Drzewo życia (The Tree of Life) – Sens życia według Terrence’a Malicka

Kategoria: Analizy, Polecamy

Arcydzieło czy pretensjonalny banał? Genialny traktat metafizyczny z niezwykłymi zdjęciami Emmanuela Lubezkiego, czy ekranowa grafomania nakreślona pięknym charakterem pisma? „Drzewo życia” Terrence Malicka nagrodzone tegoroczną canneńską Złotą Palmą podzieliło krytyków i widzów, zyskując oceny skrajne, z pewnością dlatego, że nie jest to kino dla wszystkich. Szczątkowa fabuła wypełniona długimi, kontemplacyjnymi ujęciami  stanowi tu tylko pretekst do filozoficznych rozważań na tematy fundamentalne, obejmujące istotę wzajemnej relacji Boga i człowieka, pytania o śmierć i istnienie Zła.

Film rozpoczyna motto zaczerpnięte z Księgi Hioba: Gdzie byłeś, gdym zakładał fundamenty ziemi? powiedz mi, jeśli masz rozum. Słowa te stanowią biblijną odpowiedź na uniwersalne pytanie o sens niezawinionego cierpienia, zawieszone w powietrzu również w filmie Malicka. Bóg zdaje się mówić do Hioba: Kim jesteś, człowieku, by zadawać mi takie pytania? Czy swym niedoskonałym, ułomnym, człowieczym rozumem jesteś w stanie przeniknąć moje plany i zamysły? Gdzie byłeś, gdy tworzyłem świat? To ja powołałem cię do istnienia, ale nie jesteś doskonały. Nie zrozumiesz wszystkiego…

Los Hioba powtarza na ekranie rodzina O’Brienów (warto dodać, iż nazwisko bohaterów poznajemy dopiero z napisów końcowych, co czyni z nich kogoś w rodzaju everymanów – uniwersalną ludzką Rodzinę, z symboliczną Matką i Ojcem). Dorosły Jack w którąś z kolei rocznicę śmierci brata pozostawia za sobą chaos betonowej dżungli wielkiego miasta, dehumanizację szklanych przestrzeni biurowców, ludzkie anonimowe Piekło zbudowane w miejsce Raju, z którego dawno już Bóg wygnał człowieka. Wraca myślą do czasów i krain dzieciństwa, do Edenu w Waco w Teksasie, do lat 50., kiedy Ameryka była jeszcze niewinna, a on sam jako kilkunastolatek wraz z braćmi i kolegami z sąsiedztwa poznawał świat i rządzące nim mechanizmy.

Czas ten określają dla chłopca dwie postacie – surowy, apodyktyczny Ojciec i krucha, eteryczna Matka. Symbolizują oni dwie drogi, o których mowa na początku filmu – drogę Natury i drogę Łaski. Natura jest egoistyczna, drapieżna – kocha tylko siebie i nie potrafi wybaczać, bezwzględnie narzuca swoją wolę, rządzi się prawami okrutnej biologii, w myśl której na świecie mogą przetrwać tylko bezwzględni i silni. Łaska zapomina o sobie i żyje dla innych – kocha i wybacza, cierpliwie przyjmuje zniewagi i upokorzenia, rozświetla świat łagodnym uśmiechem triumfującej miłości. Uosobieniem Natury jest Ojciec, alegorią Łaski – Matka, zagrana przez zjawiskową, ulotną, rudowłosą Jessicę Chastain. Oba te pierwiastki nierozerwalnie łączą się w człowieku – Natura to ciało, element fizyczny, biologia. Łaska to pierwiastek duchowy, metafizyczny, wszystko to w nas, co poza Naturę wykracza i nią nie jest.

Dzieci żyją w idyllicznym świecie, który krok po kroku odkrywają, przypominając w tym Adama i Ewę w raju, niewinną czystą kartę, którą stopniowo, w miarę upływu czasu zapisze i Bóg, i Szatan. Natura i Łaska jednocześnie łączą się w człowieku i toczą w nim walkę – to dlatego jesteśmy wewnętrznie rozdarci.  Jack, symboliczny Człowiek, odkrywa, że obok Dobra jest w nim również Zło (Gdyż nie czynię tego co chcę, lecz właśnie to, czego nienawidzę – ustęp 7 z Listu do Rzymian).  Zwiastuje to wygnanie z Raju – w niebiańską duszę niepostrzeżenie, powodując wstyd i zakłopotanie, zaczyna wkradać się cielesność (sceny z sukienką sąsiadki). W zetknięciu z Naturą-Ojcem chłopiec-Człowiek zaczyna odczuwać gniew, żal i nienawiść, uczucia tak obce reprezentowanemu przez Matkę światu czystej Łaski.

Eden dzieciństwa – Waco staje się areną walki, którą metaforycznie można przenieść na plan duszy ludzkiej (Jack mówi: Ojcze, Matko. Zawsze toczycie we mnie walkę. I zawsze będziecie). Ojciec walczy z Matką, Matka jest słabsza, jej oddziaływanie na umysł dzieci jest ciche i delikatne, lecz czy przez to mniej ważne? Czy w kontekście mistycznego zakończenia filmu to właśnie nie ono zwycięża? Jack dorósł, zapomniał o naznaczonym cieniem surowości Natury raju dzieciństwa. Nie wybrał żadnej z dróg – pogrążył się w industrialnym świecie szklanych, martwych przestrzeni, które nie są ani Naturą, ani Łaską, lecz współczesnym Piekłem aksjologicznego zagubienia i bezmiernej samotności. Odciął się od korzeni, niejako wyrzekł się siebie.

Teraz, wracając pamięcią do śmierci brata, cofa się jednocześnie do tego, co go ukształtowało, co uczyniło go Człowiekiem. Zatrzymując się w biegu, błądząc po pustyni Jack uświadamia sobie wspomnianą już dychotomię ludzkiej natury, walkę owych dwóch nierozerwalnych pierwiastków. Świadomość ta czyni go mędrcem, a jednocześnie po raz kolejny symbolicznie nawiązuje do biblijnej Księgi Genesis (wszak rosnące w raju drzewo życia z tytułu filmu Malicka rodziło owoce, których spożycie miało uczynić ludzi nieśmiertelnymi-równymi Bogu dzięki umiejętności rozróżnienia Dobra i Zła). Jack-Hiob i Człowiek niosący swój krzyż (krzyż Chrystusa to przecież nowotestamentowa trawestacja biblijnego drzewa życia), doznaje odkupienia i w wizyjnym zakończeniu doświadcza oczyszczającego działania Łaski, wyrozumiałej i potrafiącej wybaczyć wszystko, a przez to niepomiernie silniejszej niż ułomna, niedoskonała Natura.

W swym filmie-mistycznym traktacie Malick łączy uniwersalny dramat Człowieka wpisany w  historię Jacka O’Briena i jego rodziny z typowym dla siebie szerszym planem metafizycznym, tu potraktowanym dosłownie dzięki monumentalnym obrazom stworzenia świata, w którym – podobnie jak w ludzkiej duszy – Natura i Łaska także toczą swą nieprzerwaną i odwieczną walkę. Połączenie obu planów pozwala szukać w obrazie rodziny O’Brienów szerszych, parabolicznych interpretacji. W takim kontekście autorytarny i despotyczny Ojciec jawi się jako surowy starotestamentowy Jahwe, zaś Matka to ewangelia Chrystusa oparta na wybaczeniu i miłosierdziu. Kontekst religijny i metafizyczna duchowość-obecność transcendencji przenikająca każdy kadr czyni „Drzewo życia”  filmem wyjątkowym zwłaszcza na tle kina amerykańskiego, choć oczywiście na tego typu kino trzeba mieć i ochotę, i cierpliwość.

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Drzewo życia
Oryginalny tytuł: The Tree of Life
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 139 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Muzyka:
Montaż:


Obsada:
pan O'Brien
dorosły Jack O'Brien
pani O'Brien
Jack jako dziecko
L. R.
Steve
babcia
żona Jacka
Ocena:  5/6