![]() |
![]() |
![]() |
Po alkoholu robi się naprawdę durne rzeczy. Do takiej prostej konstatacji prędzej czy później każdy dochodzi. Pół biedy, gdy zdobywamy takową wiedzę na podstawie obserwacji zachowań innych. Gorzej, gdy opieramy ją na własnych doświadczeniach. W tym pierwszym przypadku mamy temat do żartów przez kilka tygodni, w tym drugim sami stajemy się ich bohaterami. Najbezpieczniej jest więc obserwować wzloty i upadki osób odurzonych na filmach – nikt nie poczuje się dotknięty drwinami, a i z nas nikt nie zadrwi. Filmów o urokach zabaw w stanie odurzenia (tak alkoholowego, jak i narkotycznego) powstało już niemało. „Kac Vegas” nie jest więc pod tym względem ani wielce nowatorski, ani specjalnie oryginalny. Na tle innych filmów wyróżnia się przede wszystkim konstrukcją scenariusza, który oparty jest na swoistym śledztwie, a konkretnie podążaniu bohaterów własnymi śladami w celu ustalenia, co dokładnie nabroili poprzedniej nocy. Pierwsze skojarzenie – „Stary, gdzie moja bryka”. Spokojnie, to jedyna zbieżność z tą mierną komedyjką, której szczerze nie znoszę.
„Kac Vegas” opowiada o wyprawie czterech przyjaciół do Las Vegas w celu opicia ostatnich kawalerskich godzin życia jednego z nich. Przed ruszeniem na miasto wypijają na dachu hotelu Jaggermaistera i… to jest ostatnia rzecz, którą pamiętają. Jak się okazuje, trunek był z domieszką, bp przyszły szwagier pana młodego postanowił podkręcić poziom zabawy, aplikując współbalangowiczom po tabletce ecstasy. Niefortunnie jego diler pomylił pigułki i sprzedał mu „tabletkę gwałtu”. tym samym zapewniając czwórce bohaterów szaloną noc, z której nic nie zapamiętają. Nie byłoby to może takie straszne, gdyby rano po przebudzeniu nie odkryli, że zdewastowali hotelowy pokój, zgubili pana młodego, a w zamian weszli w posiadanie tygrysa, niemowlaka i kurczaka. Cóż zrobić: głowy łupią, w pamięci dziury, a tygrys okupuje łazienkę, ale czas nieuchronnie ucieka. Trzeba więc zakasać rękawy, odnaleźć pana młodego i dowieźć go na czas na uroczystość.
Już na początku należy wyjaśnić jedną rzecz. To nie jest kolejna głupawa komedia o chlaniu i ćpaniu. Pewnie dlatego, że opowiada o skutkach tychże przyjemności. To, co w tym filmie najlepsze, to kombinowanie wraz z bohaterami, co w zasadzie zaszło feralnej nocy, i uczucie zadziwienia kolejnymi wychodzącymi na jaw wydarzeniami. Histerycznie śmieszne to wprawdzie nie jest, kultowych tekstów, które powtarzałoby się w gronie znajomych, też nie zaobserwowałem, ale wątpię, czy twórcy mieli ku temu ambicje. To miała być nabuzowana pozytywną energią historia, która utrzymuje uśmiech na twarzy widza, dbając przy tym o brak znużenia kolejnymi lawinowo po sobie występującymi wydarzeniami. Nie wiem, na ile jest to efekt pierwszego seansu i czy przy kolejnym podejściu odczucia będą podobne, ale na chwilę obecną stwierdzam, że z zadania tego twórcy wywiązali się na medal. Jako bonus mamy jeszcze całkiem fajną galerię postaci, w tym niezłego Bradley’a Coopera (to druga, po „Kobiety pragną bardziej”, warta uwagi komedia z jego udziałem w tym roku, trzeba będzie uważniej przyglądać się jego kolejnym filmom) oraz wpadający w ucho soundtrack, który od jakiegoś czasu często gości w moim odtwarzaczu. Czy trzeba wymagać czegoś więcej od pozytywnej komedii oglądanej dla rozluźnienia?








7/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!