Dżoni ma dwadzieścia parę lat. Do wojska trafił dlatego, że nie znalazł lepszej pracy. Po porannej pobudce jego oddział wsiada do autobusu i zostaje wywieziony na cichą, spokojną farmę. Słońce praży. Żołnierze czekają. Nie wiedzą, po co tam są. Siedzą. Spacerują. Palą papierosy. Ciężarówki zaczynają zwozić jeńców. Dowódca demonstruje podwładnym, jak wykonywać egzekucję. Dżoni jako jedyny odmawia, mówi, że nie może – lecz po chwili dołącza do towarzyszy, choć nikt nie zmuszał go nawet słowem. Później Serbowie piją wódkę, wymieniają strzępki zdań na nieistotne tematy, patrzą w dal. Nie rozmawiają o wykonywanym zadaniu. Następnie przybywa kolejny transport bośniackich więźniów. Najgorzej jest wtedy, gdy podczas egzekucji nie chcą się odwrócić i kiedy patrzą swym katom w oczy.
Pod względem formalnym „Zwykli ludzie” to film tak chłodny, jak to tylko możliwe. Niemalże pozbawiony dialogów, pełen długich ujęć, umyślnie celebrujący „niedzianie się” w przerwach między egzekucjami. Debiutujący w długim metrażu reżyser Vladimir Perisić nie oferuje widzowi nawet śladu odautorskiego komentarza. Młodzi chłopcy rozstrzeliwujący więźniów to tytułowi zwykli ludzie – w oczach wykonawców masakry w Srebrenicy brak zawziętości, brak okrucieństwa. Reżyser filmuje wydarzenia w taki sposób, że można odnieść wrażenie, iż to kolejny niewyróżniający się dzień w ich życiu. Na powierzchni nie okazują uczuć. Jednakże gdy patrzymy na twarz Dżoniego, widzimy, że wszystko buzuje pod powierzchnią. Mężczyzna milczy i tak jak każdy z towarzyszy pozostaje samotny z brzemieniem swych czynów. Kamera studiuje jego rysy, jego spojrzenie, a my, oglądający, we własnym zakresie musimy uzupełnić te obrazy o treść jego myśli.
Na ENH nigdy nie brakuje powolnych filmów rozegranych w milczeniu, jednak w przypadku „Zwykłych ludzi” nowohoryzontowa stylistyka, zazwyczaj budująca melancholię i medytacyjny nastrój, służy zgoła innemu celowi. To świetnie skrojone kino, doskonale rozkładające akcenty, przedstawiające największe współczesne europejskie ludobójstwo w sposób niemalże kliniczny. Nie od dziś bardzo lubię taki sposób prezentacji tragicznych, kontrowersyjnych wydarzeń (jak choćby w „Locie 93”, nowozelandzkim „Nagle” pokazywanym na zeszłorocznym ENH, czy też tegorocznym konkursowym „Głodzie”). Film Perisicia idzie o krok dalej i zapada w pamięć na bardzo długo.





Oceń ten film na Filmaster.pl!
Tym razem zupełnie zgadzam się z recenzją.
Bardzo udany, prosty film. W odróżnieniu od „Jeziora” gdzie niedzianie się irytowało mnie, bo nie rozumiałem jego celu, tu odwrotnie, służyło pokazaniu zwyczajności tych godzin między egzekucjami.
Bardzo lubię tego rodzaju proste kino. Przypomniało mi nieco węgierskie obrazy z lat 50-60-tych pokazywane na festiwalu. Bez ekstrawaganckiego montażu, prosto, ale z pomysłem.
Jestem na tak. michukCytuj