![]() |
![]() |
„Kandydat” to idealny przykład na to, że nawet z wyeksploatowanych filmowych schematów utalentowany twórca może wycisnąć jeszcze sporo i stworzyć całkiem porządne kino, sprytnie udające twór świeży i oryginalny. Trzeba było nieprzeciętnych reżyserskich umiejętności, aby z oklepanych, czasem już zatrącających o śmieszność motywów wyczarować przynajmniej dobry thriller. Zadania tego podjął się sam Jonathan Demme i w zasadzie to on stanowi jeden z dwóch filarów (drugim jest obsada), na których wspiera się ten film.
Cała intryga rozgrywa się wokół kandydatury Raymonda Shawa (Liev Schreiber), na wiceprezydenta USA. Zdobył on wielką popularność za sprawą bohaterskich wyczynów w czasie wojny w Zatoce Perskiej, kiedy jako biorący w niej udział sierżant niemalże w pojedynkę odparł niespodziewany atak nieprzyjaciela w trakcie rekonesansu przeprowadzanego przez pluton pod dowództwem kapitana Marco (Denzel Washington). Intensywna kampania wyborcza pod patronatem zdeterminowanej matki Shawa senator Eleanor (Meryl Streep) daje mu realną szansę na zwycięstwo. Tymczasem Marco odkrywa, że ta kandydatura, tak samo jak wydarzenia podczas „Pustynnej Burzy” jest częścią spisku bliżej nieznanej organizacji o nazwie Manchurian Corporate…
Czego tu nie znajdziemy: wielki spisek, tajemnicza organizacja, kontrola nad światem, implanty, wojskowe eksperymenty… Wszystko widzieliśmy już wielokrotnie w lepszym czy gorszym wydaniu. Usprawiedliwia to nieco fakt, iż „The Manchurian Candidate” jest w istocie remakiem filmu z 1962 roku pod tym samym tytułem, w naszym kraju znanym jako „Przeżyliśmy wojnę”. Wtedy zapewne owa spiskowa otoczka, jak i inne rozwiązania fabularne były czymś nowym i intrygującym, składającym się – jeśli wierzyć krytykom, jako że oryginału nie widziałem – na film wybitny. Dziś natomiast Demme wykreował „jedynie” sprawny, dopieszczony w każdym szczególe thriller, który jednak niknie w gąszczu podobnych mu produkcji.
Poza warsztatową sprawnością, oczywistą chyba w przypadku dzieł tego pana, urzeka tu jeszcze aktorstwo, zwłaszcza w wykonaniu pierwszego planu. Washington i Schreiber są tak przekonujący, że dzięki nim na czas seansu jestem w stanie uwierzyć w najbardziej nieprawdopodobne sytuacje, które zafundowali widzowi scenarzyści. Co ważne, aktorzy nie wpadają ani razu w przesadę, o co łatwo w rolach ciężko doświadczonych, trochę niezrównoważonych ekswojaków. Meryl Streep zaś, jak zwykle, nie pozwala ani na chwilę odwrócić wzroku od ekranu za każdym razem, gdy się na nim pojawia. W tym filmie widziałem żywych ludzi ze swoimi problemami, rozterkami, przywarami, a nie postaci–szablony skonstruowane podług poradnika niedzielnego scenarzysty.
Trudno pisać cokolwiek więcej o fabule, nie psując radości z jej odkrywania. Ową zabawę zawdzięczamy świetnej reżyserii, która sprawnie maskuje wszelkie scenariuszowe głupstwa. Dopiero z czasem zacząłem sobie uświadamiać, że zostałem oszukany przez reżysera, który sprawił, że bez oporów łykałem kolejne bzdurki rodem z podrzędnych „sensacyjniaków”. Czy to źle? Nie sądzę. W takim kinie chodzi przecież o dobrą zabawę, a tej z pewnością tutaj nie zabraknie. Lepiej nie doszukiwać się czegoś więcej, bo wtedy doświadczyć można przykrego uczucia, że nowy „Kandydat” jest tylko efektowną i przyjemną dla zmysłów wydmuszką.







7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!