Salto w trumnie (Tabutta rovaşata)

Kategoria: Era Nowe Horyzonty

O wykluczonych, bezdomnych, pozbawionych szans w życiu powstaje wiele filmów – również w Polsce. Zwykle atakują szarością, porażają beznadzieją, przygnębiając widza na długie godziny. Przyznam, że na tym tle „Salto w trumnie”, debiut reżyserski Dervişa Zaima, odznacza się niejaką oryginalnością. Bohater filmu, Mahsun, to wyrzutek, bezdomny i bezrobotny, dla którego jedyną ucieczką od nieznośności życia codziennego są nocne przejażdżki w kradzionych samochodach, w których może się również ogrzać i przespać, a następnie rankiem odstawić je na miejsce. Jeśli nie znajdzie samochodu, wówczas pozostaje nocleg na budowie czy też w innym, równie niegościnnym miejscu. Wystarczy jedno spojrzenie na bohatera – na jego wielkie, naiwne oczy i poczciwą twarz zagubionego człowieka – by zrozumieć, że to nie jest zwykły „menel”, darmozjad i degenerat, ale postać wrażliwa, głęboko ludzka i nieszczęśliwa. Właściwie nigdy nie dowiadujemy się, czy z Mahsunem jest coś nie tak – może jest trochę opóźniony umysłowo, a może tylko wyalienowany. Jego kryminalna słabość powoduje kolejne zderzenia z bezdusznymi policjantami, kolejne wizyty na komisariacie, gdzie jest bity i poniżany. A jednak opowieści Zaima, mimo realistycznego tonu i przygnębiającej tematyki, nie brak swoistej poetyczności. Naturalizm życia na marginesie Stambułu kontrapunktują ekspresjonistyczne, jakby nierealne sekwencje okraszone świetną, oniryczną muzyką zespołu Baba Zula (który kojarzyć mogą widzowie znający film „Życie jest muzyką” Fatiha Akina, poświęcony muzycznej scenie metropolii nad Bosforem), a także gwałtowne cięcia i poszarpany, nie zawsze chronologiczny montaż, podkreślający zagubienie bohatera. Poza tym nad całością unosi się specyficzna, surrealistyczna aura: w żadnej chwili „Salto w trumnie” nie jest dosłownie zabawne, a jednak nieraz odczuwamy gorzki dystans, jakby całość ujęto w nawias niedosłowności. Do rangi symbolu urastają pawie świeżo sprowadzone do fortecy Rumeli – niegdyś otwartej dla wszystkich, dziś dostępnej za opłatą, na którą Mahsun nie może sobie pozwolić. („Nic już teraz nie wolno” – skarży się w pewnym momencie). Bohater kradnie jednego z nich, by go „uwolnić” i by wraz z nim, zamiast prawdziwego przyjaciela, jeździć bez celu po ulicach nocnego miasta. To, co z ręki Mahsuna spotka innego pawia w ostatniej scenie filmu, zdaje się pieczętować pesymistyczny wydźwięk filmu. Desperacja i koniec złudzeń? Może, bo los outsiderów takich jak Mahsun – nierozumiejących świata i chyba trochę niezrozumianych przez świat – jest przesądzony. Mimo to po seansie nie wychodzi się z sali z ciężkim sercem, co postrzegam jako zaletę, bowiem biorąc pod uwagę tematykę, przygniecenie widza realizmem i beznadzieją bywa aż nazbyt proste. Zaszczepienie w tę stylistykę odrobiny niedosłowności może dać lepsze rezultaty. Choćby z tego powodu „Salto w trumnie”, choć to kino ultraniskobudżetowe i szorstkie, zasługuje na uwagę.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Salto w trumnie
Oryginalny tytuł: Tabutta rovaşata
Kraj: Turcja
Rok:
Reżyseria:
Oceń ten film na Filmaster.pl!