| |
Do kina podchodzę jako kompletny dyletant; moją wiedzę filmową częściej można mierzyć filmami, których nie widziałem, niż tymi, które obejrzałem, a do tego nie wiem nawet, kto zdobył Oskary trzy lata temu (o trzydziestu latach temu nie wspominając). Oglądam filmy, bo lubię -- znajduję w tym przyjemność na wielu płaszczyznach: od cieszenia oczu solidnymi wybuchami i rechotania przy niesmacznych żartach po głębokie przeżycia, długie przemyślenia i znajdowanie tzw. "prawdy o życiu". Również z pozycji dyletanta o filmach piszę i mówię -- bo z natury jestem nader gadatliwy oraz dlatego, że lubię dzielić się przemyśleniami, o ile tylko ktoś chce tego słuchać.
Nie wymieniam "ulubionych filmów", bo utworzona w ten sposób lista zmieniałaby się z dnia na dzień, w szczególności wraz z kolejnymi nadrobionymi brakami. Wymienię natomiast kilku twórców kina, których cenię i oglądam najczęściej, najchętniej -- albo też takich, których zwyczajnie szanuję. Kolejność przypadkowa: Kevin Smith, Quentin Tarantino, David Fincher, Darren Aronofsky, David Lynch, Lars Von Trier, Stanley Kubrick, Woody Allen, bracia Coen, Jim Jarmush.
Poza oglądaniem filmów tłumaczę literaturę anglojęzyczną, a po godzinach (wróć: pomiędzy godzinami) fotografuję, czytam (głównie fantastykę), grywam w gry komputerowe (za dużo) i RPG (za mało), słucham muzyki, zaś w wolnych chwilach zmagam się z własną osobowością.
|
|