Pogarda i uprzedzenie (Snide and Prejudice)

Kategoria: Era Nowe Horyzonty

Swoisty suplement do „Swastyki”. Bohater tegorocznego Nocnego Szaleństwa, Philippe Mora, zdążył już udowodnić, że spodziewać się po nim można wszystkiego: kosmitów zapuszczających sondy analne Christopherowi Walkenowi („Wspólnota”), superbohatera alkoholika, którego największą słabością jest w pełni wyposażony barek („Powrót kapitana niezwyciężonego”) czy też iście karkołomnego montażu urągającego wszelkim zasadom tej sztuki („Szalony pies Morgan”). A jednak tego, że film opowiadający o pacjencie zakładu psychiatrycznego wierzącym, że jest Hitlerem, okaże się filmem skłaniającym do refleksji, a do tego uzupełniającym wiedzę o tej postaci, za cholerę się nie spodziewałem.

Sam Cohen to ekscentryczny lekarz, eksperymentujący z nową metodą leczenia pacjentów. Umożliwia swoim schizofrenicznym podopiecznym odgrywać sceny z „ich” życia, realizując swoiste rekonstrukcje historycznych zdarzeń z wynajętymi aktorami i personelem medycznym. Fabuła skupia się na sesjach z pacjentem wierzącym, że jest Adolfem Hitlerem. W ten jakże oryginalny sposób poznajemy swoistą biografię Führera, będąc świadkiem najistotniejszych momentów jego życia, począwszy od dzieciństwa, poprzez I wojnę światową, stopniowe pięcie się po szczeblach władzy, na wywołaniu II wojny światowej kończąc. Zaprezentowane jest to w formie farsy, skąpanej w szaleńczym klimacie zakładu. Tu właśnie wyłożył się odbiór historii wśród części widowni, oczekującej idiotyzmów, z których można byłoby się pośmiać (wszakże taka jest idea samego cyklu, w którym film wyświetlano). Tymczasem jest to powierzchowny, najprostszy odbiór tej historii, przebogatej w ilość zebranego materiału historycznego z życia Hitlera. Wszystkie dialogi bohatera są autentycznymi wypowiedziami, do których dogrzebał się autor, wielki fascynat tematu (przypominam, reżyser „Swastyki”). Wypowiedziami chwilami zaskakującymi bądź szokującymi (tak, to wciąż możliwe w odniesieniu do tej postaci!). Jak chociażby fragment wywiadu z lat dwudziestych, w którym „bohater” cynicznie przyznaje, że nienawiść do Żydów nie jest siłą napędzającą jego życie, a jedynie kapitałem politycznym, który wyniesie go na szczyty władzy. Jest to materiał dość przerażający, bo pokazujący, jak daleko mogą zaprowadzić nacjonalistyczne idee. Wypowiedzi Hitlera z tamtego okresu pozwalają wierzyć, że początkowo była to dla niego jedynie „atrakcyjna” dla tłumu idea, która zapewni mu uwielbienie. Jakże różnią się one od wypowiedzi starszych o dekadę, gdy był już u szczytu władzy. Oczywiście tutaj pojawia się wątpliwość, czy to wypowiedź z lat 20. nie była elementem politycznej gry, łagodzeniem swej ekstremistycznej postawy z obawy o niezrozumienie wśród wyborców niegotowych jeszcze na ostrzejsze idee.

Która odpowiedź nie byłaby właściwą, faktem jest, że Mora po raz kolejny skłonił do refleksji nad jednym z najgorszych zbrodniarzy XX wieku, zastanowienia się, ile w nim tak naprawdę było czystego szaleństwa, a ile cynizmu i wyrachowania podpartego socjopatyczną osobowością. Co ciekawe, sięgając po tak absurdalną formę, bardziej zbliżył się do demitologizacji i uczłowieczenia postaci Hitlera niż w dokumentalnej „Swastyce”. Wynika to z tego, że w dokumencie, Führer był po prostu jednym z wielu bohaterów, a do tego ilość materiału, na którym się pojawiał, była ograniczona i poznawaliśmy go raczej poprzez obserwacje najbliższych mu ludzi. W „Pogardzie i uprzedzeniu” natomiast od początku do końca w centrum zainteresowanie jest tylko on. Zresztą nie bez powodu określiłem ten film na wstępie mianem swoistej biografii. Reżyser początkowo zamierzał zrobić klasyczny obraz historyczny o życiu Hitlera; to brak funduszy zmusił go do sięgnięcia po tak oryginalną formę. I chyba chwała mu za to, bo dzięki temu otrzymaliśmy film będący zarówno najgłupszą, jak i najmądrzejszą historią o Führerze.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Pogarda i uprzedzenie
Oryginalny tytuł: Snide and Prejudice
Kraj: Australia
Rok:
Reżyseria:
Oceń ten film na Filmaster.pl!