
nick massif
imię Łukasz
nazwisko Kozłowski
rok urodzenia 1984
miejscowość Burton upon Trent
e-mail widderstein@gmail.com
GG 4756303
![]()
![]()
![]()
Wydaje mi się, że wszystko zaczęło się we wczesnych latach 90tych, kiedy to rynek kaset VHS przeżywał swój złoty okres. Byłem kilkuletnim chłopcem kiedy miałem szansę zapoznać się z wieloma ówczesnymi hitami. Kino akcji, komedie, horrory. Oglądałem wszystko i w dużych ilościach. Nie byłem wtedy szczególnie wybredny. Takie tytuły jak: „Rambo”, „Tango i Cash”, „Zabójcza broń”, „Gliniarz z Beverly Hills”, „Szklana pułapka”, „Dirty Dancing”, „Ghost”, „Akademia policyjna”, „Lody na patyku” są wszystkim dobrze znane. Mógłbym wymieniać jeszcze długo ale przypuszczam, że większość z Was doświadczyła tego i jest świadoma klimatu tamtych lat, kiedy to siadało się wspólnie z rodziną, ze znajomymi czy sąsiadami przed telewizorem i oglądało najnowsze hity video. To był czas kiedy szczególnie umiłowałem sobie kino science-fiction. Oglądałem namiętnie „Obcych”, „Predatora”, „Mad Maxy”, „Robocopa” czy „Crittersy”, ale też nie gardziłem filmami klasy B, do których pewien sentyment nadal pozostał. Kilka lat później dzięki tematycznemu kącikowi w pewnym poczytnym niegdyś miesięczniku komputerowym, zainteresowałem się mangą i anime. Japońską animację obdarzyłem wtedy szczerą ale naiwną miłością, aby po latach i dziesiątkach obejrzanych pozycji móc spojrzeć krytycznym okiem i stwierdzić, że nie jest ona niczym szczególnym. Doszedłem do wniosku, że liczą się konkretne tytuły, nie zaś przynależność gatunkowa czy też kulturowa. Kształtował się więc powoli mój pogląd na kwestie filmowe, i z wiekiem zacząłem dostrzegać różnice między aktorstwem czy scenariuszem złym a dobrym. Uleciała gdzieś z czasem ta młodzieńcza i naiwna fascynacja kinem, a pojawił się surowy obiektywizm. Skutkiem była oczywiście zmiana wartości jakie cenię w filmie ale nie wpłynęło to mocno negatywnie na mój stosunek do kina mniej ambitnego. Nadal lubię obejrzeć od czasu do czasu coś typowo rozrywkowego, a nawet pozycje, które można by uznać za wyjątkowo niemądre ;) Ale to wyłącznie w odpowiednio małych dawkach. W filmach cenię niepokój, stan niepewności, kiedy widz przeżywa rozterki bohatera i może wczuć się w jego sytuację. Bardzo ważne jest dla mnie aby postacie wykreowane na potrzeby filmu wydawały się realne i autentyczne. Abym mógł czuć ich ból, bezsilność, rozpacz, ale też radość. Pomocny z całą pewnością jest też przemyślany scenariusz oraz odpowiednia muzyka. Mógłbym nazwać siebie fanem kina gangsterskiego, westernów, filmów animowanych (bardzo ogólnie), motywów wampirycznych, zombie i wielu innych ale wszystko zależne jest od efektu jaki twórcom danego obrazu udało się ostatecznie uzyskać.
| filmy
„Once Upon a Time in America” „Once Upon a Time in the West” „One Flew Over the Cuckoo’s Nest” „Tonari no Totoro” „Hotaru no haka” „The Remains of the Day” „Casablanca” „Eternal Sunshine of the Spotless Mind” „Dr. Strangelove” „Rocky Horror Picture Show” „Man on the Moon” „Fight Club” „Pulp Fiction” „Shawshank Redemption” i wiele innych… |
muzyka filmowa
„Requiem for a Dream” „Once Upon a Time in the West” „Donnie Darko” „Rocky Horror Picture Show” „The Mission” „The Godfather” „Dead Man” muzycznie z sentymentu… „Dirty Dancing” „Ghost” „The Transformers: The Movie” „La Bamba” „Lion King” |









