![]() |
![]() |
![]() |
Kevin Smith atakuje ponownie. Po niezłych „Sprzedawcach 2” na tapetę wziął temat mocno oryginalny i o niewątpliwie wielkim potencjale, który jednak z łatwością można zmienić w coś wulgarnego i obrzydliwie niestrawnego. Na szczęście Smith ma znakomite wyczucie do balansowania na granicy między komediami oglądalnymi dla dorosłych a rajcującymi jedynie pryszczatych nastolatków. W łączeniu humoru rynsztokowego z sympatycznymi bohaterami i „prozwiązkowym” przesłaniem osiągnął niemalże mistrzostwo.
Początek „Zack i Miri kręcą porno” jednak nie zachwyca. Mamy platoniczną parę tytułowych przyjaciół, od lat mieszkających razem i od lat niemogących sobie ułożyć życia. Zack to gruby, nieprzyzwoity oblech (czyli Seth Rogen kolejny raz gra to samo), natomiast Miri (Elizabeth Banks) jest niebrzydką i sympatyczną dziewczyną, której aktywność w sprawach damsko-męskich polega jedynie na puszczaniu się z przypadkowymi kolesiami wyrwanymi w barze. I żyliby tak sobie we własnym burdeliku pewnie jeszcze długo, gdyby nie poważne problemy finansowe, które uniemożliwiły spłatę nawet tak podstawowych rzeczy jak rachunek za prąd.
Na tym etapie film prezentuje się kiepściutko i właściwie gdyby nie nazwisko reżysera- scenarzysty, nie warto byłoby marnować czasu. Godna uwagi jest tylko scena wyznań geja na przyjęciu absolwentów. Całą reszta to objawianie prawd pokroju: „Zamykaj drzwi, kiedy idziesz do kibla” oraz niewiarygodne motywy z brakiem jakichkolwiek funduszy czy też robieniem z Miri dziwki i szkolnego pośmiewiska w babcinych reformach. Przecież to nie ten typ dziewczyny! (Bo że śmiano się z Zacka, to nie dziwota). Na szczęście szybko robi się lepiej, dużo lepiej.
Zack namawia Miri na mały biznesik – let’s make a porno! I tu zaczyna się właściwy film. Temat niełatwy, ale dzięki Smithowi ukazany w sposób śmieszny, ciepły i bez uciekania się do fekalnego poziomu… no, to ostatnie to może nie do końca prawda. Cała banda zebranych przypadkowo niedoszłych gwiazdek pornobiznesu tworzy strasznie głupiutkie, ale zabawne i sympatyczne towarzystwo. Najbardziej rzuca się w oczy nieodłączny kompan Smitha z chyba wszystkich produkcji – Jason Mewes, tym razem nie w roli upalonego żulika Jaya, a wiecznie napalonego Lestera. Ta część filmu zdecydowanie na plus – komedie, które z wyczuciem rozprawiają się z tematami tabu, a jednocześnie próbują coś przekazać, to zbyt rzadkie zjawisko, by go nie docenić.
Trochę jednak szkoda, że Smith kolejny raz nakręcił to samo. Choćby w porównaniu do „Clerks 2” – zmienił rekwizyty, aktorów i scenografię, ale klimat i przesłanie pozostały identyczne. Z drugiej strony, po co zmieniać coś, co się podoba? Ta Smithowska pochwała przyjaźni, miłości i wierności oraz umiejętność pokazania w ciepły sposób bandy dziwaków i wykolejeńców, połączone z dość niewybrednym humorem, po prostu mi pasują. I choć nie jest to film, do którego będę powracał, to całkiem sympatycznie spędziłem półtorej godziny, czego i Wam życzę.








7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!