![]()
38. Absolwent
The Graduate // reż. Mike Nichols // 1967 r.
Gumiś :
Ten film to zaiste fenomen, jeżeli idzie o jego aktualność. Gdy przed telewizorem zbiera się młodzież, rodzice oraz dziadkowie, odczuwa się magię kina. Trzy pokolenia wciąż ekscytują się opowieścią o prozaicznej rzeczywistości, w którą bohaterowie chcą wlać najczystszą lirykę. Chociaż zakończenie pozostaje właściwie otwarte, to i tak wiemy, że poezja zwyciężyła. Wielki kinowy klasyk, który nigdy się nie zestarzeje.
![]()
![]()
39. To właśnie miłość
Love Actually // reż. Richard Curtis // 2003 r.
Gumiś :
Pierwszy raz widziałem ten film w obecności wujka-księdza, który stwierdził, że jeszcze parę takich dzieł i będę potrzebował psychologa. Tak go zgorszyły „momenty” i „faki” padające z ekranu. A przecież debiut reżyserski genialnego scenarzysty Richarda Curtisa jest nieprawdopodobnie wręcz sentymentalnym dziełem. Wszystkie historie miłosne urzekają widza swoim świetnym dowcipem i romantyzmem. „To właśnie miłość” zalicza się do moich ulubionych poprawiaczy humoru – działa zawsze.
![]()
40. Big Lebowski
The Big Lebowski // reż. Joel Coen // 1998 r.
Negrin :
Bez dwóch zdań moje ulubione dzieło Coenów. Film w idealny sposób wyważający różne rodzaje humoru, absurdalny w dość subtelny sposób, sympatyczny, a przy tym sprawnie parodiujący gangstersko-detektywistyczne konwencje. Ale przede wszystkim obraz ten jest istną kopalnia cytatów na każdą okazję – a muszę przyznać, że taki „gatunek” filmowy cenię niezwykle wysoko. Koleś, beztroski hippis po czterdziestce, to postać, której nie można nie lubić. No i ostatnia rzecz: ten film zaraża kręglami!
![]()
41. Full Metal Jacket
Full Metal Jacket // reż. Stanley Kubrick // 1987 r.
Tyler Durden :
Po raz kolejny Kubrick pokazał, że nawet jeżeli zabierał się za tak popularny temat, rozgryzany już przez niemniej utalentowanych reżyserów, to w efekcie końcowym stworzy unikalny i niepowtarzalny obraz. Film w wyraźny sposób dzieli się na dwie części. W pierwszej połowie obserwujemy bezpardonową, psychiczną i fizyczną obróbkę surowego materiału na żołnierzy marines, a w drugiej możemy przyjrzeć się bliżej, na ile trening ten przydał się bohaterom i w jakim stopniu wpłynął na ich psychikę.
![]()
42. Trainspotting
Trainspotting // reż. Danny Boyle // 1996 r.
Tyler Durden :
Film ten ma niewątpliwie coś ważnego do powiedzenia i mówi to bez zbędnego moralizatorstwa, które odrzucałoby już na starcie głównych zainteresowanych, do których jest skierowany. Reżyser nie próbuje idealizować drugów, zbytnio ich też jednak nie demonizuje. Pokazuje nam ich zalety, które tak wielu przyciągają do korzystania z nielegalnych używek, ale jednocześnie daje nam ciężkim obuchem po głowie, pokazując do czego ten nałóg może prowadzić. Brutalnie szczery film o narkomanii, który daje jednak pewną nadzieję na lepsze jutro.
![]()
43. Gladiator
Gladiator // reż. Ridley Scott // 2000 r.
Solo :
Film Scotta to żywy dowód na to, że kino pełne patosu może okazać się jednak prawdziwie wielkim i poruszającym dziełem. „Gladiator” to opowieść prosta i klarowna, chwaląca honor, lojalność i prawość. Ten film to koncert gry jednego aktora, czyli Russela Crowe. Jego Maximus to człowiek pełen pokory i dumy, którego łatwiej zabić niż złamać. Siła oddziaływania tego filmu jest porażająca, tak samo jak przedstawiona z niezwykłym impetem początkowa bitwa. „Gladiator” udowadnia, że wielkie widowiska historyczne mogą mieć wielką wartość.
![]()
44. Tylko dla orłów
Where Eagles Dare // reż. Brian G. Hutton // 1968 r.
Stark :
Nie ukrywam, że to mój ulubiony film. Ma wszystko – zawiłą, ale wciągającą intrygę, świetnie zarysowane postaci, kapitalną muzykę, mrożące krew w żyłach, dramatyczne sceny, świetnie zrealizowane strzelaniny i pościgi, hordy umierających nazistów i… dystans do całej historii. Orły mają jednak znaczącą wadę: są zdecydowanie za krótkie – dwie i pół godziny to stanowczo za mało. Sekwencje ucieczki czerwonym autobusem, walk na wagoniku kolejki górskiej, słynnej konfrontacji w sali konferencyjnej czy sadystyczny błysk w oku Clinta Eastwooda podczas likwidowania kolejnych dziesiątek żołnierzy wroga powodują, że choć widziałem film już około setki razy, wciąż do niego wracam.
![]()
45. Król Lew
The Lion King // reż. Roger Allers, Rob Minkoff // 1994 r.
Tyler Durden :
To najlepszy film animowany spośród wszystkich wyplutych przez wytwórnię Disneya. W obrazie tym proste wartości, takie jak miłość, honor i odpowiedzialność, podane są w przystępnej i atrakcyjnej dla młodego widza formie. Jest w tym filmie typowe dla Disneyowskich filmów moralizatorstwo, ale podane w na tyle luźny sposób, że można przymknąć na nie oko i udawać, że się go nie zauważyło. A sam film jest zrobiony z wielkim rozmachem, stanowi szczytowe osiągnięcie ówczesnej animacji, dochodzą do tego przewspaniałe kompozycje Hansa Zimmera, wpadające w ucho piosenki Josepha Williamsa i wyśmienity humor. Wszystko w sumie gwarantuje widzowi bardzo przyjemnie spędzony czas…
![]()
46. Szczęki
Jaws // reż. Steven Spielberg // 1975 r.
Gilderoy :
Film, który zmienił historię kina rozrywkowego jako pierwszy prawdziwy blockbuster i początek kina Nowej Przygody – dla niektórych to zarzut, ja podziwiam Spielberga za odwagę w podążaniu za swoją wizją, wtedy jakże ryzykowną. „Szczęki” to jeden z niewielu horrorów, podczas oglądania których, z każdą projekcją odczuwam strach, wciąż w jednakowym, naprawdę wysokim natężeniu. Na dodatek nie jest to film głupi. Dzisiaj rekin Spielberga może w niektórych scenach razić sztucznością, ale wciąż budzi grozę. Dlaczego? Radzę obejrzeć scenę nocnej kąpieli z początku filmu najpierw bez dźwięku, a potem z klasyczną, wielokrotnie cytowaną muzyką Johna Williamsa!
![]()
47. Stowarzyszenie Umarłych Poetów
Dead Poets Society // reż. Peter Weir // 1989 r.
Tyler Durden :
„Stowarzyszenie umarłych poetów” jest przepięknym filmem, skierowanym praktycznie do każdego. W piękny sposób opowiada o prostych i fundamentalnych sprawach takich jak miłość, pasja i rozwój duchowy. Nie doświadczymy w nim żadnej zabawy z formą, oryginalnych tricków, szarżującej gry aktorskiej i przebojowej muzyki, ponieważ nie jest to w ogóle potrzebne. Ten film świetnie broni się sam, bez ozdobników mających na celu odwrócenie uwagi widza od fabuły.
![]()
48. Mechaniczna pomarańcza
A Clockwork Orange // reż. Stanley Kubrick // 1971 r.
Tyler Durden :
Czy mówiłem już, że uważam Kubricka za geniusza ? …a w przeciągu ostatnich 10 minut? No więc oświadczam: „Kubrick to geniusz !!” i tym filmem po raz kolejny to potwierdził. „Mechaniczna pomarańcza” jest dziełem niezwykłym, brutalnym i niewątpliwie szokującym. Kubrick w przewrotny sposób nakazuje widzowi utożsamiać się z okrutnym bandytą i gwałcicielem, a nawet współczuć jego bolesnym próbom powrotu na łono społeczeństwa. Reżyser dotyka ważnych problemów społecznych, próbuje stworzyć na nie antidotum, a potem z sadystyczną precyzją krok po korku wskazuje jego wady i efekty uboczne.
![]()
49. Powrót do przyszłości
Back to the Future // reż. Robert Zemeckis // 1985 r.
Solo :
Bajeczna rozrywka, tylko tak w zasadzie można określić ten film. Fantastyczno-przygodowa historia rozpędza się w filmie Zemeckisa i gna na złamanie karku. Co ważne, tempo opowieści w żaden sposób nie szkodzi spójności filmu. Wszystko jest tu dopracowane i przemyślane do najdrobniejszych szczegółów. Oryginalny pomysł został wsparty świetnym aktorstwem, humorem i emocjami. Widz, oglądając film, z czasem zsuwa się na krawędź fotela i tak już zostaje do końca seansu. „Powrót do przyszłości” to jedna z legend kina Nowej Przygody. Tak kiedyś wyglądała dobra rozrywka filmowa, proszę Państwa.
![]()
50. Żywot Briana
Life of Brian // reż. Terry Jones // 1979 r.
Negrin :
Choć ja osobiście większym sentymentem darzę „Św. Graal”, to właśnie „Żywot Briana” jest chyba obiektywnie najlepszym filmem pełnometrażowym najsłynniejszej trupy komików świata. Brawurowa, błyskotliwa i oczywiście absurdalna satyra na wszystko, co w popularnej świadomości wiąże się z nowotestamentową opowieścią, nie przekracza jednak nigdy granicy bluźnierstwa – choć jak wykwintnie na niej balansuje! Jest to również najdojrzalsze scenariuszowo dzieło Pythonów. Jako jedyna z ich pełnometrażówek, „Żywot Briana” nie jest w istocie zbiorem skeczy, a spójną, szaloną historią pomyłek. Podążajmy za tykwą!
![]()
51. Przeminęło z wiatrem
Gone with the Wind // reż. Victor Fleming // 1939 r.
Tyler Durden :
Romans wszech czasów. Powstawał jako prawdziwa superprodukcja – pamiętam, ile to razy słyszałem w dzieciństwie wspomnienia o tym, z jakim przejęciem oglądało się go w kinie, jak się zachwycano wspaniałymi kolorami, które wtedy były prawdziwym novum. No ale to już przeszłość. A co ten film ma nam do zaoferowania obecnie? Być może dla niektórych jest to filmowy ramot, dla mnie jednak jest to wciąż żywa i trafiająca do serca historia, która w równym stopniu bawi jak i wzrusza. A zakończenie tego filmu jest jednym z najwspanialszych w historii kina.
![]()
52. Tajemnice Los Angeles
L. A. Confidential // reż. Curtis Hanson // 1997 r.
Stormbringer :
Rasowość tego filmu zachwyca – począwszy od inteligentnego, dopracowanego scenariusza, skutecznie nawiązującego do idei kina noir, a na koncertowo grającej obsadzie skończywszy. Wkraczamy w nim w gęstą atmosferę miasta zepsutego korupcją i podejrzanymi interesami. Miasta, które pod przykrywką idealnej, sielankowej egzystencji skrywa zgniliznę i przemoc. Miasta, w którym można przechadzać się słonecznymi ulicami, ale lepiej nie zaglądać w ciemne zaułki. Kawał stylowego kina, czapki z głów!
![]()
53. Pewnego razu na Dzikim Zachodzie
C’era una volta il West // reż. Sergio Leone // 1969 r.
Stormbringer :
Obok „Dobrego, złego i brzydkiego” najlepszy western Leone (nie podejmuję się jednak oceny, który z nich jest filmem lepszym). Styl reżysera osiąga tu takie stężenie i perfekcję, że wiele scen można śledzić wyłącznie w niemym zachwycie, rozpływając się nad kompozycją kadrów, nastrojem czy muzyką Morricone. Film, w którym właściwie nie ma słabego elementu, a wszystko „zagrało” z taką siłą, że efektu do dziś nikomu nie udało się przebić.
![]()
54. Obcy – Ósmy pasażer „Nostromo”
Alien // reż. Ridley Scott // 1979 r.
Alienka :
Od premiery „Obcego” upłynęło już 26 lat, jednak film Ridleya Scotta nie stracił nic ze swego sugestywnego, mrocznego klimatu. Scena, w której po raz pierwszy pojawia się xenomorph, do dziś potrafi przyprawić mnie o drżenie serca. Plastyczna strona filmu jest fenomenalna, przede wszystkim dzięki projektom H.R. Gigera. Jego krwawe i bezlitosne bestie potrafią jednocześnie wzbudzić podziw i fascynację. Absolutny klasyk w swoim gatunku.
![]()
55. Miasteczko Halloween
The Nightmare Before Christmas // reż. Henry Selick // 1993 r.
Gilderoy :
Jeden z najlepszych filmów, w tworzeniu których maczał palce genialny Tim Burton, choć w tym wypadku reżyserem dzieła został Henry Selick. Niezwykła mieszanka niesamowitej animacji, musicalu i bajkowej fabuły. Do tego mamy typowego burtonowskiego bohatera, rozdartego wewnętrznie i nie potrafiącego sobie znaleźć miejsca w otaczającej go rzeczywistości. Nieziemska wyobraźnia Burtona powołała do życia oryginalny, słodko-gorzki, bardzo klimatyczny świat, jednocześnie ponury i makabryczny, ale zabawny i fascynujący.
![]()
56. Noc na Ziemi
Night on Earth // reż. Jim Jarmusch // 1991 r.
Stark :
Pięć taksówek, pięć historii i pięć miast nocą. Od zapadającego zmierzchu po pierwsze oznaki świtu. Jarmusch doskonale oddał klimat miasta nocą. Właściwie film mógłby składać się z ujęć Nowego Jorku, Rzymu czy Helsinek wyłącznie zza szyb taksówki, a i tak oglądałoby się to wybornie. A tu na dodatek dostajemy pięć interesujących historii, czasem zabawnych, czasem smutnych, ale zawsze wciągających. Hipnotyzujące kino. Moim zdaniem najlepszy film Jarmuscha.
![]()
57. Chłopcy z ferajny
Goodfellas // reż. Martin Scorsese // 1990 r.
Tyler Durden :
Cytując za Kazikiem Staszewskim: „’Chłopcy z ferajny’, zajebisty film, fajny.” I właściwie na tym można by zakończyć wypowiedź o tym obrazie. Bo to właśnie jest „zajebisty film, fajny”. Scorsese w zgrabny sposób przyciął do filmowych norm fabułę całkiem niezłej biografii, tworząc tym samym produkt jeszcze lepszy od oryginału. Niewątpliwie pomógł mu w tym wyborny skład aktorski, w którym oczywiście brylują Robert De Niro i Joe Pesci, który stworzył postać prawdziwego małego potwora, przerażającego pomimo swoich niepozornych wymiarów. Niemniej warty uwagi jest Ray Liotta, który zagrał w tym filmie swoją życiową rolę.
![]()
58. Buntownik z wyboru
Good Will Hunting // reż. Gus Van Sant // 1997 r.
Eorath :
Niby stereotypowa historia, opisuje konflikt doświadczonego psychologa i wybitnie zdolnego, ale niewiele oczekującego od życia chłopaka. Tytułowy bohater pracuje fizycznie, a wieczorami spotyka się z kumplami. Jego życie zmienia się, gdy rozwiązuje bardzo skomplikowane zadanie matematyczne i staje przed życiowym dylematem. Pomocy udziela mu znany z niekonwencjonalnych metod terapeuta. Starcie dwóch silnych osobowości pomaga obu bohaterom odnaleźć spokój wewnętrzny i pogodzić się z samymi sobą. Film prosty, unikający zbędnych „ozdobników”, Oscarowa rola Williamsa i scenariusz Damona i Afflecka oraz ciekawe kreacje aktorów młodego pokolenia sprawiają, że do tego filmu powracam bardzo często.
![]()
59. Dzień świstaka
Groundhog Day // reż. Harold Ramis // 1993 r.
Solo :
Jeśli w przyrodzie może istnieć komedia idealna, to „Dzień świstaka” jest tego ideału bliski. Pozornie banalny pomysł na fabułę zaowocował nie tylko serią znakomitych i autentycznie śmiesznych sytuacji komediowych, ale też i bardzo intrygującymi przemyśleniami o ludzkiej naturze. Wspaniale jest wracać do tego filmu i oglądać Billa Murray’a w roli swego życia. Jego bohater zostaje zmuszony do zmierzenia się ze swoim charakterem, cynizmem i niebywałym egoizmem. To jeden z tych obrazów, po obejrzeniu których, widz ma po prostu ochotę zmienić się na lepsze. Czego więcej oczekiwać od filmu?
![]()
60. Człowiek z blizną
Scarface // reż. Brian De Palma // 1983 r.
Stormbringer :
Klasyczny mit „od pucybuta do milionera” przeniesiony w ramy kina gangsterskiego. To przede wszystkim film Ala Pacino. Jako Tony Montana to szaleje on po ekranie w napadach furii, to z latynoskim akcentem miota na lewo i prawo przekleństwami, to znowu patrzy spode łba wzrokiem przyczajonego grzechotnika, a we wszystkim co robi jest tyle aktorskiego ognia i charyzmy, że jeszcze na niejeden film by wystarczyło. Rewelacja.
![]()
![]()
61. Taksówkarz
Taxi Driver // reż. Martin Scorsese // 1976 r.
Dżon :
Film ten zasługuje na uznanie i uwagę przede wszystkim dzięki niezwykle sugestywnemu ukazaniu człowieka popadającego w obłęd. Nocna praca w taksówce, widok brudnych dzielnic opanowanych przez dilerów i alfonsów oraz świeże jeszcze wspomnienia wojny w Wietnamie wyzwalają w Travisie chęć oczyszczenia ulic z tych ludzkich mętów. I kogo nie przechodzą ciarki na widok De Niro z irokezem na głowie? Przecież takich, niby zwykłych ludzi, mnóstwo jest w naszym otoczeniu.
![]()
62. Żądło
The Sting // reż. George Roy Hill // 1973 r.
Eorath :
Ukochany film mojego dzieciństwa. Jego akcja toczy się w Ameryce w czasach Wielkiego Kryzysu. Kurier groźnego gangstera Doyle’a Lonnegana zostaje przez pomyłkę okradziony przez dwóch sympatycznych oszustów: Johnny’ego i Luthera Colemana. W odwecie Lonnegan wydaje wyrok na Luthera. Johnny (Robert Redford), z pomocą starego kumpla Luthera, Henry’ego Gondorffa (Paul Newman), przygotowują akcję, która ma doprowadzić Lonnegana do ruiny. Zabawna, dynamiczna komedia kryminalna, z charakterystycznym motywem muzycznym „The Entertainer” napisanym przez Scotta Joplina.
![]()
63. Zakochany bez pamięci
Eternal Sunshine of the Spotless Mind // reż. Michel Gondry // 2004 r.
Eorath :
Film zarówno dla pesymistów (na szczęście wspomnienia można usunąć), jak i optymistów (Amor vincit omnia). Jego atutem jest znakomicie dobrana obsada: Jim Carrey wzrusza nieustępliwością w pogoni za znikającym uczuciem, Kate Winslet jest szalona, a jednocześnie dosyć dojrzała, by być wiarygodną, Kirsten Dunst, która wyrasta na gwiazdę drugiego planu oraz Elijah Wood, który zaistniał w filmie, umiejętnie pokazując, jak jego bohater kopiuje zachowanie, słowa i gesty głównego bohatera. Komedia romantyczna, której nie zapomnisz….
![]()
64. W pogoni za Amy
Chasing Amy // reż. Kevin Smith // 1997 r.
Negrin :
Kevina Smitha darzę ogromną sympatią, a „W pogoni za Amy” w moim rankingu zajmuje pierwsze miejsce. Nie dlatego, że to najlepszy film, jaki kiedykolwiek nakręcono, ale dlatego, że przemawia do mnie niezwykle mocno – i to na niejednej płaszczyźnie. „Amy” łączy w sobie bezpardonowy humor oraz błyskotliwe, cięte dialogi z niezwykle szczerą, osobistą, trafiającą w głąb duszy historią miłosną. Daleką od setek rom-comów, taką, w której każdy może znaleźć pewien element – choćby nawet i niewielki – który pozwala odnieść ją bezpośrednio do siebie. Dobre kino. A do tego masa kultowych cytatów, mniam.
![]()
65. Wszyscy ludzie prezydenta
All the President’s Men // reż. Alan J. Pakula // 1976 r.
Koleś :
Oparta na faktach historia śledztwa Woodwarda i Bernsteina w formie książkowej była ponoć niemożliwa do zekranizowania z powodu swej nadmiernej szczegółowości. Jednak talent scenarzysty Williama Goldmana, wsparty rewelacyjną reżyserią Alana J. Paculi sprawiły, że nie tylko ogląda się ten film z ciekawością, ale poznajemy także niesamowitą atmosferę pracy dziennikarza, który tworzy historię. Nie przypadkowe było obsadzenie w głównych rolach Redforda i Hoffmana, którzy podobnie jak ich postacie, byli młodymi, utalentowanymi i ambitnymi ludźmi, a także mogli się uczyć od starszych i doświadczonych weteranów, takich jak Jason Robards, Jack Warden czy Martin Balsam. Rewelacyjny film.
![]()
66. Cienka czerwona linia
The Thin Red Line // reż. Terrence Malick // 1998 r.
Stark :
Nietypowe podejście do wojny. Choć scen batalistycznych, dymu, krwi i ognia jest tu bardzo wiele, „Cienka czerwona linia” jest w jakiś sposób bardzo wyciszonym obrazem – wiele dzieje się w głębi duszy bohaterów. To film niezwykle smutny, ukazujący upadek człowieka. Człowieka, który zaciekle walczy o nieważne cele. Upokarza kogoś, kto mógłby w innych okolicznościach być jego przyjacielem. Obraca piękno w ruinę. Mimo wątpliwości, zabija. W obsadzie widzimy mnóstwo gwiazd, ale żadna raczej nie jest postacią pierwszoplanową. Większość jednak ma swoje „momenty”, z których widz ich zapamięta. Wspaniała muzyka, oraz piękne zdjęcia dziewiczej przyrody dopełniają dzieła.
![]()
67. Pi
Pi // reż. Darren Aronofsky // 1998 r.
Negrin :
Film to dziwniejszy niż dziwny. Monochromatyczna, psychodeliczna opowieść o szaleńcu i geniuszu matematycznym w jednej osobie. A może raczej: o paranoicznym chodzącym kalkulatorze, jak ognia unikającym kontaktów z ludźmi i balansującym na granicy zarówno szaleństwa, jak i odnalezienia zaklętego w liczbach rozwiązania zagadki istnienia. „Pi” trudno jest przełknąć, trudno zinterpretować, trudno za nim nadążyć i trudno ustalić, jak wiele jest tu prawdą, a jak wiele złudzeniem. Ja lubię takie filmy, bo lubię czasem, kiedy seans kończę z większą liczbą (sic!) pytań niż odpowiedzi. „Pi” jest w kinie czymś… innym, czymś, z czym warto się zmierzyć.
![]()
68. Zapach kobiety
Scent of a Woman // reż. Martin Brest // 1992 r.
Eorath :
Historia więzi łączącej Mistrza i Ucznia. Młody chłopak ma się opiekować ślepnącym, emerytowanym oficerem. Jego podopieczny zarządza wyprawę do Nowego Jorku, która obejmuje pobyt w hotelu Astoria, obiady w drogich restauracjach, romans z piękną kobietą oraz samobójstwo dokonane służbowym pistoletem. Podróż ta wiele zmienia w sposobie myślenia obu mężczyzn, młody chłopak uczy się życia od Mistrza, a Nauczyciel zastanawia się, czy utrata wzroku pociąga za sobą konieczność końca istnienia. Film pozostaje w pamięci także z powodu sceny w restauracji, kiedy niewidomy bohater Pacino tańczy tango z kobieta w czerwieni….
![]()
69. Truman Show
The Truman Show // reż. Peter Weir // 1998 r.
Stormbringer :
Film, który swego czasu spektakularnie udowodnił, że Jim Carrey, jeśli chce, to potrafi, oraz że nie samą nadekspresją żyje. Rola Trumana jest znakomita. A sam film to kolejne niezapomniane dzieło spod ręki jednego z moich ulubionych reżyserów – pomysłowe, wizjonerskie i zdrowo dające do myślenia.
![]()
![]()
70. Batman
Batman // reż. Tim Burton // 1989 r.
Tyler Durden :
Burton w opozycji do dotychczasowych komiksowych filmów, postanowił zrobić obraz strawny zarówno dla fanów oryginalnej historii Boba Kane’a, jak i dla miłośników X muzy. Idealnie dobrał składniki: uczynił opowieść na tyle wiarygodną, że nie śmieszyła dorosłych widzów swoją komiksową konwencją i jednocześnie tak wierną oryginałowi, że jedynie najbardziej fanatyczni wielbiciele Mrocznego Rycerza mogli nie polubić tego filmu. Pomimo, że obraz jest aż gęsty od mrocznego, gotyckiego klimatu rodem z kart komiksu, to Burtonowi w ramach komiksowej konwencji udało się także przemycić do filmu smaczki zauważalne jedynie dla kinomaniaków.
![]()
71.Gwiezdne wojny Część III: Zemsta Sithów
Star Wars Episode III: Revenge of the Sith // reż. George Lucas // 2005 r.
Solo :
Bez dwóch zdań najlepsza część nowych „Gwiezdnych wojen” i fantastyczny pomost łączący Starą i Nową Trylogię. Oto pasjonująca i wzruszająca historia upadku Anakina Skywalkera i narodzin Dartha Vadera. Wreszcie na własne oczy mogliśmy zobaczyć to, co przez blisko ćwierć wieku kryło się za barierą domysłów i spekulacji. George Lucas pokazał wszystko, na co czekali fani Sagi, ale też i zwykli widzowie: narodziny galaktycznego Imperium, rzeź Jedi i osobistą tragedię najpotężniejszego z rycerzy. Jak to miło obejrzeć w kinie film prosty, ale emocjonujący i wzruszający, pełen potęgi i prawdziwej filmowej magii.
![]()
72. Przekręt
Snatch // reż. Guy Ritchie // 2000 r.
Negrin :
Ktoś może powiedzieć, że to efekciarski film. Owszem – ale nie znam drugiego filmu gangsterskiego, który dostarczałby widzowi tyle zabawy. Barwne postacie, szaleńczy, teledyskowy montaż i fantastyczny, bełkotliwy londyński akcent – iście wybuchowa mieszanka. No i oczywiście Brad Pitt jako cygański bokser, którego nie rozumiał chyba nawet sam Guy Ritchie, gdy pisał mu dialogi. A poza tym diamenty pochodzą z Brukseli.
![]()
![]()
73. Billy Elliot
Billy Elliot // reż. Stephen Daldry // 2000 r.
Alienka :
Historia jedenastoletniego chłopca z ubogiej górniczej rodziny, który przypadkowo odkrywa w sobie talent do baletu. Nie bez powodu film ten okrzyknięto jednym z najlepszych brytyjskich obrazów ostatnich lat. Stephen Daldry („Godziny”) przy pomocy skromnych środków stworzył opowieść, która bez zbędnego patosu i sentymentalizmu chwyta za serce swą autentycznością. Oklaski należą się przede wszystkim odtwórcy tytułowej roli – Jamie’mu Bellowi. Jego naturalna gra sprawia, że od samego początku czujemy sympatie do Billy’ego i wierzymy w jego pełną wysiłku przemianę. Film aż kipi od doskonałych brytyjskich przebojów lat 80 z „Children of the Revolution” i „London Calling” na czele.
![]()
74. Piękny umysł
A Beautiful Mind // reż. Ron Howard // 2001 r.
Gumiś :
Ten film działa prawidłowo przede wszystkim dzięki wybitnej kreacji Russela Crowe’a. Kto by pomyślał, że superwyczynowiec, który tak pięknie likwidował przeciwników w „Gladiatorze”, potrafi zagrać schizofrenicznego matematyka? Aktor schodzi ze swoim bohaterem na samo dno ludzkiej psychiki, by odrodzić się zwycięsko niczym feniks z popiołów. Na „Piękny umysł” spadł deszcz Oscarów właśnie dzięki roli Crowe’a. Bez niej film ten byłby tylko przeciętnym melodramatem, a tak stał się świadectwem walki geniusza z szaleństwem.
![]()
75. Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły
Pirates of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl // reż. Gore Verbinski // 2003 r.
Eorath :
Ekipa pod wodza Gore’a Verbinsky’ego serwuje nam zabawne, wciągające kino przygodowe, pozbawione dłużyzn i zbędnej przemocy. Ciekawe gagi, świetne dialogi, dobre aktorstwo (przede wszystkim fantastyczny Johnny Depp jako nadęty, złośliwy, a jednak dobroduszny Jack Sparrow) Ujmujące zdjęcia i piękne widoki w rezultacie tworzą daleką od stereotypów i nieprzewidywalną epicką opowieść. Chce dusza do Raju? – więc jazda na pokład pirackiego statku! Ahoj!
![]()
76. Ojciec chrzestny
The Godfather // reż. Francis Ford Coppola // 1972 r.
Gumiś :
Powiem bez ogródek: to według mnie najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałem. Majestatyczność dzieła Coppoli w połączeniu z fantastyczną historią i genialnymi rolami Brando oraz Pacino dała kinu wstrząsający zapis przenikania się środowisk przestępczych z establishmentem. Mało tego – „Ojciec chrzestny” mówi o podstawowych wartościach, które dziś tracą na znaczeniu. Jest to wielki opis społeczny i metafora Ameryki – kraju zbudowanego na kapitalizmie, demokracji i przestępczości. Mistrzostwo pod każdym względem.
![]()
77. Święci z Bostonu
The Boondock Saints // reż. Troy Duffy // 1999 r.
Eorath :
Znakomite kino: wyważona akcja, krótkie, zabawne scenki „wstawione” w zasadniczą fabułę, natłok strzelanin, które jednak nie powodują wrażenia braku logiki (co często zdarza się w filmach tego typu), znakomite kreacje aktorskie – warto wspomnieć chociażby Seana Patricka Flannery’ego (znanego z serialu o przygodach młodego Indiany Jonesa), a przede wszystkim Willema Defoe w roli policjanta-geja – po prostu pierwsza klasa. Do tego ciekawa muzyka, niezłe zdjęcia, a w tle powracająca irlandzka modlitwa – dla pary głównych bohaterów życiowe motto, a dla ich wrogów – słowa wyroku.
![]()
78. Okno na podwórze
Rear Window // reż. Alfred Hitchcock // 1954 r.
Koleś :
Arcydzieło spod ręki samego mistrza. Ten film nie ma słabych stron, wszystko jest w nim doskonałe i tutaj bardziej niż w jakimkolwiek innym filmie widać, że Hitchcock był chorobliwym perfekcjonistą. Perfekcyjny montaż, perfekcyjna realizacja, perfekcyjnie budowane napięcie a pod powierzchnią tony dwuznaczności i aluzji, między innymi rozprawka o życiu i o samym kinie. Film doskonały.
![]()
![]()
79. Władca Pierścieni: Powrót króla
The Lord of the Rings: The Return of the King // reż. Peter Jackson // 2003 r.
Solo :
Nigdy nie byłem miłośnikiem ani powieści Tolkiena, ani też ich ekranizacji, które zawsze wydawały mi się po prostu nudne. Tym większa spotkała mnie niespodzianka, gdy wreszcie obejrzałem trzecią część „LOTRa”. To wielkie, monumentalne i silnie emocjonujące kino. Choć film jest dość nierówny, to jednak finałowa bitwa i wzruszające zakończenie zapierają dech w piersiach i nie pozwalają oderwać się od ekranu. „Powrót króla” to przepiękne widowisko batalistyczne, zrobione w starym stylu, pozbawione efekciarstwa i zbędnej gadaniny. Oby więcej takich filmów. No i nie można było tak od razu, panie Jackson?
![]()
80. Bliżej
Closer // reż. Mike Nichols // 2004 r.
Negrin :
Dzieło mocne, bezpośrednie, dotykające do żywego – i szczerze (choć jednoczenie teatralnie i nieco metaforycznie) opowiadające o pułapkach współczesnej miłości. Lub też może raczej o poszukiwaniu i nieumiejętności znalezienia tejże. Wszystko w zależności od tego, kto co tu wyczyta. Ostre jak brzytwa, błyskotliwe dialogi (ach, jak ja to w kinie kocham!) i aktorski koncert anglo-amerykańskiego damsko-męskiego kwartetu. Poruszająca rzecz.
![]()
81. Wielki błękit
Le Grand bleu // reż. Luc Besson // 1988 r.
Eorath :
Jeden z najpiękniej sfilmowanych obrazów, uzupełniony znakomitą ścieżką dźwiękową. Bardzo dobre role Jean Marca Barra, Jeana Reno i Patricii Arquette. Trudno napisać, o czym jest ten film, ponieważ każdy może w nim odnaleźć to, czego w danej chwili potrzebuje. Jest bardzo sentymentalny – opowiada o miłości i wielkiej przyjaźni, o symbiozie człowieka z przyrodą, o pasji, dla której warto poświęcić wszystko oraz o sile i spokoju morskiej wody, która odbierając życie, potrafi nadać mu sens. Dla mnie jest to film o życiu, poświęceniu, dokonywaniu wyborów i marzeniach, i mimo iż brzmi to może nawet banalnie, o zwycięstwie miłości.
![]()
82. Ostatni Mohikanin
The Last of The Mohicans // reż. Michael Mann // 1992 r.
Stormbringer :
Perfekcyjne kino kostiumowo-melodramatyczno-przygodowe. Punkty za sprawną reżyserię, dobre tempo, trafioną obsadę i malownicze zdjęcia. Pomnik za rewelacyjną ścieżkę dźwiękową Trevora Jonesa i Randy’ego Edelmana. Świetna rzecz.
![]()
![]()
![]()
83. Inni
The Others // reż. Alejandro Amenábar // 2001 r.
Solo :
Nie znoszę horrorów, gdyż zazwyczaj śmieszą mnie one bzdurną fabułą, miast uczciwie wystraszyć. Tym większy był mój zachwyt po projekcji „Innych”, filmu jawiącego się dziś bardziej jako pełen osobistej tragedii bohaterki dramat, niż klasyczna historia z dreszczem przerażenia. Zrealizowany na szczycie fali powodzenia przepięknej Nicole Kidman, „Inni” wykorzystuje wielki talent amerykańskiej gwiazdy, wzruszając widza niezwykłą historią, jak tez budząc trudne do ukrycia uczucie autentycznego strachu. Efekt przerażenia reżyser uzyskał bardzo skromnymi, wręcz subtelnymi środkami, cały film opierając na fascynującej i zaskakującej historii bohaterów. Najlepszy horror w historii kina!
![]()
84. Dziecko Rosemary
Rosemary’s Baby // reż. Roman Polański // 1968 r.
Koleś :
Pierwszy wielki horror okultystyczny, w którym szatan co prawda się nie pojawia, ale sugestywna atmosfera filmu sprawia, że jego obecność jest niemal namacalna. Niejednoznaczność filmu i odważne tezy Polańskiego o moralności sprawiają, że jest to jeden z lepszych i bardziej inteligentnych horrorów w historii kina.
![]()
![]()
85. Miasteczko South Park
South Park: Bigger, Longer and Uncut // reż. Trey Parker // 1999 r.
Tyler Durden :
Za co kochamy „Miasteczko South Park”? To proste: za bezczelność, bezkompromisowość, niezważanie na polityczną poprawność i świetne pomysły. Wszystkie te elementy, zwielokrotnione i odważniejsze posiada ten film. Twórcy zakpili sobie na całego, robiąc najokrutniejszy i najgorszy pod względem używanego słownictwa musical świata. Razy rozdawane są po równo, dostaje się i Amerykanom i Kanadyjczykom. Autorzy nie oszczędzają filmowego środowiska, przemysłu muzycznego i polityków. A gdzieś w to wszystko wplątany jest diabeł i jego kochanek Saddam Husejn. Kawał niezłej zabawy, jeżeli nie przeszkadza nam rynsztokowe słownictwo i chwilami kloaczny humor.
![]()
86. Godziny
The Hours // reż. Stephen Daldry // 2002 r.
Stormbringer :
Warto ten film zobaczyć już choćby dla samej koncertowej gry aktorskiej. Od Julianne Moore, Nicole Kidman, Meryl Streep czy Eda Harrisa wręcz trudno oderwać wzrok. Kusi też niezwykła konstrukcja, spleciona z trzech nawiązujących do siebie opowieści, uwodzi nastrojowa muzyka Philipa Glassa. Wreszcie intryguje fabuła, zadająca inteligentne, ale i trudne pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Warto je jednak zadawać, tak samo, jak warto sięgnąć po ten mistrzowsko zmuszający do refleksji film.
![]()
87. Casablanca
Casablanca // reż. Michael Curtiz // 1942 r.
Solo :
Świetnie się stało, że Ofilmie doceniło ten chyba najbardziej klasyczny z klasycznych melodramatów. Historia niespełnionej miłości rzucona na tło wojennej Europy wciąż niesie ze sobą potężny ładunek wzruszenia, nawet po ponad 60 latach od premiery filmu. „Casablanca” to klasa, klimat i bezbłędne aktorstwo ikon kina: Bogarta i Bergman, wsparte intensywną emocjonalnie fabułą. Ten melodramat ma wszystko co powinien mieć udany film tego gatunku: miłość, rozstanie, poświęcenie i smutek w finale. Trudno obejrzeć ten film i go nie pokochać.
![]()
88. Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę
Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb // reż. Stanley Kubrick // 1964 r.
Gilderoy :
Moje ulubione dzieło Kubricka. Reżysera tego najbardziej cenię za różnorodność i oryginalność, których „Dr Strangelove” jest prawdziwym popisem. Któż inny wpadłby na to, by w czasach Zimnej Wojny, przedstawić związane z nią poważne obawy za pomocą niezwykle zabawnej farsy z jednym z najsłynniejszych komików, Peterem Sellersem, w potrójnej roli? Film ten to mieszanka poważnego przesłania z humorystyczną groteską. Widok Slima Pickensa dosiadającego okrakiem bombę atomową jest niezapomniany.
![]()
89. Milczenie owiec
The Silence of the Lambs // reż. Jonathan Demme // 1991 r.
Koleś :
Dobrze że znalazło się miejsce w pierwszej setce dla sztandarowego osiągnięcia inteligentnego filmu grozy. Hannibal Lecter to nie bez powodu postać kultowa, bo w interpretacji genialnego Sir Anthonego Hopkinsa zło uzyskało nowe, inteligentne, przerażające i zarazem fascynujące oblicze.
![]()
![]()
![]()
90. Za wszelką cenę
Million Dollar Baby // reż. Clint Eastwood // 2004 r.
Koleś :
Miejsce w pierwszej setce stosunkowo młodego filmu może dziwić, jest jednak „Za wszelką cenę” niepozornym arcydziełem. Clint Eastwood w opowieści o drodze do kariery pewnej bokserki zawarł wiele mądrych i niełatwych pytań o miłość, rodzinę, granicę poświęcenia, a nawet o samego Boga. Trzeba dodać, że film prawdopodobnie byłby nieporównywalnie gorszy, gdyby nie trio aktorskie: Eastwood, Swank i Freeman, którzy tworzą kreacje swojego życia.
![]()
91. Parszywa dwunastka
The Dirty Dozen // reż. Robert Aldrich // 1967 r.
Stark :
Co powstaje, jeżeli Robert Aldrich angażuje Lee Marvina, Charlesa Bronsona, Johna Cassavetesa, Ernesta Borgnine i Donalda Sutherlanda z zamiarem nakręcenia znakomitego filmu sensacyjno-wojennego? Oczywiście znakomity film sensacyjno-wojenny. Aktorstwo jest tu pierwsza klasa. Cassavetes chyba w roli życia. Pal licho jego motywacje (ponoć grał w komercyjnych obrazach, aby zarobić na produkcję swoich niezależnych filmów), skoro gra tak wybornie. Dużo humoru, który jednak z czasem zanika, a film zmienia się w rasowy dramat wojenny w którym „dobrzy chłopcy” wcale nie są niezwyciężeni i kul się nie imający. Znakomite kino w stylu jakiego dziś ze świecą szukać.
![]()
92. Potop
Potop // reż. Jerzy Hoffman // 1974 r.
Gilderoy :
Telewizja Polska co najmniej raz w roku funduje nam seans tego filmu. Dzieje się to ze szkodą dla filmu Hoffmana, gdyż już dawno nam się opatrzył i teraz oglądamy go tylko jednym okiem między kolejnymi świątecznymi obżarstwami, na dodatek zazwyczaj podzielonego na dwie części. Szkoda, że go nie doceniamy. A to, co w „Potopie” urzeka, to przede wszystkim prosta i uniwersalna fabuła i wspaniałe kreacje aktorskie. Emocje film ten budzi ogromne. Zasłużona nominacja do Oscara. Gdybyż dzisiejsze polskie produkcje historyczne były takie…
![]()
93. Egzorcysta
The Exorcist // reż. William Friedkin // 1973 r.
Koleś :
Kamień milowy w gatunku horroru. Szatan przestał być zmorą nawiedzającą nas tylko w snach i koszmarach, ale zaatakował bezpośrednio naszych najbliższych. Mimo, że pierwszy prawdziwy horror okultystyczny „Dziecko Rosemary” powstał dobre 5 lat wcześniej, to dopiero „Egorcysta” tak sugestywnie przedstawił walkę szatana z człowiekiem, nie stroniąc od aluzji względem szalonych lat 70-tych. Realizacyjny majstersztyk i autentyczny strach towarzyszący projekcji.
![]()
94. Nietykalni
The Untouchables // reż. Brian De Palma // 1987 r.
Koleś :
Mimo że film DePalmy oparty jest na prawdziwych zdarzeniach i autentycznych postaciach, ogląda się go jak wyśmienity komiks dla dziesięciolatków o złych bandytach i krystalicznie czystych policjantach. Dodać do tego nostalgiczną atmosferę Chicago z czasów prohibicji, rewelacyjną realizację i muzykę, aktorstwo na najwyższym poziomie i otrzymujemy wspaniałe widowisko zasługujące na miejsce wśród 100 najlepszych filmów.
![]()
95. Cinema Paradiso
Nuovo cinema Paradiso // reż. Giuseppe Tornatore // 1988 r.
Stormbringer :
Ciepła i sentymentalna wyprawa do krainy dziecięcych marzeń i pierwszych ideałów, które warto mieć, nawet jeśli nie udaje się ich dosięgnąć. A przede wszystkim niezwykły film o magii kina – zdolnej opętać, zniewolić, uzależnić i uczynić szczęśliwym. Ostatnie sceny bezlitośnie chwytają za gardło. Tylko co TAKI film robi tak nisko?
![]()
![]()
96. Noc żywych trupów
Night of the Living Dead // reż. George A. Romero // 1968 r.
Stark :
Jeden z najwspanialszych filmów grozy w historii kina. Produkcja przełomowa, która zapoczątkowała nowy podgatunek horroru, czyli gore. Tu już nie ma miejsca na romantyzm i pewną, typową dla wcześniejszych horrorów naiwność. Jest za to osaczenie, przemoc, krew, beznadzieja i śmierć. Wrażenie dodatkowo potęguje przewrotna i przez to przerażająca końcówka. Film pociągnął za sobą masę mniej lub bardziej udanych przykładów naśladownictwa. Sam reżyser, George A. Romero stworzył jeszcze dwie części cyklu, a obecnie powstaje kolejna, miejmy nadzieję równie dobra jak poprzednie.
![]()
97. Szklana pułapka
Die Hard // reż. John McTiernan // 1988 r.
Solo :
Film, który dla mnie jest synonimem kina akcji. To dzieło perfekcyjne i skończone, z czego dziś trudno właściwie zdawać sobie sprawę. Dzieło McTiermana zostało bowiem „zarżnięte” przez polskie stacje telewizyjne, regularnie wyświetlające film na święta Bożego Narodzenia. Kto obejrzał przygody Johna McClane’a w kinie, (lata 80.) ten docenia perfekcyjny scenariusz, galopującą akcję, kapitalnie nakreślone postaci bohaterów (z fascynującym Alanem Rickamanem w roli przywódcy terrorystów) i zaskakujące zakończenie. Dodać do tego warto także specyficzną, klaustrofobiczną przestrzeń odciętego od świata biurowca, narzucającą nowe zasady w kreowaniu akcji i opowiadania sensacyjnej i krwawej historii.
![]()
98. Zagubiona autostrada
Lost Highway // reż. David Lynch // 1997 r.
Stark :
Lynch w swej najwyższej formie. Nieważne czy to próba zekranizowania snu, majaki szaleńca, czy zwykła zgrywa z widza, bo ogląda się to wybornie. Duszny klimat z jednej i wcale nie odpychająca kiczowatość z drugiej strony, świetne zdjęcia i kapitalna ścieżka dźwiękowa powodują, że „Zagubiona Autostrada” jest jedyna w swoim rodzaju.
![]()
![]()
99. E.T.
E.T. the Extra – Terrestrial // reż. Steven Spielberg // 1982 r.
Solo :
Ten film pokochałem w dość dziwny sposób. Gdy obejrzałem go po raz pierwszy na początku lat 80. (miałem wtedy mniej niż 15 lat), w ogóle na mnie nie zrobił wrażenia, nudząc, raczej niż bawiąc. Tymczasem, gdy jakieś 10 lat później trafiłem na niego w warszawskim „Iluzjonie”, powtórny seans okazał się porażający. Film wzrusza, zachwyca i emocjonuje prawdziwymi uczuciami. Spielberg doskonale wie, gdzie nacisnąć, gdzie popchnąć, gdzie dotknąć, a gdzie znowu pogłaskać widza, aby efekt emocjonalny był perfekcyjny. Historia zagubionego kosmity o wielkim sercu sprawia dziś wrażenie esencji kina lat 80. ze wszystkim jego wadami, ale dla mnie już na zawsze pozostanie dziełem niezwykłym, którego nie przestanę kochać.
![]()
100. Jerry Maguire
Jerry Maguire // reż. Cameron Crowe // 1996 r.
Koleś :
Bardzo prosty film, któremu nie można odmówić pozytywnej energii i szczerości. Rzecz o sprawie tak trywialnej, jak potrzeba bliskości, przyjaźni, po prostu odnalezienia bratniej duszy. A że zagrane jest to wyśmienicie, chętnie powraca się do tego filmu, czy to dla poprawienia nastroju, czy po prostu żeby się szczerze pośmiać.
![]()
![]()





zal ufufufCytuj
A gdzie Zielona Mila? Średnie. Chciaż filmy Monty Pythona chętnie bym obejrzał. Afro3112Cytuj
„Zielona mila” – dla mnie to jeden z wiekszych gniotow. Bez urazy dla fanow tego filmu. pozdrawiam hirkoCytuj
A gdzie Tombstone, Wybór Zofii, Wiek Niewinności,Filadelfia, Pół żartem, pół serio, Człowiek słoń, Pearl Harbor, Fortepian, Doktor Żiwago? RyśCytuj
Jak to gdzie? W wypożyczalni DVD! Krzysztof Bogumilski – Tyler DurdenCytuj
a ja jeszcze dodam: gdzie Edward Nożycoręki ? [w top setce] bjedronaCytuj
pacjet lubi gwiezdne wojny itp .pozdro LechoCytuj
Moim zdaniem bardzo dobry wybór filmow mało na swiecie jest osób ktore docenia takze stare filmy takie jak przemineło z wiatrem mi sie podoba ta lista szaconek. MisterCytuj
Doskonały wybór – praktycznie bez zastrzeżeń -jedyne co mi przychodzi do głowy to tylko brak Szeregowca Ryana ArekCytuj
ja bym dodal „przerywwane lekcjie muzyki”. ale ostatnio wyszlo tez kilka dobrych filmów. laikCytuj
Cooooo?
Gdzie jest:
Szeregowiec Ryan
Złap Mnie Jeśli Potrafisz
Zielona Mila
Więzień Nienawiści
Co Gryzie Gilberta Grape’a
Adwokat Diabła
Życie Carlita
Lista Schindlera
Gran Torino i wiele wiele innych ,których nie chcę mi się wymieniac MatiCytuj
W drugiej setce KoleśCytuj
A zwłaszcza Gran Torino w głosowaniu z 2005 roku :) Rafał Lisowski – NegrinCytuj
gówno!! fajnyCytuj
nie ma połowy nawet fajnych filmów!!
samych tych polskich to jest w chuj! a tu taka pacha!! fajnyCytuj
Eee… eee… e…?
No dobra, żarty żartami, ale gdzie coś, cokolwiek z niemieckiego ekspresjonizmu czy „cinema verite”? Bergman? Antonioni? Bunuel? Tarkovsky? To są jakieś żarty, prawda? wtf?Cytuj
To rzeczywiście żarty… Powiem więcej: żenua! Bo gdzie Orlowski, pytam ja was? No, gdzie filmy pani Teresy?! CassCytuj
brakuje jednego obrazu – PLUTON beniiCytuj
Braki w rankingu !!!
- Szeregowiec Ryan
- Helikopter w ogniu
- Karmazynowy przypływ
- John Q
- Ojciec chrzestny
- O jeden most za daleko
- Pan życia i śmierci
- wiele innych…
nie chce krytykować bo ogólnie ranking nie jest zły ;] masz sporo zacnych tytułów ale i sporo brakuje. Ale co do miejsc jakie przydzieliłeś to temacik raczej do obgadania ;] wladimirCytuj
to jest lista subiektywna, nikt nie musi sie z nia zgadzac. Nie ma na niej wielu super filmow, a sa filmy na ktore szkoda czasu. Ja np nigdy nie trawilem gwiezdnych wojen, nie przebranalem przez zadna czesc. Nie wiem jak tym moga sie zachwycac dorosli faceci. No wlasnie i o to chodzi, kazdemu podoba sie troche cos innego, ale jakby glosowalo powiedzmy 100 tys ludzi to mysle ze lista by wygladala inaczej. Jest malo klasykow z lat 60-70. Wygrywaja lata 90-00. Dla mnie numerem jeden jest tarantino. Ten specyficzny klimat, te pozornie nudne rozmowy, w ktorych kazde slowo ma znaczenie. Pulp F to juz klasyka, ten sam klimat byl we wscieklych psach. Mega inteligentne kino, zaskakujace, bawiace sie emocjami odbiorcy. Najfajniejsze sa filmy przełamujace schematy, te nad ktorymi myslimy dlugo, wprowadzajace specyficzny klimat. Takie sa filmy tarantino, taki byl tez forest, matrix, ale nie wiem dlaczego tarantino oglada sie na niesamowitym luzie. Tam nawet scena czyszczenia tapicerki samochodu z mozgu to majstersztyk. tkoCytuj
taka lista to tragedia totalna porażka w skali 1-10 daje 1 jaccuCytuj
Jak dla mnie gwiezdne wojny powinny odpasc. Nie trawie tej sagi mimo ze ogladalem wszystkie czesci. Nie rozumiem jak ktorakolwiek z czesci mogla sie znalezc przed takimi filmami jak Podziemny Krag czy Pulp Fiction – filmow, ktore naprawde zmieniaja zycie i sa inteligentne. Pzdr BartCytuj
Zmieniają życie? BUHAHAHAHAHA^100!!! Nie rozumiem takich ludzi, co są zmanierowani do tego stopnia, że stękają na SW tylko dlatego, że to film SF w bardzo lekkim wydaniu. Zgadzam się z tą listą w 100% Gwiezdne wojny zasługują na 1 miejsce, ale VI część moim zdaniem jest tylko nieznacznie gorsza od V, dlatego powinna zająć 2 miejsce. Ogólnie Brakuje takich dobrych filmów jak Pulp czy innych doskonałych dzieł filmowych np. Dark Knight. Nie wspomnę też o Bękartach Wojny, które mają tak niesamowicie zniewalające zakończenie, że powinno znaleźć się w tym zestawieniu. Ogólnie dałbym South Park wyżej. Wywaliłbym Egzorcystę – przereklamowana szmira, nawet jak na tamte czasy. Kręcąca się główka? Śmiech. W to miejsce już wolałbym dać coś współczesnego np. Silent Hill, jedyna współczesna adaptacja z gier video zasługująca na uwagę. Bardzo mnie cieszy, że uwzględniłeś w zestawieniu takie super starocie jak Blade Runner, Alien czy Powrót do przeszłości. Kocham te filmy – tak jak SW. To są filmy dzieciństwa, a wszystko co przypomina dzieciństwo to hit:P. Do ludzi co się lista nie podoba: zróbcie swoją, nie krytykujcie gustów innych. Wszystkie filmy które wymienił autor są doskonałe, ZWŁASZCZA STARE SW!!! Taki jedenCytuj
chyba zapomnieli o znanym harrym potterze -,- mi najbardziej 3 i 5 czesc do gustu przypadla ale ten film jest znany i zajee. okejCytuj
Według mnie autor napracował się bardzo mocno by stworzyć tę listę. Ze zrozumiałych względów wiele filmów się nie pojawiło (czyli ze względu na to, że filmów jest tysiące i trudno wyłowić z nich 100)
Dobra robota panowie, a szukałem co by sobie wypożyczyć… MojnikCytuj
co za żal…. ewidentnie widać kto tworzył ten ranking.. fani gwiezdnych wojen władcy pierścieni oraz al pacino.. co za idioci,… jak zobacyzłem gwiezzdnne wojny na 1 miescu to mi kory wybiło…. pasekCytuj
Dodałbym takie pozycje
- Pieskie popołudnie , Delikatesy , Sztos , Czarny kot biały kot ,Amadeusz , Glina ( z Alain Delon), Autostopowicz ( R.Hauer),w/w Pluton ,Casino , endekCytuj