Dziwolągi (Freaks) – analiza: „Gooble, gobble! We accept her, one of us!”

Kategoria: Analizy
Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

W nieudanych „Marzycielach” Bernardo Bertolucciego jest scena, w której Theo i Isabelle biegną po Luwrze, wykrzykując We accept you! One of us! na znak, że przyjmują amerykańskiego studenta Matthew do swego po francusku wyzwolonego libertyńskiego „stowarzyszenia” spod znaku kina i seksu. Wspomniana sekwencja stanowi czytelne nawiązanie do pewnego bardzo oryginalnego klasyka filmowej grozy i niesamowitości. Chodzi oczywiście o „Freaks” czyli „Dziwolągi”, pochodzące z 1932 roku dzieło Toda Browninga, twórcy legendarnego „Draculi” z Belą Lugosim. Zostało ono przez ówczesnych krytyków uznane za najbardziej zdegenerowany i zwyrodniały film w dziejach kina. Okaleczane przez cenzurę, wielokrotnie zakazywane w różnych częściach świata w miarę upływu lat zyskało sobie jednak wiernych wyznawców i rangę „cult movie”.

Pomysł realizacji filmu, w którym wystąpiliby osobnicy okrutnie zdeformowani przez naturę od początku wywoływał kontrowersje. Uważano, że idea ta jest odrażająca i niesmaczna, że odwołuje się do najniższych voyeurystycznych instynktów i bazuje na taniej sensacji cynicznie żerując na ludzkim nieszczęściu. Film powstał wyłącznie dzięki wsparciu legendarnego producenta Irvinga Thalberga, który bez wahania Browninga poparł. Warto nadmienić, że pomysł podsunął reżyserowi jego przyjaciel, karzeł Harry Earles (odtwórca roli Hansa – jego siostra Daisy zagrała Friedę), a fabułę oparto na opowiadaniu Toda Robbinsa „Spurs”.

Szokujący? Niesmaczny? Poprzestawszy na samym opisie rzeczywiście można tak pomyśleć… W tym przypadku jednak pozory mylą, a odrażającymi monstrami wcale nie okazują się mieszkańcy gabinetu osobliwości, atrakcje objazdowego cyrku, potwornie i wymyślnie zdeformowani i wynaturzeni podopieczni Madame Tetralini, tylko zupełnie ktoś inny…

Po kolei jednak – najpierw fabuła. Ta jest zdecydowanie prosta i skonstruowana zgodnie z żelaznymi chwytami narracyjnymi – mamy tu Miłość, Zdradę, Zbrodnię, Winę, wreszcie Karę. Oto poznajemy gromadę dziwacznych, nieszczęsnych istot – jest wśród nich Człowiek Tors, pełzający kadłub całkowicie pozbawiony rąk i nóg, jest Half Boy, barczysty, beznogi korpus niezwykle zgrabnie przemieszczający się na rękach, jest Joseph/Josephine, hermafrodyta, półkobieta i półmężczyzna, jest Bezręka Dziewczyna, Kobieta z Brodą, Szpilkogłowi, zrośnięte ze sobą rezolutne siostry syjamskie: Violet i Daisy, wreszcie karzełek Hans, mały człowieczek o twarzyczce i głosiku dziecka, ale nienagannych manierach gentelmana.

Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

Liliputek zaręczony jest z równie maleńką Friedą, lecz zakochuje się pięknej Kleopatrze, Królowej Przestworzy, kobiecie normalnego wzrostu. Urodziwa akrobatka czuje wprawdzie nieprzepartą odrazę do „dziwolągów”, kiedy dowiaduje się jednak, że jej niewielki acz wierny i niestrudzony adorator odziedziczył ogromny majątek, knuje zbrodniczy plan. Postanawia poślubić Hansa, wszak karły są słabe i łatwo może im się coś przytrafić. Wspólnikiem niecnej cyrkówki zostaje Herkules, jej kochanek, prymitywny siłacz. Karzeł pozwala się zwodzić, wydaje się niczego nie zauważać. Nie dostrzega, że „narzeczona” jawnie z niego kpi, kompletnie nie widzi też rozpaczy zakochanej, mądrej Friedy.

Słynna, wielokrotnie na ekranie przywoływana (nie tylko w „Marzycielach”) scena weselnego bankietu to punkt zwrotny tego niedługiego filmu. Podczas przyjęcia w gronie „dziwolągów” z pięknej twarzy Kleopatry opadnie maska. Nareszcie dopięła swego, pieniądze Hansa są w zasięgu jej ręki – teraz nie musi już udawać, że akceptuje fizyczne anomalie męża i jego przyjaciół, teraz może już z pogardą odrzucić ofiarowany jej puchar z winem – znak przymierza z monstrualnym bractwem. Wyrachowana, pełna pogardy, pijana sukcesem kobieta nie domyśla się nawet, że skandowane przez „dziwolągi” słowa One of us! One of us! We accept her! całkiem niespodziewanie mogą niebawem nabrać zupełnie innego, złowrogiego znaczenia…

Jedna z początkowych scen filmu ukazuje sielski krajobraz, jakiś lasek, strumień, słychać gwar i śmiech – to wesoło bawią się niezwykli ludzie, podskakują, tańczą, śpiewają. Ich pląsy przypominają parodię zabaw wróżek z szekspirowskiego „Snu nocy letniej”. Zamiast ulotnych, zwiewnych, lekkich czarodziejek widzimy jednak szokujące gnomy, istoty zdeformowane i okaleczone przez naturę, skazane przez los na drwiny i szyderstwo innych, tych „zwyczajnych”.

Owa groteskowa arkadyjska wizja zostaje za chwilę zakłócona przez wtargnięcie niezadowolonego farmera – brzydzi się dziwolągów, krzyczy na nich, nie chce mieć z nimi nic wspólnego, nie pozwala, żeby bawili się na jego ziemi. Przerażone istoty tulą się do opiekującej się nimi Francuzki, Madame Tetralini, która czule nazywa je dziećmi… To symptomatyczna scena – ukazuje, że ludzie nie potrafią wyjść poza obręb fizyczności, odrzucają to wszystko, co inne, niezwykłe. Nawet nie starają się zrozumieć…. Jest tu jednak coś jeszcze – oto same dziwolągi tworzą sobie swój własny zamknięty świat, mogą być sobą tylko z dala od oczu ciekawej gawiedzi, która wyznaczyła im rolę ludzkich maskotek, fascynujących i odrażających jednocześnie.

Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

Dzieci czy potwory? Po prostu ludzie – Browning zgrabnie zmienia punkty widzenia swej makabryczno-wzruszającej opowieści. Rozpoczyna od naturalnego zdziwienia i szoku – to my, widzowie, jesteśmy w tej gromadce osób zwiedzających gabinet ludzkich osobliwości, to my wydajemy krzyk odrazy na widok Kobiety Kaczki, to my z zaciekawieniem słuchamy niezwykłej opowieści oprowadzającego. Potem, razem z farmerami wkraczamy do groteskowej Arkadii – szok ustępuje miejsca współczuciu. Razem z Madame Tetralini widzimy dzieci. W miarę upływu czasu zaczynamy jednak dostrzegać Ludzi, niepostrzeżenie wkraczamy w świat dziwolągów, poznajemy jego – jakże podobne do naszych – radości i smutki. Zazdrość i miłość maleńkiej Friedy, fascynację Hansa piękną akrobatką, godność, radość i upokorzenie, wreszcie naturalną, także człowieczą chęć zemsty za doznane krzywdy…

Tod Browning nie stara się być podglądaczem, nie kieruje nim niezdrowa ciekawość. Reżyser ten zna cyrkowy świat teatrów osobliwości z autopsji. W wieku 16 lat zakochał się w cyrkowej tancerce, uciekł z domu i pracował jako klown oraz iluzjonista. Edgar Allan Poe filmu – jak go nazywano – uchyla przed nami bramy hermetycznego świata dziwolągów, odmieńców, ludzi-nie-ludzi, żeby pokazać, że w rzeczywistości nie różnią się niczym od nas, „normalnych”. Widzimy jak jedzą, piją drinki, palą papierosy (świetna scena z Człowiekiem Torsem), prowadzą zwykłe życie, żenią się, wydają na świat potomstwo.

Nie ma tutaj epatowania fizycznymi anomaliami, „ogrywania” cielesnej niezwykłości – dziwolągi szybko przestają szokować, widz nabiera do nich sympatii, wśród całej tej osobliwości zaczyna dostrzegać ich zwyczajność. Bezręka kobieta zgrabnie unosi stopą do ust kieliszek wina, Człowiek Tors kilkoma wprawnymi ruchami głowy zapala sobie papierosa, a Kobieta z Brodą i jej mąż, Człowiek Szkielet świętują urodziny swej córki – nie ma w tym nic niezwykłego, żadnej celebracji i niezdrowej, perwersyjnej fascynacji – to po prostu ich życie, ich świat, ich codzienność.

Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

Paradoksalnie jednak w miarę upływu czasu wyraźnie wyczuwa się tutaj cień pewnej tajemnicy. Istnieją bramy, których nigdy nie przekroczymy, sekrety, do których nie będziemy mieć dostępu. Po prostu nie jesteśmy Jednym z Nich. Nie można ich lekceważyć, potrafią być groźni, potrafią się bronić, nie pokazują nam siebie do końca. Browning stopniuje napięcie – domyślamy się wprawdzie, że niegodziwość Cleo i Herkulesa nie ujdzie im na sucho, ale pomimo to finał zaskakuje. Nasza czujność została przecież wcześniej umiejętnie uśpiona… Fatalna pomyłka Hansa pokazuje, że „dziwolągi” powinny pozostawać w swoim odrębnym świecie – natura skazała je na osobność, a wszelkie próby integracji mogą skończyć się źle zarówno dla nich jak i dla zwykłych ludzi.

Dziwolągi… Nieakceptowani, ignorowani, będący przedmiotem drwin ze strony tych, którzy ich znają, budzący niezdrową ciekawość obcych, zaspokajający ludzką perwersyjną fascynację wszystkim tym, co drastyczne, „inne”, odbiegające od normy. Ale także istoty groźne, związane jakby tajnym paktem fizycznej aberracji, połączone nierozerwalnym braterstwem krwi krążącej w naznaczonych odmiennością, zdeformowanych ciałach.

Jeżeli skrzywdzisz jednego z nas, to tak jakbyś skrzywdziła wszystkich.

W strugach deszczu rozegra się sugestywny, niedopowiedziany finał. „Dziwolągi” wezmą sprawiedliwość w swoje ręce – trapezistka i osiłek boleśnie przekonają się, że zlekceważyli i nie docenili swego przeciwnika. W błocie, pomiędzy kołami cyrkowych wozów niestrudzenie pełzną niewielkie postacie. Poruszają się jak zahipnotyzowane, idą za głosem grupowej solidarności i przyjacielskiej lojalności. Każde z nich dzierży nóż – śmiercionośne narzędzie. Pozwolą Cleo poznać ich los, wywrą na niej straszną zemstę, o której z mieszaniną lęku i niezdrowej fascynacji będzie opowiadać ciekawskiej gawiedzi właściciel groteskowej Kobiety Kaczki, w niezgrabnych podrygach kołyszącej się na dnie klatki, zupełnie tak jakby chciała coś powiedzieć, jakby znajdowała się w stanie szoku, kompletnie nie rozumiejąc, co się stało…

Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

Nie można bezkarnie drwić z „dziwolągów”. To przede wszystkim ludzie, nie odrażające monstra. Mają uczucia, które łatwo zranić – są honorowi, uczciwi i lojalni. Potrafią kochać i doceniają przyjaźń i życzliwość, są wierni i serdeczni. Prawdziwymi potworami okazują się tutaj ci pozornie normalni, fizycznie nieskazitelni i zewnętrznie piękni jak siłacz i akrobatka, jednak wewnętrznie bezprzykładnie odrażający. Bez wahania depczą czyjeś uczucia, ich zepsute dusze przepełnia pogarda, nienawiść, wyższość, drwina i lekceważenie. Są prymitywni i wulgarni, wyrachowani, podli i okrutni, niezdolni do uczuć wyższych – upośledzeni duchowo, niegodziwi…

Dopuszczają się zdrady i oszustwa, za nic mają zaufanie, podłością płacą za okazaną życzliwość. W takim kontekście zemsta „dziwolągów” to po prostu gest przywrócenia równowagi światu zachwianemu w swych proporcjach, niezgoda na bezinteresowne okrucieństwo. To także – wprawdzie drastyczna, ale jedna w ich sytuacji możliwa – próba wyegzekwowania szacunku dla nieszczęsnych istot, które muszą wszelkimi dostępnymi sposobami bronić się przed „normalnym” światem.

„Dziwolągi” uosabiają okrucieństwo i tajemnicę Natury. W melodramatyczno-sensacyjnym schemacie: Miłość, Pieniądze i Zemsta utrwalono niepokojące echo Nieznanego, Innego. Główne role grają tu bowiem rzeczywiści mieszkańcy objazdowych teatrzyków, prawdziwe obiekty pokazywane w gabinetach osobliwości. Może nawet nie grają, może są po prostu sobą, jednocześnie zwyczajni i szokująco niezwykli.

Historia o nieszczęsnych wybrykach natury opowiedziana przez Browninga tuż po premierze doczekała się rozmaitych interpretacji, doszukiwano się w niej różnorodnych – zaskakujących niekiedy – kontekstów i drugiego dna. I tak, przykładowo odbierano „Freaks” jako satyrę na Hollywood. Objazdowy teatrzyk miał być symbolem Fabryki Snów – w podobny sposób jak właściciele „freakshows” filmowi bonzowie czerpią ogromne korzyści z pokazywania swoich pracowników, a więc sytuacja aktorów niewiele różni się sytuacji „potworów”. W postaci karzełka Hansa dopatrywano się stylizacji na filmowego magnata Louisa B. Meyera – obaj byli Europejczykami, mieli słabość do cygar i pięknych kobiet oraz obracali ogromnym majątkiem.

Freaks
Freaks
Freaks
Freaks

Z upodobaniem dopatrywano się też w filmie podtekstów seksualnych. Scena walki z bykiem, w której to sekwencji po raz pierwszy pojawia się Herkules, miała określać go jako dominującego macho. Niezdrową, perwersyjną ciekawość budziła fascynacja małego człowieczka, dorodną, pełnowymiarową pięknością (w scenie, w której Hans pomaga Cleo założyć płaszcz doszukiwano się podtekstów erotycznych), dwuznacznie odbierano małżeństwo sióstr syjamskich i związek Ludzkiego Szkieletu z Kobietą z Brodą. Ta czysto fizyczna sfera życia w odniesieniu do „dziwolągów” fascynowała i intrygowała, jednocześnie podkreślając ich człowieczeństwo.

„Dziwolągi” Toda Browninga to w jak najdosłowniejszym znaczeniu film jedyny w swoim rodzaju. Dzisiaj już wprawdzie nie szokuje (chociaż nadal robi wrażenie), ale nawet współcześnie pozostaje przełamaniem pewnego tabu, dostrzeżeniem ludzi w istotach pozornie nieludzkich, odrażających i niepokojących. Źródłem prawdziwej, nie filmowej grozy jest Natura, której wyroki są niezbadane – wiele osób na pewno poczuło dziwny dreszcz niepokoju obserwując Torso zapalającego ustami papierosa…

Dzisiaj nie ma już objazdowych „freakshows”, z powodzeniem rozdziela się siostry syjamskie, w dobie osiągnięć medycyny i powszechnych badań prenatalnych pewne wady można korygować już w okresie rozwoju płodowego. Niechętnie przyznajemy się do tego, że Inność budzi w nas strach, wymyka się naszym definicjom postrzegania rzeczywistości, razi nasze poczucie estetyki…

Browning jednak nie jest protekcjonalny ani przez moment, nie spogląda na swoich bohaterów z pobłażliwym lekceważeniem, nie wytyka ich palcami, nie zwraca się do szerokiej gawiedzi „patrzcie i dziwcie się!”. Z humorem, ciepło i subtelnie snuje przed zadziwionymi oczyma widza urokliwą nić swojej klimatycznej opowieści, przywołuje na ekranie nieco niesamowitą atmosferę objazdowych teatrzyków sprzed kilkudziesięciu lat, straszy, niepokoi, wywołuje współczucie, filmowa fikcja miesza się z prawdą życia…

Groza, groteska, voyeuryzm, fascynacja i humanizm – oto mieszanka skrajnych emocji i splot sprzeczności składający się na jeden z najoryginalniejszych filmów w dziejach kina… Panie i Panowie, poznajcie „Dziwolągi” – ceremonia się zaczyna…

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Dziwolągi
Oryginalny tytuł: Freaks
Kraj: USA
Rok:
Czas trwania: 64 minut
Reżyseria:
Scenariusz:



Zdjęcia:
Montaż:
Obsada:
Phroso
Venus
Cleopatra
Roscoe
Hercules
Hans
Frieda
Madame Tetrallini
syjamskie bliźniaczki
kobieta z brodą