Antychryst (Antichrist) – analiza: W raju Szatana

Kategoria: Analizy

Słowo „horror” pojawiające się w klasyfikacji gatunkowej jest tu dość mylące – moim zdaniem nie ma w tym filmie niczego nadprzyrodzonego, choć oczywiście jest groza. Groza przytłaczająca, tak gęsta, że niemal można kroić ją nożem, jednak nie metafizyczna, tylko psychologiczna, wynikająca z von Trierowskiej koncepcji ludzkiej kondycji oraz praw i mechanizmów rządzących międzyludzkimi interakcjami (może ściślej i bardziej precyzyjnie – relacją pomiędzy mężczyzną a kobietą). Ograniczenie fabuły do dwojga bohaterów, Jej i Jego, nadaje filmowi wymiar drapieżnej i trudnej do wytrzymania psychodramy, rozpisanej na pierwiastek męski i żeński, nieustannie ścierający się ze sobą pomimo pozorów współegzystencji.

Antychryst

Przenosząc swoich bohaterów do położonego na odludziu domku w lesie, reżyser tworzy alternatywną wersję Edenu, w którym Adam i Ewa (brak imion jest tu znaczący – implikuje alegoryczną interpretację, że to po prostu Mężczyzna i Kobieta) zamiast – jak w księdze Genesis – wzajemnie się uzupełniać i dopełniać, w coraz bardziej wyrafinowany sposób prowadzą ze sobą drastyczną, coraz bardziej makabryczną walkę.

Nie znam przyczyn sławetnej już depresji von Triera, nie chcę wyciągać jakichś hipotetycznych wniosków, ale od razu nasuwa się interpretacja, że jej przyczyną mogła być kobieta. Konstrukcja bohaterki filmu nieodparcie kojarzy się z mizoginią, czyli organicznym, instynktownym wstrętem do kobiety jako istoty. Trop ten na pewno jest na rzeczy, bowiem to właśnie mizoginia, ucieleśniająca w kobiecie pojęcie obcej i groźnej, niezrozumiałej Inności, jest psychologicznym podłożem procesów czarownic, które stanowią główny temat pracy doktorskiej pisanej przez bohaterkę. Palone na stosach, wymyślnie dręczone wiedźmy swoim bólem i cierpieniem płaciły za niepokojące tajemnice własnej fizjologii, wzbudzany w mężczyznach niepokój cielesny, niemożliwe do opanowania grzeszne pożądanie, które w średniowieczu, epoce tłumiącej popędy fizyczne, sublimowało w niewyobrażalne, wymyślne bestialstwo. Kto wie, czy drastyczne, symboliczne sceny w filmie w pewien sposób nie są także swoistym nawiązaniem do tamtych, prawdziwych okrucieństw sprzed wieków, w epoce wszechwładzy Kościoła…

Antychryst

Wiele w „Antychryście” sugestywnych scen, wskazujących na to, że to właśnie Kobieta jest tutaj przysłowiowym „narzędziem Szatana”. Bohater, psychoterapeuta, rysuje sobie pomocniczy schemat obrazujący największe lęki żony, którą usilnie pragnie wyleczyć – na szczycie piramidki pisze „Szatan”, by później skreślić imię diabła i znacząco wpisać tam „Ja sama”. Przede wszystkim – to właśnie Kobieta jest tutaj nośnikiem niszczącej cielesności, ukazanej w sposób odrażający, fizjologiczny. To właśnie seksu chwyta się na samym dnie rozpaczy, czyni z niego podstawowe narzędzie komunikacji z mężczyzną, jest istotą na wskroś biologiczną, pozostającą we władzy instynktów.

Kolejna scena – trwa terapia, złamana żalem i bólem bohaterka budzi się, jak zwierzę rzuca się na męża, niemal go gwałcąc. On – co znaczące – stara się opanować popędy, myśli racjonalnie, sferą jego działania jest umysł, podczas gdy jej – biologia i żądze. I jeszcze oczywiście jakże symboliczna scena obcinania łechtaczki; przecież to właśnie w tym organie po dziś dzień mizoginiczne społeczności, oparte na uprzedmiotowieniu kobiet, upatrują największego źródła kobiecej rozkoszy, a tym samym – przyczyny zagrożenia (zabieg cyrkumcyzji stosowany u dziewcząt afrykańskich, by pozbawić je możliwości przeżywania płciowej satysfakcji, a tym samym odsunąć możliwość zdrady).

Antychryst

Okaleczając się, bohaterka z jednej strony wymierza sobie zatem karę za to, że zapamiętując się w miłosnej ekstazie, pozwoliła na to, by jej kilkuletni syn wypadł z okna, z drugiej – symbolicznie pozbawia się niszczącej płciowości, która stała się przyczyną zguby nie tylko jej, ale także całej rodziny. Nie myśli racjonalnie, jej działania determinowane są przez podświadome lęki i obawy – zakłada dziecku niewłaściwe buty na niewłaściwe nogi, być może po to, by ograniczyć jego możliwości poruszania, a tym samym uniemożliwić odejście, co stanowi zapowiedź okrutnego okaleczenia męża w podobnym celu. Drastyczność tej sceny podkreśla niszczącą, destrukcyjną siłę jej pragnień, w warstwie symbolicznej odwołuje się także do wyobrażeń występujących w lękach mizoginicznych, iż kobiety pragną ubezwłasnowolnić i podporządkować sobie mężczyzn – w tym miejscu aż przypomina się Strindberg (też Skandynaw!) i modernistyczny motyw walki płci.

Czy w takim razie jest tak, że to Kobieta jest tą Złą, a Mężczyzna tym Dobrym? Też nie do końca… Wprawdzie do pewnego momentu bohater budzi o wiele większą sympatię niż bohaterka, wnosząc w jej histeryczne rozedrganie pierwiastek racjonalny i porządkujący, jego działania rozumiemy, to właśnie one wydają się słuszniejsze. Z drugiej jednak strony – być może to mąż doprowadził żonę do jej choroby, może pod pozorami spokoju i rozmysłu gdzieś w nim ukrywa się druga, tłamszona osobowość, agresywna, męska chęć dominacji. Nieprzypadkowo Ona kilka razy mówi: Ty zawsze chcesz być mądrzejszy od wszystkich. Zawsze chcesz mieć rację. W domyśle – chcesz mnie zdominować, chcesz być mądrzejszy ode mnie (może dlatego, że Ja jestem Kobietą, a ty Mężczyzną…). I jeszcze jedno – w żadnej scenie, w żaden sposób nie widać, by Mężczyzna cierpiał po stracie dziecka, o co zresztą obwinia go bohaterka, mówiąc: Od początku nic dla Ciebie nie znaczyliśmy, ani Ja, ani Nic…

Antychryst

Tytułowym Antychrystem byłby zatem sam Człowiek – bez wyjątku. I Mężczyzna, i Kobieta. Ale nie tylko – także Natura, co sugerowane jest zresztą w sposób dość jednoznaczny i niepozostawiający żadnych wątpliwości. W przyrodzie trwa ciągła walka o byt, ciągłe umieranie – jest królestwem Szatana, królestwem śmierci… Tętni swoim podskórnym biologicznym życiem tuż obok nas, szemrze odgłosami, groźna i obojętna, pogrążona w swoim wewnętrznym cyklu narodzin, walki i przemijania. Dramat bohaterów tracących swoje dziecko wciąż od nowa rozgrywa się w przyrodzie, jest po prostu w sposób naturalny wpisany w treść ludzkiej, ziemskiej egzystencji – łania rodzi martwe cielę, z drzewa SPADA martwe pisklę. Okrucieństwo i zwierzęca bezwzględność śmierci to po prostu jedno z praw natury, czy nam się to podoba, czy nie. Świat pokazywany przez Larsa von Triera na pewno nie został stworzony przez dobrego Boga – odpowiada zań Jaldabaoth, zły demiurg gnostyków. Z gnostycyzmem łączy się także eksponowany tu pogląd, że to ciało jest źródłem zła. Złe ciało, zły Bóg, zły świat – dla człowieka nie ma nadziei, a końcowa dedykacja „Dla Andrieja Tarkowskiego” jest w takim ujęciu przewrotną prowokacją. Jeśli von Trier tak patrzy na świat, to chyba – choć w części – rozumiem jego depresję…

Antychryst

Komentarze (43) do artykułu “Antychryst (Antichrist) – analiza: W raju Szatana”

  • desjudi pisze:

    Bardzo dobry tekst. Jeszcze lepszy, bo pokazuje kilka (z wielu) dróg interpretacji. Podziwiam przenikliwość i elokwencję. Dzieki za otwarcie oczu.  Cytuj

  • ArteClaire pisze:

    To nie może być głupie kino – ale nie wykluczam, że mi się nie spodoba… Tak czy inaczej – świetny tekst!  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Odczucia po filmie mamy bardzo zbliżone. Ty je pięknie uporządkowałaś i bardzo ciekawie oraz mądrze przedstawiłaś, zresztą jak zawsze. Dzięki Bogu, są ludzie, którzy oprócz penisa i łechtaczki filmowych bohaterów, zauważają też mózg reżysera. :)  Cytuj

  • Mefisto pisze:

    Bardzo dobra recenzja – nie zgodzę się jedynie z tym, że nie widać żalu Mężczyzny, bo widać jak płacze w scenie z karawanem.  Cytuj

    • Cziczio pisze:

      Tak, masz rację – ta jedna scena jest, jakoś mi umknęła w kontekście reszty, gdzie tego żalu nie widać, on jest taki twardy, zamknięty w sobie, opanowany i racjonalny, nic z tych rzeczy, że kiedyś, gdy żona śpi, załamuje się i płacze w samotności. Ale ok, powinnam napisać „W żadnej scenie po przyjeździe do domku w lesie…”

      I to już do wszystkich, którym chciało się przeczytać i skomentować – dziękuję za miłe słowa :)  Cytuj

  • D'mooN pisze:

    Świetny tekst! Podoba mi się Twoje ujęcie (wyraźnie zaznaczonego w filmie) konfliktu płci.  Cytuj

  • Mefisto pisze:

    Może to dlatego, że jako psychiatra potrafi się bardziej trzymać w ryzach – w końcu w lesie, cokolwiek by się nie działo, zachowuje stoicki spokój.  Cytuj

  • Donia Agata pisze:

    Dlatego, być może Ona nie chciała by leczył ją najbliższy jej człowiek. Sam fakt, że On podjął się tego zadania, już o nim źle świadczy. Ponieważ, wiedział, że jako lekarz najbliższej osoby będzie musiał trzymać swe uczucia w ryzach, być może tych uczuć nie było, właśnie …
    Placz w scenie za karawanem, niestety nie widziałam, spóźniłam się na początek, ale kto tam może wiedzieć, dlaczego on płakał, może płakał za utraconym spokojem gniazda, wiedział jako psychiatra, że śmierć dziecka doprowadza do rozejścia się związków. Co zresztą nastąpiło.  Cytuj

  • lux_lisbon pisze:

    Bardzo dobra interpretacja, choć zwróciłabym uwagę jeszcze na ostatnią, końcową scenę, mi osobiście kojarzącą się z całą rzeszą ludzi, którzy muszą zawędrować do lasu i zmierzyć się z piekłem własnej osobowości, ale gdyby tak było, czemu tam są tylko kobiety z niewyraźnymi twarzami? Może to zamordowane czarownice, kumpelki żony? Terapeuta jest świetny, aż dziw bierze, że nie zadźgał żony szybciej.  Cytuj

  • Aleksandra pisze:

    Dodaję swoje trzy grosze – moje wrażenia z filmu na moim blogu. Pozdrawiam.  Cytuj

  • motia@tlen.pl pisze:

    witam wszystkich… ja umówiłam się z mężem na randkę do kina…wreszcie na film dla dorosłych… zachwyciły mnie zdjęcia w pierwszych 2\3 filmu, potem zrobiło mi sie niedobrze, jestem bardzo poruszona…jakoś prawie fizycznie odbierałam to co oglądałam, wczoraj byłam zażenowana po wyjściu z kina, byłam w nieokreslony sposób zła na siebie, że wybrałam ten film, dzis przy kawie rozmawialismy z mężem o bohaterach…. ciagle myslę….i chyba właśnie na tym polega dobre kino, dziękuję za dobry tekst :-) – bardzo mi poógł, pozdrawiam wszystkich  Cytuj

  • ola pisze:

    TO JEST FILM PSYCHOLOGICZNY.duzo mozna znalezc odnosnie ortodoksyjnej freudowskiej psychoanalizy. Bohater to psychoanalityk. leczył ją metodą desensytyzacji. W swojej pracy nad żoną, błedem było to, z stawiał najpierw diagnozy, potem je reorganizował, zmieniał..mówił że nikt nie zna jej lepiej od niego- a nie znał podstawowych faktów z jej życia. Nie obserwował dobrze-np.nie widział, że dziecko cały czas miało źle wkładane buty- złe obserwacje to podstawowy błąd badacza..i człowieka. Pokazano przez to, że jesteśmy w gruncie rzeczy słabi- racjonalnością, i swym prymitywnym biologizmem. I nawet jeśli uważamy się za najwyższy szczebel ewolucji- działamy wg zasad id- pierwotnych instynktów (bohater w efekcie zabija żonę,). Sama żona, tytułowy antychryst, ale także-tu odwołanie ponownie do Freuda, symbol śmierci(mówi że wszystko wokół niej umiera, itd), a śmierc (tanatos) pokrewna jest popędowi agresji popędom destrukcyjnym. kobieta symbolizuje id, a jej mąż ego. ona kieruje sie zasada przyjemnosci, automatycznej kateksji popedu. on zasada rzeczywistosci. jest racjonaly, ona irracjonalna. wg freuda, zdrowa osobosc jest wtedy kiedy te dwie sily sie równoważą. las- moze sybolizowac osobosc w której te dwie sily rywalizuja o władze. tyle mi sie skojarzylo zaraz po fimie.  Cytuj

  • jeden pisze:

    Jest jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna jest stary, kobieta młoda. Jest więc jeszcze zderzenie jurnej młodości ze starą oziębłością. Dla mnie to się bardzo rzuca w oczy.  Cytuj

  • pawel pisze:

    Witam. Jestem świeżo po filmie i od razu rzuciłem się do internetu w poszukiwaniu opinii innych. Tekst jest dobry, przemyślany i widać, że pisała go osoba, która używa tego co w czaszce się znajduje ; )
    Najlepszą sprawą w tym filmie jest fakt iż interpretacji może być multum.
    Dlaczego by nie spojrzeć na film z innej strony ? Np.:
    Ktoś wyżej pisał, że w filmie elementów nadprzyrodzonych nie ma. Może i na pierwszy rzut oka nie, lecz te wszystkie dziwne sytuacje tj. zwierzęta zbierające się przy bohaterach (3 żebracy), kruk czy wrona (cokolwiek ; p), które zdradziło kryjówkę męża nie wspominając już o rozbebeszonym lisie, który przemówił (swoją drogą ta scena wywoływała lekki uśmiech na ustach i nie wiem na ile poważnie można ją traktować). Moim zdaniem nie powinno się tego traktować jako dzieła przypadku. Wydarzeniami w filmie kierowała jakby określona przez wyższą siłę celowość. Wiele nawiązań do religii. Czy w tym lesie objawiał się Szatan, czy może Bóg ? W końcowej scenie widać jak męża dotykają te same objawy co na początku jego żonę (czarno białe sceny, ukazanie objawów lęku). Kiedy żona jest bliska śmierci wydaje się, że mąż odzyskuje spokój ponieważ jest świadom tego procesu, uspokaja oddech, zaczyna myśleć racjonalnie, ale mimo tego nie zaprzestaje. Zabiją żonę, a następnie ją spala na stosie, tak jak kiedyś czarownice. W epilogu bohater idzie lasem, który wydaje się tętnić życiem, atmosfera ejst inna. Co o tym myślicie ?  Cytuj

  • mjuoż pisze:

    Film jest dobry, jako obraz porusza mnie do myślenia i nie pozwala mi wrócić do codzienności bezmyślnie. W wyrafinowany sposób przedstawiono mi złożoną, pierwotną symbolikę męskiej i kobiecej płciowości i błędów biologii. Po to jest sztuka, żeby myśleć, a ja nie mogę przestać ;)  Cytuj

  • Krzysiek pisze:

    Dla mnie film jest zły, bo:
    - Trier skupia się na WOJNIE płci
    - ukazuje niedojrzałość emocjonalną bohaterów (np.: Ona: brak samodzielności i przez to lęk przed odrzuceniem/osamotnieniem, a przez to z kolei trauma po stracie syna i psychotyczne zachowania w stosunku do męża (i syna?), On: narzucanie Jej swojej koncepcji terapii (zbędny nacisk))
    - jest zagmatwany, tzn.: że jest zrozumiały dla widzów wgłębionych w tajniki ludzkiej psychiki (tak jak np. pani Marta Szelerska – Cziczio), prawdziwej historii świata i wiedzących skąd się wzięła religia chrześcijańska, Biblia i symbolika biblijna (co z resztą widowni?)
    - kończy się „tragiendem” – bohaterowie uwalniają się od siebie dopiero, gdy jedno z nich zabija drugie
    - a najgorsze w tym filmie jest to, że von Trier nie daje rozwiązania

    Film mógłbym podsumować tytułem jednego z utworów Queen: „Too much love will kill you”.

    W miejsce „Antychrysta” von Triera poleciłbym produkcję zdrowego reżysera: „Ile waży koń trojański” Machulskiego, który zdaje mi się mówi:
    - „jak Ci z kimś źle – uciekaj, bo nie ma w tym nic złego, to ludzkie, a i osoba, od której się uciekło, dzięki temu czegoś się nauczy”
    - „odpowiadaj dziecku na pytania, bo w ten sposób zaspokaja swoją ciekawość i pęd ku wiedzy”
    - „razem szukajcie rozwiązań, bo co dwie głowy to nie jedna”
    - „szukajcie rozwiązań wygrana-wygrana, żeby wam obojgu było dobrze”
    To jest dla mnie KINO!

    PS.
    …Ile ważył ten koń trojański? I w jakim celu go użyto…?  Cytuj

  • Marta Szelerska - Cziczio pisze:

    Oj, panie Krzysztofie, idąc zaproponowanym przez pana tropem, możemy uznać, że dobre są tylko filmy czysto rozrywkowe, a te, nad którymi trzeba pomyśleć i co nieco interpretacyjnie pokombinować, a może nawet czegoś poszukać, poczytać, poszerzyć swoją wiedzę – z miejsca są złe…
    I dalej:
    - zły, bo skupia się na wojnie płci? A co w tym złego? Nie ma złych tematów, są tylko złe realizacje…
    - zły, bo ukazuje niedojrzałość bohaterów? Jak wyżej… Kto powiedział, że dobre filmy to tylko te z dojrzałymi bohaterami?
    - zły, bo źle się kończy? Bo nie ma rozwiązania? Ależ jest, ten film jest określoną, zamkniętą całością. Von Trier dokładnie przemyślał „Antychrysta” i wie, co chce powiedzieć – my, widzowie, musimy trochę połamać sobie głowę i to odczytać (i, co ciekawe, możemy to zrobić na kilka sposób, jak to już ktoś wyżej w komentarzach napisał)…
    Film Machulskiego to całkiem inna liga, inny rodzaj kina – bezpretensjonalne dziełko rozywkowe i sympatyczne, zupełnie inne były tu założenia twórców: jeden chciał rozbawić, drugi – dać do myślenia, przedstawić (pokonać?) swe własne wewnętrzne obsesje. Trudno to porównywać, bo to inny kaliber i chyba nie ma po co – potrzebne są i takie, i takie filmy, rzecz gustu, co kto woli…
    Owszem, oba filmy ukazują relację męsko-damską, ale na tym podobieństwa się kończą – no i nie należy zapominać, że „Koń” to rodzaj baśni dla dorosłych, prawdziwe życie bywa trudniejsze i okrutniejsze, nie ma tak łatwo (stąd „Antychryst”, choć on także jest pewną wizją, wariacją tematu, a nie prawdą objawioną)…  Cytuj

  • Krzysiek pisze:

    Hm…
    Oj, pani Marto…

    Czy naprawdę sądzi pani, że przy oglądniu dobrych filmów rozrywkowych nie trzeba myśleć?

    Którą z relacji damsko-męskich chciałaby pani urzeczywistnić – tą przedstawioną w „Antychryście” czy w „Koniu”?

    Pisze pani, że film Machulskiego jest bezpretensjonalny. Czyż nie warto wieść życia w sposób prosty, skromny i naturalny?

    Proszę panią o odpowiedzenie na te pytania.  Cytuj

  • Marta Szelerska - Cziczio pisze:

    „Oj, panie Krzysztofie, idąc zaproponowanym przez pana tropem, możemy uznać, że dobre są tylko filmy czysto rozrywkowe, a te, nad którymi trzeba pomyśleć i co nieco interpretacyjnie pokombinować, a może nawet czegoś poszukać, poczytać, poszerzyć swoją wiedzę – z miejsca są złe…”
    W tym miejscu chodziło mi nie tyle o to, że przy dobrych filmach rozrywkowych nie trzeba myśleć (bo to oczywiste, że czasami trzeba :) ), ile o to, że wcześniej zarzucił pan „Antychrystowi”, iż jest zbytnio zagmatwany i – że tak to określę – kontekstowy (te wszystkie symbole, odnośniki filozoficzne i religijne, skojarzenia itd.), a w efekcie – zły. Z tym właśnie się nie zgodziłam i do tego odniosłam…
    Dalej:
    Co do relacji damsko-męskich – trudno sobie wyobrazić, bym miała kiedykolwiek znaleźć się zarówno w jednej, jak i drugiej sytuacji/relacji. Zresztą, oglądając film, nie odnoszę go do swego życia itd., patrzę raczej chłodnym i obiektywnym okiem widza (co nie wyklucza gorącego zaangażowania, ale w całkiem innym, ściśle ekranowym sensie:) ), abstrahując od tego, czy chciałabym, czy nie, by spotkało mnie to, co na ekranie (jednym słowem: nie świadczy to dla mnie o wartości filmu)…
    A wieść życie w sposób prosty, skromny i naturalny oczywiście warto :)- no, ale życie to jedno, a Sztuka (film) to drugie, co nie znaczy, że na ekranie warto oglądać wyłącznie historie proste, skromne, bezpretensjonalne i naturalne :)  Cytuj

  • elilhrairrah pisze:

    Oj. Zupełnie ni podoba mi się koncepcja pana koncepcja filmu, panie Krzysztofie. Gdzieś już wcześniej czytałem bardzo podobną i też a propos ‘Antychrysta’. Uważam, że film jest na tyle pojemną sztuką, że na najwyższych półkach możemy umieścić filmy różnej maści. Także, te które nie dają jasne odpowiedzi, które nie przedstawiają bohaterów z którymi mielibyśmy się identyfikować. Zły ponieważ ukazuje widzenie rzeczy w inny sposób niż byśmy chcieli? Według mnie właśnie tą inność należy też dopuszczać. Tak samo, możemy prowadzić poste, skromne i naturalne życie, ale… jest to jedna z możliwości, bowiem nie możemy takiej wizji inny narzucić. Może być ona przekonywać część osób, innych jednak nie i nie mam wrażenia aby ci inni byli w jakiś sposób gorszy. Tymbardziej, iż z ekranów kinowych wiałoby nudą gdybyśmy obserwali tylko taki rodzaj filmów.

    Ja naprzykład nie znoszę filmów gangsterskich i westernów, widzę, że nie są złe – jak np ‘Chłopcy z ferajny’ – ale subiektywnie poprostu nie znosze…  Cytuj

  • aeon pisze:

    a co ze sceną gdy Pan chowa się do lisiej dziury a Pani krzyczy „jak mogłes mnie zostawic” .Czy to jest ta męska dominacja?  Cytuj

  • Nuklearny Świt pisze:

    Eee ale text to, że babka sobie odcina to recenzentka zauważyła, a to, że faceta załatwiła rozwalając mu penisa to już(prawie) nie.

    Ale może abstrahując od tekstu a skupiając sie na filmie chodzi w tym wszystkim o to, że suma sumarum facet jednoczy się przeciwko bogu z kobietą(która już w raju się sprzeciwiła) i razem wracają do natury każde w inny sposób może chodzi tu o t, że człowiek czyli i kobieta i mężczyzna w sumie wracają do tego czego są tak na prawdę częścią czyli nie obrazem boga wyimaginowanego, a częścią prawdziwego czyli Antychrysta/Natury

    BTW On jest psychologiem a nie psychiatrą to tak gwoli ścisłości  Cytuj

  • cziczio pisze:

    aeon: działania kobiety są odpowiedzią na męską dominację i nie dotyczy to wyłącznie naszej pary bohaterów (patrz: końcowa scena z kobietami bez twarzy), szaleństwo bohaterki (w konsekwencji którego zwraca się ona przeciwko mężczyźnie, a ten musi uciekać do lisiej dziury) w sposób dosłowny podkreśla walkę płci, która w Naturze-królestwie Szatana staje się symbolicznym Piekłem, antytezą Raju;
    Nuklearny Świt:
    „to, że babka sobie odcina to recenzentka zauważyła, a to, że faceta załatwiła rozwalając mu penisa to już(prawie) nie.”
    Scena z łechtaczką wydała mi się bardzo istotna, wręcz kluczowa, z powodów, które wyjaśniam w tekście (łechtaczka jako symboliczny organ, metaforyczna kara itd.). A co do „załatwienia faceta”, to przecież prawie cały tekst dotyczy walki płci, jak również seksualności, która w „Antychryście” czyni z nas, ludzi, część Natury, a co za tym idzie, „kościół Szatana” – w tych kontekstach scena jest czytelna i nie uznałam, że trzeba się na jej temat dokładnie rozpisywać…
    „Ale może abstrahując od tekstu a skupiając sie na filmie chodzi w tym wszystkim o to, że suma sumarum facet jednoczy się przeciwko bogu z kobietą(która już w raju się sprzeciwiła) i razem wracają do natury każde w inny sposób może chodzi tu o t, że człowiek czyli i kobieta i mężczyzna w sumie wracają do tego czego są tak na prawdę częścią czyli nie obrazem boga wyimaginowanego, a częścią prawdziwego czyli Antychrysta/Natury”
    Hmm, czy on się rzeczywiście z nią jednoczy? Przede wszystkim widać tu walkę, a zjednoczenie w seksie jest tylko pozorne, złudne i mylące, w zasadzie stanowi dalszą część wspomnianej walki (zwróćmy uwagę na znaczenie scen seksu – albo stają się preludium tragedii, albo rozpaczliwym narzędziem komunikacji, które tak naprawdę nie zbliża). Tak, owszem, są jako istoty przeciwstawieni Bogu (choćby symbolicznie poprzez to, że przebywają w anty-Edenie) i oczywiście są częścią Natury-Antychrysta (ale o tym przecież piszę w tekście)…
    „BTW On jest psychologiem a nie psychiatrą to tak gwoli ścisłości”
    Ja pisałam, że jest psychoterapeutą :)  Cytuj

  • oliwka pisze:

    a dla mnie Antychryst kojarzy się z końcem swiata. Eden nie jest piekny ale ponury przeraza; kobieta ktora skusila na poczatku teraz ginie z rak mezczyzny. Zostaje tylko on. Adam i Ewa poznali co to grzech i grzech byl zly (ginie synek, bo sie bzykali). Adam zabija kusicielke która sprawila ze ludzie poznali co to grzech. A te rozdzialy to etapy upadku ludzkosci . Ja to tak widze i the end  Cytuj

  • cziczio pisze:

    No dobrze, ale czym tu jest ten „grzech”? Jeżeli to seks, to przecież (także) w ten sposób zostało poczęte owo dziecko, które potem ginie…
    Zresztą w pierwszej scenie seksu widać pomiędzy bohaterami tę harmonię, której w podobnych scenach późniejszych brakuje (ponadto w prologu nie jest specjalnie zaznaczone, by Kobieta w jakiś sposób Mężczyznę „kusiła”, chęć na zbliżenie jest raczej obopólna – dlaczego akurat tu ma być „grzech”?  Cytuj

  • maniek pisze:

    Nareszcie doczekałam się filmu, który zmusza widza do myślenia, tym samym wzbudzając tak wiele emocji i prowadząc do zagorzałych dyskusji. Szkoda, że tak mało tego typu filmów jest dostępnych dla szerszej publiczności, a może to właśnie wśród tejże publiczności nie ma takiego zapotrzebowania… Wracając do sprawy, miałam bardzo podobne odczucia po obejrzeniu „Antychrysta”. Oprócz kompozycji klamrowej (zarówno prolog jak i epilog czarno biały i nieobecna w rozdziałach muzyka)podobała mi się również wszechobecna symbolika. Oprócz wyżej wymienionych, następnym symbolem, na który zwróciłam uwagę była liczba 3 (3 rozdziały, 3 postacie, 3 żebraków; jeleń-żal, kruk-rozpacz, lis-ból; o ile się nie mylę terapia też miała przebiegać w 3 fazach; itd). Wiadomo, że liczba 3 symbolizuje w religii chrześcijańskiej (i nie tylko) boską trójce, poza tym jest uważana za liczbę doskonałą obejmującą całokształt rzeczy, a jednak w filmie ta doskonałość została zburzona tragiczną śmiercią dziecka. Następnym skojarzeniem było umierające drzewo (phallus)oraz nora (vagina), nie wiem czy skojarzenie to jest poprawne, ale nasunęły mi się na myśl archetypy Junga. Anima – kobiecy aspekt psychiki mężczyzny i analogicznie Animus, który oznacza męski archetyp w psychice kobiecej. W moim odczuciu tytułowym antychrystem (jak na ironie) jest szeroko pojęta natura, to natura obdarzyła nas emocjami takimi jak pożądanie, nienawiść, które w kulturze chrześcijańskiej uważane są za zło. To pożądanie i przedkładanie własnych przyjemności (tzw. egoizm;)) doprowadziło do tragedii, której matka nie potrafi sobie wybaczyć. I nawet akt pokuty i odbycia kary (odcinanie sobie łechtaczki) nie przynosi ukojenia. Myślę, że film pokazuje, że w każdym człowieku tkwi pierwiastek zła, który przez różne sytuacje życiowe i emocje nimi wzbudzane (żal, złość, nienawiść, czy zazdrość) może być uwolniony. Nie możemy również zapomnieć o parze fantastycznych aktorów, którym należą się słowa uznania za odwagę i wspaniały kunszt aktorski. Oby więcej tego rodzaju filmów pojawiało się na naszych ekranach.

    P.S. Wstyd się przyznać, ale w chwili gdy główny bohater udusił swoją żonę, pomyślałam sobie, że tym samym uzasadnił kobietobójstwo w XVI w. (temat, nad którym Ona pracowała), bo kobiety potrafią czasami doprowadzić mężczyzn do ostateczności ;)  Cytuj

  • ania pisze:

    w tekście jest błąd przecież na początku filmu jak obydwoje idą za trumna mężczyzna płacze -wiec cierpi po śmierci dziecka  Cytuj

  • snulek pisze:

    Doskonała recenzja. Naprawdę pomogła mi w refleksji nad tym filmem. Mam jedno pytanie, piszesz ze Antychrystem jest człowiek, każdy bez wyjątku… Tak zatem należy, Twoim zdaniem, rozumiec ostatnią scenę, gdy mężczyznę mijają ludzie ? pozdrawiam  Cytuj

  • cziczio pisze:

    Tak, Antychryst to każdy człowiek, czyli i Kobieta i Mężczyzna, bez wskazania na jakąś konkretną płeć (bo czasami w odbiorze tego filmu przeważa, mylne moim zdaniem przekonanie, że tylko Kobieta). Ostatnią scenę postrzegałabym jednak w nieco innym odniesieniu – bohatera mijają tam nie tyle LUDZIE, ile KOBIETY :) – to z kolei symboliczny, wizyjny komentarz do długich lat cierpień, jakich zaznały one ze strony mężczyzn (patriarchat, procesy czarownic jako symbol stłamszenia kobiet przez mężczyzn wynikający z obaw przed ich niezrozumianą – a w związku z tym niepokojącą – innością…  Cytuj

  • aska pisze:

    a co z może mało dostrzegalnym, lecz zaistniałym ” falowaniem” gdy Kobieta np wchodzi do lasu, stąpa po łące ? jak to można rozumieć ? bo przykuło to moją uwagę lecz nijak tego nie rozumiem – zachwianie świadomości ? błądzenie między sferą dobra a zła ?  Cytuj

  • bart333c pisze:

    Kobieta obawia sie swojej natury (mamy ja na szczycie piramidy lekow przez moment), po czym zostaje z tego leku wyleczona przez meza. w momencie, kiedy przestaje sie natury obawiac zaczyna sie miazdzenie penisow i wiercenie nog.
    Mezczyzna jest ‘ucywilizowany’, nakarmiony altruistyczna papka Jezusa Chrystua, ktora jest totalnie sprzeczna z prawami natury, gdzie przetrwaja najsilniejsi, a pomoc i troska o innych osobnikow poprostu sie nie opyla.
    Staje sie antychrystem w momencie, gdy zabija kobiete w obawie o swoje wlasne zycie (‘zabijesz mnie?’ ‘nie, jeszcze nie’)

    wniosek – antychrysta moze zgladzic tylko inny antychryst ;]

    Moze te wszystkie kobiety na koncu filmu to przyszle ofiary czlowieka, ktory nie obawia sie juz swojej, jake okrutnej natury???  Cytuj

  • rka pisze:

    Super recenzja. Ja tylko w jednej kwestii. Autor napisał, że „w żadnej scenie, w żaden sposób nie widać, by Mężczyzna cierpiał po stracie dzieca”. ZONK! A na pogrzebie? Wiem, wiem. czepiam się. Pozdrawiam.  Cytuj

  • neuroticrational pisze:

    Sam Lars von Trier w wywiadzie powiedział, że antychrystem jest kobieta, bo to mężczyźni wymyślili religię.
    Ja to wszytko rozumiem tak iż to mężczyźni „boją się” natury utożsamianej przez kobiety jako źródła zła, z tego powodu dopuszczali się największych okrucieństw na przestrzeni wieków (w filmie w końcu morduje mężczyzna).
    Wymyślona religia (ustanowiony ład) ma w rzeczywistości uświęcać nie boga ale człowieka samego. Człowiek (mężczyzna) w religii w rzeczywistości koronuje samego siebie jako budowniczego porządku wbrew chaosie natury (stąd palenie czarownic).
    Moim zdaniem paradoksalnie największym źródłem zła i szaleństwa będzie zawsze ego, nigdy id. Ego, które wynosi samo siebie ponad wszystko inne i nawet jego pokora jest czystą hipokryzją i samozadowoleniem. Freud określa ego jako racjonalną świadomość i nadaje mu panowanie nad id, nad instynktami. Jednak ta świadomość jest tylko i wyłącznie jednostkowa, odnosi się tylko do interesów osobistych i nie ogarnia Całości.
    Kobieta jako antychryst zagraża ładowi i porządkowi dlatego trzeba ją wyeliminować. W filmie bohaterka nie budzi sympatii, jednak to ona ma przebłyski świadomości głębszych znaczeń, dręczą ją myśli o własnej grzeszności, niestety nie potrafi z tego wyciągnąć wniosków bo brakuje jej racjonalności, wpada w szaleństwo. Mężczyzna cały czas będąc po tej „jasnej” stronie sam w efekcie zbija bez emocji. Chcąc opanować chaos, którego tak się boi sam w efekcie staje się jego twórcą, bo chaos to nie jest po prostu bałagan i pomieszanie ale i nieświadomość. Mężczyźni są tak samo irracjonalni jak kobiety ale są bardziej niebezpieczni bo nigdy nie dopuszczą tego do świadomości.
    Jedynym ratunkiem byłaby integracja świadomości kobiety i mężczyzny, która ogarnęła by Całość. Racjonalnego umysłu (męskiego),który nie wynosiłby się ponad naturę i myślał, że jest wszystkowiedzący i nie z tego świata ale, który uświadamiałby sobie, że należy do natury tak jak wszystko inne oraz umysłu intuicyjnego, czującego, irracjonalnego (kobieta), który nie ulegałby lękom i szaleństwu.
    W najbliższym czasie to się nie stanie, bo umysł racjonalny chłodno wyparł się swojej własnej irracjonalnej części (zabicie kobiety) i potrafi w dodatku to sobie doskonale racjonalnie wyjaśnić, dlaczego musiał to zrobić (bo ona mu zagrażała).
    Ego, które nie ma świadomości wykraczającej poza nie same będzie źródłem zagłady ludzkości. Ktoś podejmie całkowicie racjonalną decyzję i naciśnie wielki czerwony guzik :-) Racjonalne szaleństwo to najbardziej przerażająca rzecz (Holocaust miał doskonałe racjonalne uzasadnienie dla osób, które go przeprowadzały)
    The END  Cytuj

  • Sonimul pisze:

    cziczio: No dobrze, ale czym tu jest ten “grzech”? Jeżeli to seks, to przecież (także) w ten sposób zostało poczęte owo dziecko, które potem ginie…
    Zresztą w pierwszej scenie seksu widać pomiędzy bohaterami tę harmonię, której w podobnych scenach późniejszych brakuje (ponadto w prologu nie jest specjalnie zaznaczone, by Kobieta w jakiś sposób Mężczyznę “kusiła”, chęć na zbliżenie jest raczej obopólna – dlaczego akurat tu ma być “grzech”?  

    Myślę że grzechem było przedkładanie własnych przyjemności nad inne sprawy. W pewnej części filmu jest pokazany sam początek (prolog) kobieta uprawia seks na łóżku ze swoim mężem ,oddaje się przyjemności(oczywiście to nie jest złe) jednak w tej samej chwili zauważa dziecko które przysuwa krzesło do okna. Kobieta może zareagować jednak oddawanie się przyjemnościom – oddawanie się swoim potrzebom fizjologicznym jest dla niej ważniejsze niż powstrzymanie dziecka od tego co się zaraz mogło stać (mówię o śmierci dziecka). Potem kilka razy (tak na prawdę co 5 minut filmu -.-) pokazane jest jak kobieta wskakuje na swojego męża i dosłownie go gwałci (chociaż on jest chyba całkiem zadowolony :)). Na sam koniec kobieta w akcie skruchy „przycina” sobie łechtaczkę…
    Ta lubieżność i nieumiejętność opanowania swoich odruchów , odmówienia sobie potrzeb było grzechem kobiety.  Cytuj

  • adam1977 pisze:

    Bardzo profesjonalna recencja,gratuluje wiedzy !
    Nie bardzo moge odniesc sie do filmu. Bezposrednio po obejzeniu nie wzbudzil zadnych we mnie emocji lub pytan. Nie kwestionuje tego iz jest to film z pulki „dla konesera” lecz dla mnie brakuje w nim elementu ,ktory „porwal” by widza, rozbudzil,zainspirowal. Genialna, muzyka, zdjecia, gra aktorow okazalo sie dla mnie za malo by zmusic umysl do rozwiklania niezmiernie pogmatwanej fabuly – moim zdaniem glowny minus filmu lecz pewnego rodzaju trend pisania i tworzenia rezysera („Przelamujac fale” – to jego o ile pamietam)
    Mowiac pogmatwany – lub elokwetnie za pania kontekstowy- mam na mysli poruszanie w jednym filmie niezwykle glebokich watkow jak gnostycyzm, wojna plci, watek antychrysta, symbolizm . . .
    Sprawia to (przynajmniej u mnie) iz film do mnie nie dociera. W sposob bezposredni nie zmusza do refleksji. Raczej do rozszyfrowania zakodowanej wiadomosci.Podobnie jak „Zaginiona autostrada” leczje uczciwie przyznajac ,ze duzo bardziej zorganizowanie.(tam chyba sam Lynch nie wiedzial co robi:)
    Jescze raz dzieki za analize filmu i pozdrawiam.  Cytuj

  • Pani Mo pisze:

    Obejrzałam film dopiero przedwczoraj i zrobił na mnie porażające wrażenie. Nie podobał mi się, ale samo wrażenie wystarczy (na studiach wpajano nam, że sztuka nie musi się podobać, natomiast musi poruszać :-)). Bardzo się cieszę, że nie poszłam do kina – wielki ekran to wrażenie by spotęgował, co nie jest mi koniecznie potrzebne – oglądanie w domu zawsze wydaje się „bezpieczniejsze” przy tego rodzaju filmach. W każdym razie bezspornie jest to dla mnie jeden z ciekawszych filmów, jakie w życiu obejrzałam. Wielkie dzięki za świetną recenzję – najlepszą z tych kilkunastu, jakie przeczytałam – otworzyła mi oczy na parę aspektów filmu, które mi umknęły lub były niejasne.
    Co do sceny retrospekcji prologu, w której Kobieta widzi dziecko wspinające się na krzesło – nie odniosłam wrażenia, że nie zareagowała, ponieważ nie umiała/nie chciała oderwać się od swojej żądzy, raczej wydaje mi się, że w jej chłodnym (wręcz lodowatym) spojrzeniu było przyzwolenie na to, co miało się wydarzyć. Chwilowe poddanie się tkwiącemu w niej Złu/Szaleństwu?
    Jestem również pod wielkim wrażeniem świetnej gry obojga aktorów.  Cytuj

  • Wojtek_81 pisze:

    Co za pojebany film!
    Myślałem że obetnie mu kutasa, a ona tymczasem obcięła sobie kawał kokochy! No i ten kamień szlifierski w nodze! Co to miało byc?! Że niby chciała go w ten sposób powstrzymac od odejścia? Unieruchamiając? :D:D:D Chory film, ot co!  Cytuj

  • Megan pisze:

    A epilog jak wytłumaczyć? Tłum kobiet bez twarzy mija bohatera. a ukazane ciała kobiece porozrzucane po lesie? O tym w analizie ani słowa. A ja nadal nie rozumiem…  Cytuj

  • Hakamairi pisze:

    Megan, te kobiety martwe to wynik przeszlych dzialan ‘mezczyzny’ a kobiety bez twarzy, to przyszle. Moze po prostu ilosc szans zmarnowanych na osiagniecie doskonalosci i symbol tego, ze walka trwa..  Cytuj

  • Pieprz pisze:

    Interpretacja ciekawa, muszę przyznać. Sam film mi się nie podobał, od pewnego momentu był po prostu nieznośny, a jestem odporny na takie rzeczy, bo oglądałem takie filmy jak Begotten, Salo albo 120 dni Sodomy, Man behind the sun i wiele podobnych. To co odróżnia Antychrysta od wcześniej wymienionych to fakt, że reżyserzy tych drugich nie chcieli ukazywać żadnych głębokich treści, zmuszać do refleksji, pokazali co chcieli pokazać i tyle. Starałem się znaleźć jakieś głębsze przesłanie, ale nie mogłem się go doszukać. Może jestem ślepy, ale pomysł na ukrycie zła w cielesności jest po prostu chory. Jeszcze ta mizoginia, jestem facetem i na 99% szowinistą, ale dawno nie spotkałem się z czymś takim. Od sceny z przebijaniem nogi nie mogłem się doczekać aż Dafoe (sorry, ale muszę mieć imię albo nazwisko bohatera, nie mogę pisać On/Ona, dlatego wziąłem nazwisko aktora) zabije tę sukę. Jedynym zrozumiałym motywem byli dla mnie Trzej Nędzarze(Three Beggars). Najpierw jest smutek, później ból, rozpacz i w końcu jak mówi Gainsbourg, któreś z nich będzie musiało umrzeć kiedy przyjdą owi Trzej Nędzarze.  Cytuj

  • Ciekawe komentarze na temat tego filmu. Sam jeszcze go nie widziałem, a bardzo chcę, ale po tych opiniach i świetnej analizie, troszkę mnie odpycha. Jeśli mógłbym prosić o odpowiedź, to lepiej obejrzeć, czy dać sobie spokój? A tak przy okazji, fajne tu opinie, ale, czy ktoś z was jest tu wierzący?  Cytuj

    • matt pisze:

      Nie wiem, na ile wiara ma jakiekolwiek znaczenie w odbiorze filmu, jeśli jest się człowiekiem otwartym. Nie boję się jednak wyznać, że jestem katolem, a film uważam za jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, w minionym roku. Obejrzyj i sam uznaj, co jest gorsze ;)  Cytuj

  • balbia13 pisze:

    Ja odniosłam wrażenie, że kobieta widziała jak dziecko wspina sie na okno i świadomie pozwoliła mu spaść, sama będąc w stanie rozkoszy. Jedna ze scen na końcu filmu by o tym świdczyła. Czy ktoś też tak to widział.  Cytuj

Skomentuj (Ustaw swój awatar)

Polski tytuł: Antychryst
Oryginalny tytuł: Antichrist
Kraj: Włochy
Polska
Szwecja
Francja
Niemcy
Dania
Rok:
Czas trwania: 100 minut
Reżyseria:
Scenariusz:
Zdjęcia:
Montaż:

Obsada:
Ona
On