![]() |
Początek filmu. Widzimy strażnika więziennego. Operator pokazuje zbliżenie na jego zdarte do krwi kłykcie. W głowie od razu pojawia się pytanie: od czego to? Od bicia więźniów? A może od walenia z frustracji w ścianę? Jakiś czas później poznajemy odpowiedź na to pytanie. Okazuje się, że poniekąd oba przypuszczenia były poprawne. „Głód” opowiada kolejny z niechlubnych (w zasadzie dla obu stron) krwawych rozdziałów konfliktu pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią. Rok 1981, skazani za działalność w IRA domagają się otrzymania statusu więźniów politycznych, rząd brytyjski kategorycznie odmawia. W efekcie Irlandczycy podejmują strajk w formie dość radykalnie… niehigienicznej. Mianowicie odmawiają noszenia więziennego ubioru, strzyżenia, golenia się i w ogóle – żadnego kontaktu z wodą. Powiecie, że nic w tym strasznego, co najwyżej będą im więdły nosy od fetoru współwięźniów? Niekoniecznie, w ramach dodatkowego „uatrakcyjnienia” całego protestu regularnie smarują całe ściany cel kałem a mocz wylewają na korytarz. Przepraszam co wrażliwszych czytelników, ale pewne rzeczy należało nazwać po imieniu, zwłaszcza, że reżyser nie szczędzi ich widoku.
„Głód” jest wzorcowym przykładem błyskotliwego debiutu reżyserskiego. Czterdziestoletni Steve McQueen (nie mylić z wiadomym aktorem) ma prawdziwy talent do tworzenia scen oczarowujących klimatem, który na długo po seansie kołata się pod czaszką widza. Nieobce są mu typowe dla nowohoryzontowego kina długie ujęcia (tutaj szczególnie pofolgował sobie w rozwlekłej scenie ukazującej czyszczenia korytarza z uryny), ale i scen pokazujących czysto techniczny kunszt się nie boi, a i aktorskiej pamięci stawia niejednokrotnie wyzwania, jak chociażby podczas długiej sceny rozmowy pomiędzy bohaterem a księdzem zrobionej na jednym ujęciu. Również fabularnie jest to mała rewelacja. Temat śliski. Z jednej strony kuszący możliwością podkreślenia bezduszności (i okrucieństwa) Brytyjczyków głuchych na niezłomne próby odzyskania wolności przez Irlandczyków. Z drugiej, napiętnowania działalności terrorystycznej organizacji IRA. Mcqueen pozostał neutralny, nie ulegając pokusie zamieszczenia odautorskiego komentarza. W trakcie seansu sympatia widza dryfuje pomiędzy obiema stronami konfliktu. Z jednej strony – mamy strażników więziennych, którzy żyją w ciągłym strachu. Każdego dnia przed wejściem do samochodu szukają pod podwoziem bomb, ich rodziny patrzą z napięciem przez okno na chwilę odpalenia silinika. W pracy muszą się zmagać z żyjącymi w skrajnym brudzie Irlandczykami, którzy ich nienawidzą i robią, co tylko w ich mocy, żeby uprzykrzyć Anglikom życie. Z drugiej strony – u podłoża zachowań tych drugich stoi szczytna sprawa. Strażnicy bynajmniej nie obchodzą się z nimi jak z jajkiem, tłukąc ich bez pardonu. Inna sprawa, że patrząc na to, co wyczyniają z więzienną przestrzenią i własnym ciałem członkowie IRA, nie sposób nie pomyśleć, że trzymanie ich krótko, przy pomocy pały i pięści jest jedynym sposobem na utemperowanie ich zachowania. Sposobem dość chybionym jednak, bo im większy Irlandczycy dostają wycisk, tym mocniej wierzą w słuszność swego zachowania. A później pojawia się tytułowy głód, czyli powolne umieranie ich przywódcy w proteście głodowym (pokazane ze wszystkimi okrutnymi szczegółami tej śmierci) i widz już w ogóle nie wie, z kim powinien sympatyzować. Ekstremistom irlandzkim, którzy już dawno przekroczyli próg szaleństwa, czy imperialistycznym angielskim świniom? Odpowiedzi na tę wątpliwość film nam nie podaruje. Za to materiał do fascynujących rozmyślań – jak najbardziej.






Oceń ten film na Filmaster.pl!
Szybki jesteś z recenzją. Ja miałem wybrać się na Głód, ale w końcu poszliśmy na http://www.imdb.com/title/tt0061536/ michukCytuj