![]() |
![]() |
![]() |
„Niczyj syn” w reżyserii Arsena Ostojicia to, w największym skrócie, film o rozgoryczonym światem weteranie wojennym. Można by powiedzieć: znowu. Taki motyw powraca w kinie z różnych zakątków świata jak bumerang, a jednak dobrze zrobione filmy o tej tematyce wciąż poruszają i przejmują. Ciężko się temu dziwić, bo jak by to banalnie nie zabrzmiało, los młodych ludzi, których życie zrujnowała wojna, nigdy nie stanie się mniej wstrząsający. Z kolei historie z rejonu byłej Jugosławii oddziałują tym silniej, że dotyczą konfliktu niedawnego, piekielnie zaciętego i toczącego się właściwie tuż obok nas, pomiędzy narodami, które wcześniej połączyła historia.
Głównym bohaterem chorwackiego filmu jest Ivan. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, jak wielu jego rówieśników, zaczynał karierę rockmana, którą przerwała wojna. Ruszył na front i trafił do serbskiego obozu jenieckiego. Zmuszony do marszu przez pole minowe, stracił obie nogi. Jego ojciec, Izidor, więzień polityczny z lat siedemdziesiątych, obecnie kandyduje do chorwackiego parlamentu. W ich życiu, niczym duch przeszłości, pojawia się komendant milicji z czasów komunistycznych – Serb, który uratował Izidora od śmierci w areszcie. Teraz w zamian za dawną przysługę żąda pieniędzy, w przeciwnym razie ujawni niewygodne fakty, które zrujnują karierę polityka. Stopniowo na jaw wychodzą kolejne tajemnice i mroczne karty rodzinnej historii, która jednocześnie jest niejako historią całych Bałkanów.
„Niczyj syn” to tragedia, która nie pozostawia nadziei. Chociaż sam reżyser mówi, że jego bohaterowie nigdy nie są stuprocentowo dobrzy ani źli, to w filmie nikt nie wydaje się „czysty”. Każdy ma coś na sumieniu i niemal każdy ma krew na rękach. Ivana (rewelacyjna kreacja nieznanego dotąd również w Chorwacji Alena Livericia) poznajemy w barze, gdzie, pijany, prowokacyjnie śpiewa nacjonalistyczną serbską piosenkę. Choć dopiero później mamy w pełni zrozumieć jego motywację – film operuje bowiem zaburzoną chronologią – to już od pierwszych chwil melodia i słowa, wyśpiewane z nienawiścią do całego świata, przyprawiają o ciarki. Piosenka, piętno odciśnięte na umyśle bohatera w obozie, stanowi lejtmotyw, który będzie mu towarzyszył aż do finału. Ivan, doprowadzony na skraj szaleństwa, jest zdolny już tylko do takiej reakcji: pluje wszystkim w twarz, ostatecznie odwraca się od własnej tożsamości, która w świetle nowo poznanych faktów wymyka się jego pojmowaniu, i konsekwentnie dąży do autodestrukcji.
Pomimo przesycenia elementami postjugosłowiańskiej rzeczywistości i zawiłościami właściwymi tamtemu rejonowi, film Ostojicia ma wydźwięk uniwersalny. Tematyka jałowej egzystencji pokolenia skażonego wojną, niezrozumianego i porzuconego, porusza serca i umysły widzów niezależnie od szerokości geograficznej. Jednocześnie obraz po raz kolejny przypomina, jak wiele lat będzie musiało upłynąć, nim zabliźnią się rany na bałkańskiej ziemi. Czy doczeka tego pokolenie małego synka Ivana? Reżyser zdaje się nie udzielać jednoznacznej odpowiedzi, choć ciężko uznać to za przejaw optymizmu.
Obsypany w Chorwacji wszelkimi możliwymi nagrodami „Niczyj syn” nie jest filmem bez wad. Obok mocnych, zapadających w pamięć scen i angażujących sekwencji trafiają się momenty zbędnego przestoju, a napięcie bywa budowane w nieco zbyt ostentacyjny sposób: muzyka, choć sama w sobie dobra, chwilami pachnie niemalże Johnem Carpenterem, w warstwie fotograficzno-montażowej również trafia się kilka bombastycznych momentów. Niemniej jest to kino mocne, wiarygodne i warte uwagi. Jeśli w przyszłości ponownie trafi przed polską publiczność (jak dotąd film pokazano w konkursach na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2008 r. oraz podczas Lata Filmów 2009), polecam skorzystać z okazji.








4/6
Oceń ten film na Filmaster.pl!
pamiętam film z WFF w 2008. Jeden z lepszych jakie wtedy obejrzałem. Zresztą zapadł mi w pamięć do dziś i polecam go wśród znajomych.
„Mocny” dobrze określa to dzieło. pabloskiCytuj