Bóg w kinie – subiektywny przegląd

Kategoria: Opracowania

Z tego, że niebanalnych filmów podejmujących się ukazania postaci Boga jest tak niewiele, zdałem sobie sprawę dopiero tworząc niniejszy tekst. Niestety, o ile tandetnych, seryjnie produkowanych ekranizacji kolejnych fragmentów Biblii nie brakuje (o czym ostatnio przypomina w każdą niedzielę nasza niezawodna TVP monotonnym głosem Stanisława Olejniczaka), o tyle niezmiernie trudno jest odnaleźć w odmętach pamięci jakiś ciekawszy wizerunek Stwórcy uwieczniony na celuloidowej taśmie. Postanowiłem przedstawić takie oto wyjątki i uszeregować je kolejności nieprzypadkowej, acz będącej jedynie bezpretensjonalną zabawą. Wyjaśnić też należy, że chodziło mi tylko o sam wizerunek Boga, także w takim wypadku, gdy jego postać pojawiła się epizodycznie, niekoniecznie musiał o nim traktować cały film. Nie uniknąłem też przywiązania do tradycji chrześcijańskiej, przez co Bóg jest w tym tekście niejednokrotnie utożsamiony z Chrystusem. Ponieważ na tę listę składa się zarówno mój subiektywizm, jak i brak dostatecznej filmowej erudycji, gorąco proszę o dzielenie się w komentarzach swoimi propozycjami. Zatem, rozpoczynamy naszą filmową lekcję religii.

XII

Jezus z Nazaretu (reż. Franco Zeffirelli) – 1977

Jezus z Nazaretu

O tym filmie po prostu wypada wspomnieć ze względu na jego niemalże stuprocentową wierność tekstom ewangelicznym oraz pamiętną kreację Roberta Powella w roli Jezusa, która zadomowiła się w masowej wyobraźni do tego stopnia (pamiętacie kwestię Fiennesa z „In Bruges” w czasie akcji na wieży?), że do dziś można czasem znaleźć różnego rodzaju dewocjonalia z jego filmowym wizerunkiem, co słusznie zirytowało aktora. Film Zeffirelliego przytłacza dokładnością rekonstrukcji realiów historycznych, kulturowych i politycznych i to głównie dlatego warto się z nim zapoznać (czy ktoś jeszcze tego nie zrobił?), bo jeśli o samą treść Ewangelii chodzi, to odpowiedź jest jedna: książka i tak jest lepsza.

XI

Dogma (reż. Kevin Smith) – 1999

Dogma

Czy Kevin Smith nakręcił dziesięć lat temu jeden z najbardziej antykatolickich filmów w historii kina? Nie wydaje mi się. „Dogma” zdaje się raczej szydzić z naszych przyzwyczajeń, religijnej bezmyślności, ślepej wiary w dogmaty i przywiązania do tradycji za wszelką cenę. Wiele wyobrażeń na temat Boga i życia duchowego tkwi bowiem nie w religii jako takiej, lecz w tym, co sami sobie dopowiedzieliśmy. Wizerunek Boga wg Smitha jest tu najlepszym przykładem: urocza kobieta obdarzona dużym poczuciem humoru o twarzy Alanis Morissette. W oczach niektórych ortodoksów już w tym momencie mamy do czynienia z niebywałą herezją. Tymczasem, kto poważnie podchodzący do religii upiera się przy tym, że Bóg jest mężczyzną? Skoro wedle teologii jest bytem bezpłciowym, dlaczego więc nie pokazać go jako kobiety? Na podobnej zasadzie działa praktycznie cały film i za to, jako przedstawiciel ciemnogrodu, panu reżyserowi dziękuję.

X

Monthy Python i Święty Graal (reż. Terry Gilliam, Terry Jones) – 1975

Monty Python i Święty Graal

Pan ukazujący się królowi Arturowi i jego dzielnym kompanom. To kolejny przykład tego, jak bardzo Bóg bywa do nas podobny, a my do Niego.

- Nie klękajcie. Nie cierpię tego. – Przepraszamy. – I nie przepraszajcie. Zawsze, kiedy chcę z kimś pogadać, wciąż słyszę „wybacz mi to, tamto…”, albo „nie jestem godzien”. – Co znowu robicie? – Odwracamy wzrok, o Panie. – Przestańcie! To takie przygnębiające, tak, jak te ponure psalmy…

IX

Begotten (reż. E. Elias Merhige) – 1991

Begotten

Czegóż można się spodziewać od gościa, który ma na koncie współpracę z zespołem Marylin Manson? Czegoś maksymalnie obrazoburczego i wstrząsającego? Otóż nie. Okazało się, że jego „Begotten”, film w pewnych kręgach kultowy, szerzej jednak praktycznie nieznany to opowiastka garściami czerpiąca z religii pogańskich, która nie reprezentuje sobą niczego nowego prócz niezwykle męczącej oprawy audiowizualnej. Fabułę (jeśli można o takowej mówić) można przedstawić w kilku słowach: Bliżej nieokreślony bóg popełnia samobójstwo, wycinając swoje wnętrzności przy pomocy czegoś w rodzaju brzytwy. Z jego krwi rodzi się Matka Ziemia, która zapładnia się jego nasieniem, po czym rodzi syna, z którym zstępuje na świat, gdzie są oboje czczeni przez tajemnicze humanoidalne istoty. Największym błędem Merhige’a jest rozciągnięcie filmu do długiego metrażu. Może i dałoby się nawet znieść niesamowitą monotonię tego, pozbawionego jakichkolwiek dialogów i akcji obrazu, lecz całość i tak dyskwalifikuje użycie tak wielu filtrów zanieczyszczających czarno-biały obraz, że przez większość czasu nie widać kompletnie nic. Początek można sobie obejrzeć na youtube, resztę odradzam.

VIII

Bruce wszechmogący (reż. Tom Shadyac) – 2003

Bruce Wszechmogący

Bóg o wyglądzie Morgana Freemana był dla niektórych równie wielką niedorzecznością, co czarnoskóry prezydent USA. W tej całkiem zabawnej (momentami) komedii z Jimem Carreyem Stwórca to sympatyczny facet, zapracowany, nieco zmęczony swoją codzienną robotą, a przy okazji ktoś, z kim można normalnie pogadać, czy nawet się pokłócić. Oto i obraz Boga, który dzisiaj zaczyna dominować, zastępując wyobrażenie o Nim jako Istocie surowej, gniewnej i tylko czekającej na okazję, by złoić nam tyłki. U progu dwudziestego pierwszego wieku taki film przeszedł bez żadnych oporów, zyskując sympatię także u wierzących. Czy tak samo byłby odebrany na przykład czterdzieści lat temu?

VII

Dziesięcioro przykazań (reż. Cecil B. DeMille) – 1956

Dziesięcioro przykazań

To jeden z nielicznych przypadków, gdy reżyser po latach kręci remake swego własnego filmu. Można śmiało powiedzieć, że filmu DeMille’a, w tym ów najsłynniejszy, traktujący o wyzwoleniu Izraelitów z niewoli egipskiej, na stałe wprowadziły tematykę biblijną do dziesiątej muzy, czyniąc z niej materiał na wielkie, epickie widowiska charakterystyczne dla starego Hollywood. Wprawdzie Bóg nie jest tutaj bezpośrednio pokazany (film jest dość wierną adaptacją Księgi Wyjścia), lecz efekty jego działań robią do dzisiaj niemałe wrażanie, tak jak w sztandarowej sekwencji przejścia przez Morze Czerwone.

VI

Pasja (reż. Mel Gibson) – 2004

Pasja

Swego czasu ci, którzy widzieli w gibsonowskiej „Pasji” coś więcej, niż „snuff movie” z Chrystusem w roli głównej (bo i takich było niemało), zachwalali rzekomą wierność historycznym realiom i wręcz paradokumentalny charakter zapisu ostatnich dwunastu godzin z życia Jezusa (choć w istocie jest adaptacją zapisów objawień, jakich ponoć miała doświadczyć bł. Anna Katarzyna Emmerich). Miał powstać dosadny i bezpośredni zapis Męki Pańskiej. Tymczasem, w moim odczuciu jest to najbardziej przeestetyzowany filmowy wizerunek Zbawiciela, jaki dane mi było do tej pory oglądać. Malarskie, precyzyjnie skomponowane ujęcia, pompatyczna, nastrojowa muzyka, zwolnione ujęcia stosowane aż do przesady – to wszystko sprawia, że do dziś nie potrafię sam sobie odpowiedzieć, czy film Gibsona, to sztuka, czy tandeta. W każdym razie, czego by o nim nie mówić, zakrwawiony i udręczony Chrystus stał się na nowo jedną z ikon popkultury.

V

Ewangelia według Mateusza (reż. Pier Paolo Pasolini) – 1964

Ewangelia według Mateusza

Za komentarz i uzasadnienie tak wysokiej w sumie pozycji filmu Pasoliniego w moim prywatnym rankingu niech posłuży tekst naszej byłej klubowiczki (do przeczytania tutaj), pod którym pozostaje mi się tylko podpisać i przytoczyć słowa samego reżysera (przypomnę: skandalisty, lewaka, homoseksualisty, reżysera „Salò, czyli 120 dni Sodomy” – wybierzcie sobie, co najgorsze):

Nie wierzę w Chrystusa, syna Boga, ale wierzę w boskość Jezusa, tzn. wierzę, że jego człowieczeństwo jest tak wysokiej i szlachetnej próby, jest w takim stopniu idealne, że wykracza poza pospolite pojęcie człowieka.

IV

Głowa do wycierania (reż. David Lynch) – 1977

Głowa do wycierania

Dziwić może nieco obecność debiutanckiego pełnometrażowego filmu Lyncha, ale skoro sam twórca dał nam możliwość dowolnej interpretacji, dlaczego z niej nie skorzystać? Tak więc – ilustracją Boga jest dla mnie tajemnicza postać mieszkająca na ukazanej w prologu filmu i wracającej później w kilku miejscach planecie, istota zmęczona, wyniszczona, cierpiąca. Siedzi w pomieszczeniu z maszyną wyposażoną w dźwignie, które zdają się kierować naszym losem. Jak pokazują dalsze wydarzenia, nie zawsze idzie jej to gładko, ludzie potrafią opierać się bożym planom, a nasze cierpienie staje się cierpieniem samego Boga (a może i na odwrót?). Oczywiście, ów tajemniczy mężczyzna może być również uosobieniem losu, przeznaczenia jako takiego, ale możliwość dopatrywania się w nim Boga bardzo mi się podoba.

III

Ofiarowanie (reż. Andriej Tarkowski) – 1986

Ofiarowanie

Pewien teolog, którego nazwisko nie uchowało się, niestety, w mojej pamięci, powiedział kiedyś, że zgadza się z ateistami we wszystkim, prócz tego, że Bóg nie istnieje, natomiast pewność co do Jego niebytu jest podyktowana niecierpliwością wynikłą z bożej nieobecności. Te słowa zdają się idealnie pasować do twórczości Tarkowskiego. „Ofiarowanie”, ostatni film twórcy, jest jej podsumowaniem. Bóg jest tutaj Nieobecnością i zarazem ludzką Tęsknotą. Tarkowski zdaje się sugerować, że owa nieobecność jest jedynie pozorna, wystarczy, aby człowiek rozbudził w sobie tę tęsknotę i pragnienie głębszego życia duchowego. Dlatego też bohaterem opowieści uczynił ateistę, człowieka inteligentnego i wszechstronnego, który zwraca się do Boga dopiero w chwili wybuchu wojny nuklearnej. Obiecuje Mu oddać wszystko, co kocha w zamian za ocalenie świata. Czy Bóg odpowie? Odpowiedź, jak zwykle u tegoż reżysera, jest bardzo subtelna.

II

Ostatnie Kuszenie Chrystusa (reż. Martin Scorsese) – 1988

Ostatnie kuszenie Chrystusa

Choć zgadzam się, że ewangelii według Scorsese daleko do pełnej zgodności z doktryną Kościoła, nie rozumiem tak wielkiego oburzenia z jakim się spotkała. Co więcej, w moich oczach film ten, który nie jest żadną miarą ciosem w wierzących, a jedynie swoistą wariacją na temat „co by było, gdyby…” lepiej oddaje istotę poświęcenia Chrystusa, niż „Pasja” Gibsona. Wszystko, czego potrzeba, to odrobiny otwartości i samodzielnego pomyślunku w czasie seansu. W sumie największą rozbieżnością z przekazem biblijnym jest ukazanie Jezusa (fantastycznie zagranego przez Willema Dafoe) jako człowieka nie do końca przekonanego o swoim boskim posłannictwie, a przez to bardziej podatnego na wszelkie pokusy. Największa z nich przychodzi dopiero pod koniec jego życia: Gdyby tak oddalić od siebie śmierć krzyżową i zostać, tak po prostu, zwyczajnym człowiekiem… Wielki i mądry to film, a scena kuszenia na pustyni jest zaś jedną z najlepszych, jakie widziałem w kinie w ogóle.

I

2001: Odyseja kosmiczna (reż. Stanley Kubrick) – 1968

2001: Odyseja kosmiczna

Spośród wszystkich prób ukazania Absolutu (jakież to dzisiaj modne słowo), żadna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak słynny czarny monolit z największego dzieła Kubricka. Tylko bowiem za pomocą symbolu można oddać coś tak nieuchwytnego, nasza wyobraźnia, język i rozum są zbyt ograniczone, by wyrazić Boga w bardziej wiarygodny sposób. Prostopadłościan o idealnej strukturze jest matematyczną doskonałością, a przez to odnosi się do czegoś w rodzaju świata idei opisanego przez Platona. Jest on niematerialny i niedostępny naszej rzeczywistości, będąc bytem doskonałym, odwiecznym i niezmiennym. Ów Bóg z „Odysei kosmicznej” kieruje historią i ewolucją rodzaju ludzkiego, w stosownych momentach wynosząc go o stopień wyżej w drabinie rozwoju. Według tego, co opowiedział nam Kubrick czterdzieści lat temu, nasze bytowanie w tym zimnym i obojętnym Wszechświecie ma jednak jakiś sens. A to jest bardzo optymistyczna myśl.

Komentarze (4) do artykułu “Bóg w kinie – subiektywny przegląd”

  • desjudi pisze:

    artykuł ciekawy, ale brakuje mi tutaj, oj bardzo brakuje, dwóch tytułów przychodzących na myśl od razu, gdy myśli zbaczają na teren Boga i filmu. Chodzi o pythonowski „Żywot Briana” i „Kontaktu” :)  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Fajny tekst – ciekawy pomysł, ciekawe przykłady, fajnie napisane :)  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Mnie też się podoba – pomysł i napisanie, bezpretensjonalne – co ważne ze względu na temat. Co do przykładów – jak najbardziej popieram, a że przegląd jest subiektywny, nie możemy mieć żalu, że czegoś brakuje, albo coś znajduje się nie na tym miejscu, jakie byśmy sobie życzyli. Ja, osobiście, zgadzam się, zarówno z doborem przykładów, jak i, mniej więcej, z ich uszeregowaniem. Jedynie „Pasję” Gibsona przesunęłabym na ostatnia pozycję, albo w ogóle – „out”. Kilku filmów jeszcze nie znam, a więc po lekturze moja motywacja, by je wreszcie zobaczyć, została mocno uaktywniona. Jestem ciekawa, czy autor widział sztandarowy „Jesus Chrystus Super Star” (ja nie, brzmi to kuriozalnie, ale taka jest prawda)i jeśli tak, czy owa pozycja filmowa nie jest godna, by zając miejsce w pierwszej 10 -ce filmów o tej tematyce, czy po prostu umknęła w kalkulacjach?
    Chwilę pomyślałam, czy mogłabym jakis film dorzucić od siebie do listy, ale nic mi nie przyszło do głowy. Dwa najważniejsze wg mnie już są: „Ewangelia wg świętego Mateusza” i „Ostatnie Kuszenie Chrystusa”, po zobaczeniu jeszcze kilku – przyjdzie czas na moje zweryfikowanie tego, jakże ciekawego, rankingu. :)  Cytuj

    • matt pisze:

      Donia Agata: Jestem ciekawa, czy autor widział sztandarowy “Jesus Chrystus Super Star” (ja nie, brzmi to kuriozalnie, ale taka jest prawda)i jeśli tak, czy owa pozycja filmowa nie jest godna, by zając miejsce w pierwszej 10 -ce filmów o tej tematyce, czy po prostu umknęła w kalkulacjach?

      Z niejakim wstydem muszę wyznać, że dzisiaj niewiele już z tego filmu pamiętam, gdyż oglądałem go tylko raz i to w szczenięcym wieku. Myślałem o nim pisząc ten tekst, lecz uznałem, że nie ma sensu pisać cokolwiek na bazie mglistych wspomnień, a czasu nie starczyło na powtórkę, chcąc zdążyć z publikacją przed Świętami :)  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)