![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Bardzo interesującymi twórcami współczesnego kina amerykańskiego są bracia Joel i Ethan Coenowie. Słowo „amerykańskiego” ma w ich przypadku dwojakie znaczenie. Pierwszym jest oczywiście sam fakt, że tworzą oni filmy w Stanach Zjednoczonych i o Stanach Zjednoczonych, ale istotnym jest także to, w jaki sposób traktują oni swoją ojczyznę i jej dotychczasowe osiągnięcia.
Jeżeli chodzi o ich drogę do sławy, to osiągnęli praktycznie wszystko, przechodząc wszystkie szczeble filmowej kariery. Od błyskotliwych debiutantów nagrodzonych na pierwszym festiwalu w Sundance, przez specjalistów od twórczego otworzenia schematu w „Ścieżce Strachu” nagrodzonej w San Sebastian za reżyserię, aż po objawienie amerykańskiego kina artystycznego i niezależnego ,gdy ich „Barton Fink” otrzymał aż trzy nagrody na festiwalu w Cannes, w tym Złotą Palmę. Potem byli nieokrzesanymi prześmiewcami ze smoliście czarnym humorem, odbierając Oscara za najlepszy scenariusz do filmu „Fargo”. Na krótki okres stali się filozofującymi twórcami kina noir, za co otrzymali kolejną już nagrodę w Cannes za reżyserię „Człowieka, którego nie było”, tylko po to, żeby kilka lat później stworzyć swoje w pełni dojrzałe dzieło, „To nie jest kraj dla starych ludzi”, które zostało nazwane przez Akademię Filmową Stanów Zjednoczonych najlepszym filmem. Te ostatnie nagrody mają szczególne znaczenie, ale o tym później.
Powyższy zestaw nagród jest imponujący, choć oficjalnie przypisywany głównie jednej osobie, starszemu z braci – Joelowi, który najczęściej widnieje jako reżyser. Jest to rozgraniczenie pozorne, ponieważ bracia sami przyznają, że przy pisaniu scenariusza, pracy na planie i postprodukcji nie ma podziału na reżysera, scenarzystę, producenta czy montażystę. Wszystko robią razem i są w tym wyjątkowo zgodni, co u każdego, kto kiedykolwiek prowadził spór o swoją wizję artystyczną na planie, powinno budzić niemały podziw i szacunek. Są dość rzadkim zjawiskiem we współczesnym kinie z kilku powodów. Niewielu innych Twórców tworzy kino w pełni „swoje” – sami są autorami scenariuszy do filmów, które reżyserują i są ich producentami. Robi tak między innymi David Lynch, Jim Jarmush, Woody Allen, do pewnego stopnia David Mamet, choć ostatni dwaj nie do końca są uwolnieni od pieniędzy producentów. Stawianie Coenów w tym gronie oznacza jedną rzecz: są to twórcy kina autorskiego, którzy zdążyli dość wyraźnie wykształcić swój własny język. Oglądając ich film, już po kilku scenach nie ma wątpliwości, że oglądamy film Braci Coen. Dodatkowo montują wszystkie swoje filmy (z wyjątkiem jednego - „Arizona Junior”), robią to jednak pod pseudonimem Roderick Jaynes. Otaczają się też stałymi współpracownikami, jeżeli chodzi o kluczowe stanowiska na planie. Za zdjęcia w większości ich filmów odpowiada wybitny brytyjski operator Roger Deakins, a muzykę do wszystkich ich filmów komponuje Carter Burwell.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wspomniana wcześniej „amerykańskość” dzieł braci jest w pewnym sensie przewrotna. Z ich filmów można wywnioskować, że praktycznie żadna twarz Ameryki nie jest im obca, ale równocześnie nigdy nie traktują swojego kraju jako całości. Świat przedstawiony u Coenów ma pewne cechy wspólne, ale zawsze podkreślane są (czasem nawet karykaturalnie i z wielką przesadą) wyróżniki danego czasu i rejonu, w którym rozgrywa się akcja filmu. Operują oni co prawda stereotypami Ameryki znanymi na całym świecie, ale zawsze znajdują sposób, aby je odbić w krzywym zwierciadle i dość zgryźliwie wyśmiać lub obnażyć. Często zdarza się, że łączą różne gatunki kina i schematy, bawią się konwencjami, łącząc je w różne kombinacje. Kryminał spod znaku kina noir może być połączony z echami przebrzmiałej epoki hipisowskej i rozegrany w realiach początku lat 90. („Big Lebowski”), a prowincjonalny stan Missisipi okresu wielkiego kryzysu lat 30. może posłużyć jako tło do adaptacji „Odysei” Homera.
Kiedykolwiek i gdziekolwiek nie rozgrywałby się film braci, to świat, w którym znajdują się ich bohaterowie, ma pewne cechy wspólne. Przede wszystkim jest on w mniejszym lub większym stopniu złowrogi i niesie pewnego rodzaju zagrożenie albo nieszczęście dla bohatera. Protagonista zawsze zostaje postawiony wobec przeciwności losu, wynikających z czegoś, co można nazwać „regułami świata”, które Coenowie starają się często piętnować. Nowy Jork z filmu „Hudsucker Proxy” to drapieżne miasto, gdzie rządzi tylko pieniądz. Istnieje wyraźny podział na bogatych właścicieli wielkich firm, dopuszczających się nie do końca legalnych procederów, oraz biednych, szarych obywateli dla nich pracujących. Jest to miejsce dzikie, wypełnione po brzegi regułami, zasadami i konwenansami, według których główny bohater nie potrafi postępować. „Fargo” to jałowe pustkowie pokryte śniegiem, gdzie ludzie tkwią w pewnego rodzaju marazmie szarego dnia codziennego. Zagrożenie w tym świecie może płynąć nawet ze strony własnej rodziny. Również lżejsze filmy (ciężko mówić o komediach, bo każdy film braci posiada elementy czarnego i ironicznego humoru) rozgrywają się w światach nieprzyjaznych dla bohatera, który może zostać oszukany przez bogatą damę polującą na majątki kolejnych mężów („Okrucieństwo nie do przyjęcia”) lub napadnięty we własnym mieszkaniu w wyniku pomyłki i zbieżności nazwisk („Big Lebowski”).
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W tym nieprzyjaznym dla człowieka otoczeniu zostaje umiejscowiony bohater. Uogólniając, można także wyróżnić pewne cechy wspólne bohaterów Coenów. Najczęściej są to jednostki poza nawiasem przedstawionego nam społeczeństwa. Są to kryminaliści („Arizona Junior”, „Ladykillers”, „Bracie gdzie jesteś?”), jednostki aspołeczne i samotne („Człowiek, którego nie było”, „Fargo”, „Hudsucker Proxy”, „To nie jest kraj dla starych ludzi”), niespełnieni inteligenci („Barton Fink”, „Ladykillers”), nawet czasami buntownicy żyjący przeszłością („Ścieżka strachu”, „Big Lebowski”, choć bunt w tym drugim przypadku jest raczej pasywny). Bohater jest zwykle wytrącony z równowagi życiowej, najczęściej nie z własnej winy, tylko z powodu zbiegu okoliczności i, kolokwialnie mówiąc, „głupiego przypadku”, jaki go spotkał. Głównym wątkiem większości filmów jest próba odzyskania równowagi przez protagonistę. Co jest jednak dla braci Coen bardzo charakterystyczne, ich bohaterowie w większym lub mniejszym stopniu postępują wbrew zdrowemu rozsądkowi, głupio ryzykują, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów, co dość często prowadzi do eskalacji konfliktu, zaognienia między bohaterami, nowych konfliktów, a czasami nawet do tragedii.
Trudno jest ocenić postępowanie bohaterów pod względem moralnym. Z jednej strony zostają oni stawiani pod ścianą, doprowadzeni do sytuacji ekstremalnych, więc w pewnym sensie ich działania, jakiekolwiek by nie były, zasługują na pewną dozę tolerancji. Z drugiej strony ich nieracjonalność, niezdarność i głupota, szczególnie piętnowana przez braci Coen, nie pozwalają nam w pełni sympatyzować z bohaterami. Poczciwy H.I. McDunnaugh z filmu „Arizona Junior” to człowiek, o którym nie można powiedzieć, że jest zły. W pewnym sensie jego motywy są szlachetne, ale zaspokojenie matczynych uczuć bezpłodnej żony przez kradzież dziecka to postępowanie skrajnie nieodpowiedzialne i głupie. Oczywiście odkupuje on swoje winy i w dość onirycznym zakończeniu filmu odzyskuje równowagę, ale prawie przypłaca to życiem. Ulyssess Everett McGill z filmu „Bracie gdzie jesteś?” pragnie tylko wrócić do żony – znowu motywem działania są szlachetne uczucia takie jak miłość. Jedak aby zjednać się z małżonką, okłamuje towarzyszy drogi, obiecując im bogactwo w zamian za pomoc w ucieczce z więzienia i dotarciu do ukochanej.
Głupota bohaterów nie zawsze jednak jest wybaczana i prowadzi do dobrego zakończenia. Jerry Lundegaard, bohater filmu „Fargo”, to mająca poważne kłopoty finansowe głowa rodziny. Posiada nudną i słabo płatną pracę, ma pomysły na swój własny biznes, jednak doskwierają mu problemy ze znalezieniem na nie funduszy. Tonie w długach, jednak nic nie mówi rodzinie. Jego syn to zahukany i apatyczny nastolatek, teść to zrzędliwy sknera, który nie traktuje Jerry’ego jak członka rodziny, jedynie żona wydaje się wyrozumiała i darząca bohatera jakimikolwiek pozytywnymi uczuciami. Trudno jednak współczuć Jerry’emu, skoro właśnie swoją żonę – jedyną osobę, która go rozumie i popiera – każe porwać wynajętym bandytom, aby wyłudzić okup od bogatego teścia. W tej spirali kłamstw bohater się gubi, a potem zatraca bez powrotu i w pewnym sensie sam ściąga na siebie tragedię. Niektóre postacie są „karane” przez los, nawet jeżeli w ich postępowaniach nie ma ewidentnej winy. Choćby postępowali niemoralnie i ryzykownie, to cena, jaką za to płacą, jest nie współmierna do winy. Llewelyn Moss, bohater filmu „To nie jest kraj dla starych ludzi”, to prostolinijny i poczciwy kowboj, żyjący z żoną dość prosto w przyczepie kempingowej gdzieś na teksańskiej prowincji. Los kusi go dwoma milionami dolarów znalezionymi na pustyni przy zwłokach handlarzy narkotyków. Niemoralnym było wziąć pieniądze, więc w pewnym sensie Moss sam jest sobie winien nieszczęścia, które na siebie ściągnął, nie wiedział jednak, że będzie ścigany przez wcielenie zła pod postacią demonicznego Antona Chigurha.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zło także jest przez braci Coen traktowane ciekawie. Żaden z ich filmów nie posiada typowego czarnego charakteru. Antagonista bywa dwojaki. Pierwszy to ten niematerialny, czyli ogólnie, rzecz biorąc, świat, przypadek, zbieg okoliczności, które czasem traktować można jako przeznaczenie lub sprawiedliwą karę. Ed Crane, bohater „Człowieka, którego nie było”, w samoobronie dopuszcza się mordu na kochanku swojej żony, którego uprzednio szantażował. Nie zostaje jednak skazany na śmierć za ten mord, lecz za zbrodnie, której się nie dopuścił. Chciwość i głupota okazują się zgubą Jerry’ego Lundegaarda, którego nie tylko dosięga sprawiedliwość ze strony prawa, ale także ginie jego żona i teść, a rodzina, którą zbudował, przestaje istnieć. To jedno oblicze zła, czyli nieadekwatna kara za grzechy bohaterów. Jego drugie oblicze to najczęściej postać, którą umownie można nazwać wcieleniem zła, diabłem, posłańcem piekieł, który otrzymuje ludzką postać i prześladuje bohaterów. Już w pierwszym filmie braci można znaleźć początki tego podejścia do antagonisty. Detektyw Visser został co prawda wynajęty przez zazdrosnego męża głównej bohaterki, ale im bliżej zakończenia filmu tym bardziej staje się on jej symbolicznym „cieniem”, prześladowcą, który jej nie opuści, dopóki sam nie zostanie pokonany. Rozwiązanie fabularne końca filmu dość wyraźnie to sugeruje. Główna bohaterka, uciekając przed nieznanym oprawcą, jest przekonana, że to jej mąż. Ten natomiast został wcześniej zamordowany. Zatem nie staje ona w opozycji do swojego męża, czyli namacalnego antagonisty, ale siły, którą on sam uwolnił i której nie mógł opanować, bo zginął z jej rąk.
W następnym filmie także pojawił się wynajęty łowca głów, potraktowany przez Coenów o wiele bardziej humorystycznie i celowo przerysowany. Olbrzymi harleyowiec mknie nocą przez puste drogi Arizony, buchając ogniem z rur wydechowych i zabijając niewinne króliki, a gdy zostaje postrzelony, to ogień bucha z jego ran. Poczciwy komiwojażer grany przez Johna Goodmana w „Barton Fink” na końcu okazuje sie seryjnym mordercą, który w onirycznym finale filmu brutalnie rozprawia się ze ścigającymi go detektywami w spowitym ogniem korytarzu. Podobnie postacie to szeryf w „Bracie gdzie jesteś?” i Gear Grimsrud w „Fargo”. Jeżeli chodzi o ucieleśnienie zła, to bracia osiągnęli szczyt jego bezduszności i anonimowości w „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Anton Chigurh to od samego początku filmu nieokiełznane i nieukierunkowane zło. Spotkanie z nim oznacza śmierć, bez powodu, bez wytłumaczenia. Po prostu ten, kto go spotkał, miał pecha. Jest on w pewnym sensie integralną częścią świata, w którym żyją bohaterowie, bo pojawia się w nim, zanim zawiązana zostaje intryga, czyli Llewelyn Moss przywłaszcza pieniądze. Wtedy zło zostaje ukierunkowane, aby wymierzyć sprawiedliwość, ale jak to u braci Coen, dotyka ono także tych, którzy je uwolnili. Trudno określić, na ile postać Antona Chigurha jest prawdziwa, a na ile to projekcja szeryfa Bella i Llewelyna Mossa. Żaden z dwóch protagonistów nigdy nie widzi go na własne oczy. Sam Chigurh dwuznacznie wypowiada się o swojej osobie – w momencie, gdy przestraszony pracownik biura pyta, czy on też zginie, Chigurh odpowiada: „To zależy. A czy mnie widzisz?”. Można to rozumieć dwojako. Pierwszy trop to ironiczna poza Chigurha, mówiącego, że oczywistym jest dla niego niepozostawienie przy życiu żadnego naocznego świadka. Drugie interpretacja wiąże się z faktem, że stanowi on pewną sprawiedliwość, spotykającą jedynie tych, którzy mieli z nim do czynienia. Tylko oni (czyli tajemniczy właściciel firmy) mają z nim związek i tylko oni go widzą. Poboczni świadkowie nie mają nic wspólnego ze złem. Zatem „Czy mnie widzisz?” może być traktowane jako pytanie, czy chcesz mieć cokolwiek ze mną wspólnego i wpuścić mnie do twojego życia.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zło nie jest jedynym metafizycznym lub nie do końca realnym elementem filmów Coenów. Nie we wszystkich, ale w części z nich występują typowo fantastyczne elementy fabuły, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Kilka razy pojawia się deus ex machina, ratujący głównego bohatera z opresji lub też przewrotnie pozostawiający go samemu sobie i jedynie zaznaczający swoją obecność. Powódź i zalanie jeziora jest wspominane w filmie „Bracie gdzie jesteś?” już na początku. Sama fala powodziowa pojawia się natomiast wówczas, gdy główny bohater stają twarzą w twarz z „umownym” diabłem i szczerze modli się do Boga. Jego modlitwa zostaje wysłuchana, a olbrzymia fala ratuje go z opresji. W filmie „Hudsucker Proxy” główny bohater, Norville Barnes, rzuca się z dachu budynku ku niechybnej śmierci, jednak zatrzymany zostaje zegar na wieży i tym samym zamiera on w locie, a gdy wisi nieruchomo w powietrzu, widzi swojego zmarłego wcześniej szefa w stroju anioła. Przynosi mu on dobre wieści i zmienia bieg zdarzeń. W „Człowieku, którego nie było?” latający spodek stylizowany na kino katastroficzne lat 50. nawiedza bohatera prawdopodobnie we śnie tuż przed jego egzekucją. Obecność wyższej siły sprawczej zostaje jedynie zaznaczona, ale nie interweniuje ona, a tym samym daje do zrozumienia, że bohater musi odpokutować za grzechy.
Jak wcześnie zostało wspomniane, bracia Coen bardzo umiejętnie wykorzystują schematy filmowe wielokrotnie powielane przez kino w rożnych jego okresach. Historia detektywistyczna ma za głównego bohatera nie cynika w prochowcu, a podstarzałego hipisa. Na sejf w kasynie nie napada byle złodziej, ale filozofujący doktor. Dodatkowo bracia wydają się zawsze lokować akcję w charakterystycznych miejscach i epokach, które we współczesnej kulturze amerykańskiej urosły do rangi mitu. Mowa tu na przykład o okresie wielkiego kryzysu, zarówno w miastach („Hudsucker Proxy”), jak i na prowincji („Bracie, gdzie jesteś?”). Pojawiają się też czasy prohibicji i charakterystycznych dla tamtego czasu karabinów typu Thompson z okrągłym magazynkiem („Ścieżka strachu”). Nawet gdy czasy są mniej ważne, to miejsce zawsze pozostaje dla Coenów istotne. Jeżeli akcja rozgrywa się w Teksasie, jest to wyraźnie zaznaczone różnymi elementami stereotypowymi dla tego obszaru. Często stereotypy te są celowo wyolbrzymione: akcent bohaterów, kostiumy, muzyka itp.
Mimo że bracia Coen najczęściej tworzą filmy w oparciu o własne scenariusze, niebędące adaptacjami dzieł literackich (z dwoma wyjątkami), to nie ukrywają, że wielokrotnie wzorowali się na Stanleyu Kubricku. Rzeczywiście, miejscami można odnieść takie wrażenie. Szczególnie jeżeli chodzi o humor, który w ich komediach miejscami przypomina ostrą satyrę „Doktora Strangelove”. Ostatnio da się także zauważyć to nawet w sferze realizacyjnej filmu, głównie w warstwie wizualnej. Niespieszne ruchy i precyzyjne skomponowane kadry Rogera Deakinsa przypominają miejscami dokonania Johna Alcotta. Ale jeżeli wzorowanie się na Kubricku nie jest do końca wyraźne, to istnieją inni twórcy, na których dziełach bracia Coen bezwątpienia się opierają. Są nimi… bracia Coen. Pomijając podobny rys głównego bohatera, postaci zła i wrogości świata, którym zawsze jest określony zakątek Ameryki, bracia bardzo często świadomie wykorzystują elementy wizualne, scenograficzne lub rozwiązania fabularne ze swoich poprzednich filmów. Motyw skradzionych pieniędzy w walizce pojawia się w trzech filmach, prolog na tle statycznych obrazów z głosem głównego bohatera w dwóch. Detektyw śledzący głównego bohatera w volkswagenie garbusie także występuje w dwóch filmach, podobnie jak scena, w której główny bohater, uciekający przed oprawcami, grozi bonią przypadkowemu kierowcy półciężarówki. Można by jeszcze długo wymieniać podobne przykłady, ale pewnym jest, że bracia są twórcami świadomymi swojego dorobku i potrafiącymi go umiejętnie wykorzystać.
Na koniec warto wspomnieć o pewnego rodzaju paradoksie, który spotkał Joela i Ethana Coenów. Zostali oni bowiem wyróżnieni najbardziej prestiżowymi, ale także przeznaczonymi głównie dla typowych hollywoodzkich produkcji nagrodami, czyli Oscarami. Moim zdaniem słusznie, ponieważ „To nie jest kraj dla starych ludzi” jest filmem wyjątkowo oryginalnym, formalnie niemal doskonałym, pozostawiającym duże pole interpretacyjne. Różni się on jednak od typowych obrazów zwykle nagradzanych Oscarem. Do tej pory Coenowie byli uważali w Hollywood za pewnego rodzaju wyrzutków. Robili filmy za własne pieniądze i po swojemu. Produkcją pozbawionyą happy endu, a w zasadzie nieposiadającą (z premedytacją) jakiegokolwiek zakończenia, zdobyli uznanie Akademii, która wcześniej wolała ich unikać. Trochę to ironicznie, gdyż można odczuć, że w filmach nienajlepiej wyrażają się o swej ojczyźnie oraz uwielbiają ją krytykować i piętnować jej wady. Może przyznając Oscara, ktoś zauważył, że za tym krytykanctwem i wyśmiewaniem kryje się autentyczna troska o kraj. To kolejny powód, aby nazwać braci Coen twórcami prawdziwego kina amerykańskiego, jakich jest w gruncie rzeczy niewiele.
![]() |
.
































Bardzo powierzchowny i praktycznie nic nie wnoszący do tematu tekst. Jedynie dla osób, które o Coenach nie widzą nic. JoEtCytuj
Możliwe, ale na piątkę i Profesora Machwitza wystarczyło :) KoleśCytuj