Baraka (Baraka)

Kategoria: Krótkie ujęcie
Baraka
Baraka
Baraka

Baraka” to arabskie słowo oznaczające błogosławieństwo, lub też – co bardziej pasuje do filmu o takim właśnie tytule – esencję życia. Ron Fricke, który pokazał już, co potrafi w słynnym „Koyaanisqatsi”, gdzie był nie tylko autorem zdjęć, ale też współscenarzystą i montażystą, po kilku latach zaprezentował swoje w pełni autorskie dzieło. Nie pada w nim ani jedno słowo, brakuje tradycyjnej konstrukcji fabularnej i narracyjnej. To trwająca półtora godziny filmowa medytacja, na którą składają się tylko zdjęcia, montaż i muzyka. Śmiertelnie nudny film? Ależ skąd!

Fricke przez kilkanaście miesięcy podróżował po świecie, odwiedzając w sumie dwadzieścia cztery kraje na sześciu kontynentach. Z tych wojaży przywiózł obfity materiał, który z powodzeniem mógłby stać się czymś w rodzaju pięknego albumu z licznymi krajobrazami, jako że jego praca z kamerą momentami bardziej przypomina klasyczną fotografię, aniżeli typowe zdjęcia do filmu fabularnego. Jednak ambicjami twórcy nie był jedynie zestaw ładnie wyglądających widoków.

Jak się rzekło, „Baraka” to film medytacyjny. Nie chodzi jedynie o to, iż wspomniane zdjęcia są spokojne, przeważnie statyczne i po prostu piękne ze względu na warsztatową sprawność reżysera zdolnego przenieść na taśmę naturalne piękno otaczającego nas świata. To medytacja w pełnym tego słowa znaczeniu. Zdjęcia są zmontowane bardzo rytmicznie, z niesamowitą precyzją, poszczególne obrazy tworzą (a jednak!) pewną opowieść. Wędrówkę rozpoczynamy od spotkania z dziką, nieskażoną jeszcze przez cywilizację przyrodą, by za chwilę ujrzeć wspaniałą, kilkuminutową sekwencję ukazującą pluralizm religijny na całym świecie. Dzikie plemiona afrykańskie, tybetańscy mnisi, Żydzi, sufiści, chrześcijanie… wszyscy poszukujący tej jednej, jedynej Prawdy. Środkowa część filmu to jednak niewerbalne przemyślenia na temat druzgocącego wpływu wysoko rozwiniętej cywilizacji – nie tylko na środowisko naturalne, ale przede wszystkim na samych ludzi, których życie ulega coraz większej mechanizacji i rutynie, gdzie nie ma już miejsca na chwilę odpoczynku, ani zastanowienia się, za czym tak właściwie codziennie i bezmyślnie gonimy. Panoramy wielkich miast i potężnych przedsiębiorstw zestawione zostają z poruszającym obrazem południowoamerykańskich slumsów. Spokój egzotycznych plemion, żyjących gdzieś z dala od problemów „wielkiego świata” kontrastuje z malowniczym i upiornym zarazem widokiem płonących szybów naftowych w czasie wojny nad Zatoką Perską. Finałem tej wędrówki po piekle na ziemi jest wizyta w pozostałościach po barakach i komorach gazowych w Auschwitz (tak, jest polski akcent, nie jedyny zresztą). Zakończenie podróży jest jednak powrotem do jej początku. Ostatnią, bardzo klimatyczną i spokojną sekwencją jest indyjska ceremonia pożegnania zmarłych, kończąca się spaleniem ich ciał nad wodami Gangesu. Spokój bijący z tych zdjęć i ponowne zwrócenie uwagi na piękno przyrody zdaje się mówić, że może i my, ludzie, jesteśmy gatunkiem lubującym się w destrukcji, ale natura i tak sobie poradzi. Sama. Z nami lub bez nas.

Wszystko to opatrzono muzyką trudną do sklasyfikowania, ale jakże mogłoby być inaczej, gdy odpowiada za nią mistrz ambientu Michael Stearns i kultowy Dead Can Dance? Jest minimalistyczna, kojąca, a gdy trzeba – donośna i przenikliwa. To właśnie soundtrack sprawił, że zechciałem sięgnąć po dzieło, które ilustruje.

„Baraka” jest ostatnim filmem zrealizowanym przy pomocy bardzo kosztownego, lecz dającego niesamowitą jakość obrazu formatu 70mm. Naprawdę warto zaopatrzyć się w wydawnictwo Blu-ray. Wrażenia są niezapomniane i choćby dla nich warto pomedytować trochę nad esencją życia.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Baraka
Oryginalny tytuł: Baraka
Kraj: USA
Rok:
Reżyseria:
Ocena:  8/10
Oceń ten film na Filmaster.pl!